RUNY

Słowo runa oznacza w języku staroskandynawskim tajemnicę, sekret, magię. W języku staroniemieckim oznacza "szeptać" i wywodzą cię od niego zwroty odprawiać czary, mówić cicho, trzymać coś w tajemnicy. Runy są niczym więcej jak alfabetem, jednak znając ich działanie można stwierdzić, że alfabetem magicznym. Nie wiemy jak powstał alfabet runiczny, kiedy, ani kto go stworzył, możemy jedynie domniemywać prawdy historycznej, za to mityczna historia ich powstania jest niezwykle romantyczna.

 

Runy odkrył, a właściwie zostały podarowane Odynowi, jednemu z najważniejszych bogów na nordyckim panteonie. Zwolennicy jego dobroduszności twierdzą, że przekazał je później ludziom, jednak mitologia przekazuje, że Runy podarował ludziom inny bóg – Heimdall. Tak czy inaczej, z boską pomocą Runy znalazły się wśród ludzi wraz ze wskazówkami jak i do czego ich używać.

Trudno się dziwić Odynowi, że chciał zachować Runy dla siebie i swojej niebiańskiej rodziny, wszak w ich zdobycie włożył mnóstwo, nawet jak na boga, wysiłku. Udał się najpierw do olbrzyma Mimira, któremu złożył ofiarę wrzucając do studni swoje oko. Tracąc częściowo zmysł wzroku, zyskał możliwość widzenia rzeczy przed „zwykłym” wzrokiem zakrytych. Później udał się miejsca, w którym wyrastało święte drzewo, oś świata Yggdrasil, i tam powiesił się za stopę na gałęzi głową w dół. Złożył jeszcze jedną ofiarę, swojej krwi i bólu, przebijając sobie bok włócznią. Wisiał tak dziewięć dni i dziewięć nocy. Po dokonaniu misterium dostąpił oświecenia i spłynęło na niego światło, w którym zobaczył i poznał kształt i moc Run.

 

Kiedy przyjrzymy się mitologicznemu wizerunkowi czekającego na oświecenie Odyna i porównamy go z XII arkanem Tarota – Wisielcem, zobaczymy zaskakujące podobieństwo. Przesłanie obrazów jest takie samo – trzeba dobrowolnie z czegoś zrezygnować, poświęcić, aby coś zyskać. I trzeba pamiętać, że nawet nie będąc zdolnym do działanie (wisząc do góry nogami raczej o to trudno) można intensywnie myśleć, planować, ustalać priorytety, podejmować decyzje, dojrzewać i stawać się gotowym. 

 

Nie musisz znać znaczenia Run, aby stworzyć magiczny krąg, czyli Twoje prywatne miejsce mocy. Runiczny krąg będzie kumulował energię i wzmacniał zdolności poznania i zrozumienia. Wzmocni też medytację, proces uzdrawiania i przesyłania energii. Jego przewagą nad kręgiem kamiennym jest fakt, że jest on… przenośny. Możesz go zbudować w każdym miejscu, złożyć (czyli zgasić) i schować do kieszeni. 
Aktywowany krąg działa jak naturalny odpromiennik. Jak go aktywować dowiesz się, kiedy poznasz znaczenie wszystkich Run.
Jeżeli masz karty runiczne, możesz ułożyć je w okrąg na tyle duży, abyś mógł w nim swobodnie usiąść. Możesz użyć do tego celu Run wyrytych w kamieniach lub narysowanych na kawałkach drewna. Jeżeli nie posiadasz swojego alfabetu możesz po prostu narysować symbole na kartkach.
Pamiętaj tylko, że FEHU powinno wskazywać północ, GEBO wschód, EIHWAZ południe, EHWAZ zachód

Wyobraź sobie, że dookoła Ciebie nie ma żadnych ludzi – ludzie jeszcze nie pojawili się na świecie. Ty sam też nie jesteś człowiekiem tylko jednym z drzew Pierwotnego Lasu. Zamiast ramion, dłoni i palców masz gałęzie, zamiast skóry korę. Twoje nogi to korzenie. Nie jesteś jednak sam – dookoła Ciebie wiele innych drzew. 
Pierwsza w Pierwotnym Lesie pojawiła się FEHU. Dzięki jej energii drzewa zaczęły budzić się do życia. Na końcach gałęzi pojawiły się pączki, a niedługo później liście. Wiosenna siła przepełniła cały Las od wielkich drzew, aż po najmniejsze rośliny i zwierzęta. Wszyscy zyskali chęć do życia, działania i rozwoju. Owa silna energia rozproszyłaby się szybko, gdyby nie URUZ, która nadała jej formę i pozwoliła zatrzymać na dłużej. Dzięki Uruz energia Fehu przedostała się głęboko do ziemi pozwalając korzeniom rozwinąć się, a silne korzenie sprawiły, że drzewa stały się silniejsze, bardziej odporne na porywisty wicher, deszcze i grad.
Silne i mocno zakorzenione drzewa były gotowe na przyjęcie THURISAZ, która jest czasem próby. Próba okazała się łatwa do przetrzymania, drzewa wyszły z niej zwycięsko wykorzystując energię Thurisaz do zbudowania ochronnej, cierniowej bariery, przez którą nic złego nie mogło się przedostać.
Po czasie niepokoju przybyła ANSUZ na skrzydłach lekkiego, południowego wiatru. Przekonała nas, że możemy się ze sobą porozumiewać, dzielić myślami i spostrzeżeniami, rozmawiać, komunikować się. Możemy porozmawiać o swoich przeżyciach i wymienić doświadczenia. Możemy też uczyć się od siebie i siebie nawzajem. Poczuliśmy natchnienie, nasze myśli i słowa były jasne i zrozumiałe. Zapragnęliśmy zastanawiać się nad sobą i sensem życia, składać słowa w piękne zdania.
Nawet nie widzieliśmy kiedy pojawiła się RAIDHO   zaprowadzając w naszych myślach i słowach porządek, bo pod wpływem Ansuz zaczęliśmy bujać w obłokach i odrywać się od rzeczywistości. Raidho zwróciła nam uwagę, że ważna jest harmonia i porządek, ruch i rytm. Ważna jest też jedność celu i wspólne środki do jego osiągnięcia. Dowiedzieliśmy też, że jest tylko jeden kierunek wędrówki – do przodu i że czasami nie ma miejsca na zastanawianie się, trzeba po prostu działać.
Nie zrozumielibyśmy tego, co przekazały nam Ansuz i Raidho gdyby nie KENAZ, runa oświecenia i wewnętrznego ognia. W jej blasku zobaczyliśmy siebie i inne drzewa – jak wyglądamy i jacy jesteśmy, pozwoliła poznać nasze prawdziwe JA. Przestaliśmy być dla siebie tajemnicą. Nauczyliśmy się, że z ogniem nie należy igrać, ani się nim bawić, jeżeli jednak będziemy korzystać z jego darów ostrożnie pozostając pod ochroną ciepła i blasku, nigdy nie zgubimy drogi. Wiedzieliśmy już wszystko o sobie samych i naszych towarzyszach, umieliśmy gromadzić dobra materialne i niematerialne i konstruktywnie z nich korzystać. GEBO       nauczyła nas, że nie tylko branie i gromadzenie jest ważne, ale również dawanie, dzielenie się daje satysfakcję. Nauczyliśmy, że za każdy dar, za każde dobro, które wyślemy do kogoś zostaniemy po trzykroć wynagrodzeni. Dowiedzieliśmy, że warto się dzielić i obdarowywać. Gebo wytłumaczyła nam, że dobro zawsze zwycięża i że czasami więcej można zdziałać łagodnością.  
Po zgromadzeniu takich doświadczeń przepełniała nas radość i mieliśmy poczucie pełnego zwycięstwa. Wtedy właśnie pojawiła się wśród nas WUNJO, która powiedziała nam, że radość jest naszym naturalnym stanem, dlatego powinniśmy cieszyć się nawet rzeczami małymi, być wdzięcznymi za to, co mamy, a nie martwić się tym, czego nie mamy. Wunjo wytłumaczyła nam, że nie zawsze zwycięstwo odnosi się mieczem, czasami warto płynąć z prądem, a nie pod prąd. Dzięki niej mogliśmy odpocząć, cieszyć się swoim towarzystwem mając spokój w sercu.
Wunjo dobrze przygotowała nas na przyjście HAGAL,      która bezlitośnie, ale trafnie pokazała nam nasze słabości i błędy. Dzięki spokojowi Wunjo przyjęliśmy lekcję Hagal z pokorą i zrozumieniem. Dowiedzieliśmy, że czasami trzeba zniszczyć to, co się budowało, bo budowla została wzniesiona na słabych podstawach. Zrozumieliśmy, że odrodzenie może nastąpić poprzez zniszczenie. Niedługo po Hagal pojawiła się NAUDIZ. Byliśmy trochę przestraszeni, ale szybko okazało się, że nie ma się czego bać. Naudiz wytłumaczyła nam, że jesteśmy kowalami własnego losu i nikt inny, tylko my sami pracujemy na szczęście lub nieszczęście, które nas spotyka. Przeszkody, które nas spotykają nie są po to, aby nas zniechęcić, tylko wzmocnić, nauczyć czegoś nowego. Wspomniała też o konieczności duchowego rozwoju – silny duch to silne ciało. Słyszeliśmy o tym po raz pierwszy. 
Na chwilę wszystko zamarło w bezruchu. Odwiedziła nas ISAZ,   która ma moc zatrzymywania. Przez chwilę nie podobało nam się to, przecież mieliśmy się rozwijać fizycznie i duchowo, poznawać i uczyć się – taki mieliśmy wyznaczony kierunek. Dzięki Isaz odkryliśmy, że czasami trzeba zwolnić, a nawet zatrzymać się, żeby zobaczyć i zrozumieć więcej. W biegu umykają szczegóły, które mogą okazać się niezwykle ważne. Czasami trzeba po prostu odpocząć. Mieliśmy też zapamiętać, że choć osobno każdy z nas jest żywą i czujacą istotą, razem z innymi drzewami tworzymy jeden organizm – jesteśmy jednością. 
JERA wytłumaczyła nam, że zbierzemy to, zasialiśmy. Jeżeli pracowaliśmy uczciwie, będziemy mogli cieszyć się dobrymi zbiorami. W innym przypadku musimy zacząć wszystko od początku, tym razem nie zaniedbując obowiązków – mamy nową szansę. To od nas zależy czy pójdziemy do przodu, czy znajdziemy się po raz kolejny w punkcie wyjścia. To trudne zadanie ułatwiła nam EIHWAZ,   która roztoczyła nad nami ochronny parasol, dzięki czemu poczuliśmy się bezpiecznie i nie obawialiśmy się działać. Eihwaz pozwoliła nam w pełni zrozumiec naukę, którą przekazała Jera – należy działać w zgodzie ze swoimi możliwościami.
PERTHO uśmiechnęła się do nas prosząc, żebyśmy nie ustawali w poszukiwaniach. Musimy sprawdzać nowe ścieżki, któraś z nich okaże się szczęśliwa. Która? Dowiemy się jak sprawdzimy. Mamy sprawdzać swoje możliwości zdajac się na łut szczęścia. Odważnym bogowie sprzyjają. Tajemniczy uśmiech Pertho mógł oznaczać wszystko. Zainrygowani wypatrywaliśmy kolejnej Runy, odnaleźliśmy ją pod postacią Łosia przechadzajacego się między pniami drzew. To duch opiekuńczy ALGIZ,      
który stapając po ziemi, rogami dotyka nieba. Usłyszeliśmy: „nie lękajcie się – wszystko, co się dzieje, dzieje się na waszą korzyść”. Dowiedzieliśmy się też, że jako dzieci Natury jesteśmy chronieni, nasze dążenie do zwycięstwa będzie wspierane. Utwierdziła nas w tym SOWELO,     której światło i ciepło dotarło do nas poprzez chmury. Zostaliśmy wzmocnieni jej energią, poczuliśmy się wszechmocni, nie było dla nas rzeczy niemożliwych. W jej blasku wszystko było jasne i zrozumiałe. Algiz i Sowelo dały nam ochronę, światły umysł i wewnętrzną siłę. Przygotowały nas na przyjęcie energii TIWAZ, która kazała nam stanąć do walki i pozbyć się sentymentów. Czasami konflikt można wygrać wyłącznie w jeden sposób – z mieczem w dłoni. Tiwaz powiedziała nam, że musimy umieć oczyszczać sobie drogę mieczem, czasami nie ma innego wyjścia. Jeżeli mamy czyste sumienie nie możemy obawiać się porażki. Tuż za Tiwaz cichutko pojawiła się BERKANO.  
Uśmiechała się wyrozumiale patrząc jak jej poprzedniczka macha mieczem. „Dyplomacja i rozmowa” wyszeptała sugerując metody walki jakże inne od Tiwaz. Dała nam poczucie bezpieczeństwa, uspokoiła tłumacząc, że tylko mając spokój w sercu będziemy mogli być kreatywni i obdarzyć innych spokojem. 
Tiwaz mówi „jestem mocą męską”, Berkano mówi: „jestem mocą żeńską” – pojawiająca się po nich EHWAZ      wytłumaczyła nam, że musimy nauczyć się łączyć przeciwieństwa i korzystać zarówno z siły „męskiej” i „żeńskiej”. Związek kobiety i mężczyzny to próba połączenia przeciwieństw, uzupełniania się, wspólnej pracy i podróży przez życie. Nie obejdzie się również bez kompromisu… żadna z sił nie może przeważać, bo osiągnięcie harmonii nie będzie wtedy możliwe. Kobieta i mężczyzna nie są sami, ani samotni. Są częścią grupy, większej społeczności, zrozumieliśmy to dzięki MANNAZ. Mannaz nauczyła nas bezinteresownie pomagać i przyjmować pomoc. Wspierać i przyjmować wsparcie. Zrozumieliśmy, że nigdy nie będziemy sami i zawsze znajdziemy pomoc. Możemy czuć się całkowicie bezpiecznie ze sobą i wśród innych, podobnych nam istot.
Świadomość całkowitego bezpieczeństwa wzruszyła nas, zapłakaliśmy z radości i zawstydziliśmy z powodu łez widząc, że obserwuje nas LAGUZ. 
Laguz podeszła do nas i otarła nam łzy mówiąc, żebyśmy się ich nie wstydzili. Dowiedzieliśmy, że woda oczyszcza, a emocji nie należy ukrywać. Nie wszystko można zobaczyć, dotknąć i posmakować. Są rzeczy i zdarzenia, które można jedynie wyczuć lub przeczuć i nie da się ich określić zmysłami. Na taką wiedzę powinniśmy być otwarci, bo nie da się jej nauczyć z książek. To mądrość życiowa, którą każdy z nas zdobywa i która jest niezwykle cenna dla nas i innych ludzi. Uśpieni nieco szemraniem Laguz zostaliśmy wezwani do działania przez INGWAZ.  Nauczyła nas odpowiedzialności za swoje czyny, za siebie i innych ludzi – nie jesteśmy przecież sami. Zmotywowała nas do działania, pobudziła, ogrzała i dodała energii. Dzięki niej zaczęliśmy rozwijać zdolności, które dotąd były uśpione – zaczęliśmy być w pełni sobą. 
O tym, że naszą mądrość powinniśmy przekazywać swoim dzieciom i ich dzieciom, jednocześnie korzystać z mądrości naszych przodków powiedziała nam OTHALA.    Dała nam też spokój, pobłogosławiła nasze rodziny mówiąc, że rodzina jest najważniejsza, bez niej nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy. Na końcu DAGAZ    zapaliła przed nami ogień, który zawsze wskazywał nam drogę do domu. Dzięki niemu nigdy nie zbłądzimy i zawsze dokonamy słusznego wyboru. Zostaliśmy powitani w gronie oświeconych. 

 

1 SHARE = 1 KISS :)

ASTAROT TO:

  • SESJE Z TAROTEM i RUNAMI
  • ZABIEGI REIKI 
  • ZABIEGI DZWIĘKIEM
  • KURSY I WARSZTATY
  • WYDAWNICTWO

ZAPRASZAMY DO GDYNI 

DZIĘKUJEMY I ZAPRASZAMY DO PONOWNYCH ODWIEDZIN