HARPIA PÓŁNOCY

autor: Beata Matuszewska
wydawnictwo: ASTAROT
oprawa: miękka
stron: 342
rok wydania: 2017
cena: 32 zł   wersja elektroniczna: 27 zł 

Twoja wiadomość z formularza została pomyślnie wysłana.

Podałeś następujące dane:

Zamawiam książkę "Harpia Północy"

Skoryguj wprowadzone dane w następujących polach:
Podczas przesyłania formularza wystąpił błąd. Spróbuj ponownie później.

Wskazówka: pola oznaczone * są obowiązkowe.

FRAGMENT KSIĄŻKI "HARPIA PÓŁNOCY"

PROLOG

 

Tego dnia udało mu się zakończyć służbę nieco wcześniej
niż zwykle. Z ulgą przekazał obowiązki swojemu zastępcy. Cały dzień czuł dziwny niepokój. Kilkanaście razy komunikował się z żoną, która rozwiewała obawy tłumacząc, że z nią i dziećmi wszystko jest
w największym porządku, jednak ostatnia rozmowa wzbudziła jego podejrzenia. Żona wydawała się zdenerwowana, choć uparcie powtarzała: „wszystko jest w porządku”. Cailam Canuia był szefem pałacowej ochrony, dbał o to, by dwór i członkowie dworu byli bezpieczni, udaremniał zamachy, kierował ochroną, eliminował szpiegów. Dbał też o to, by jego rodzina była bezpieczna.

Wracał do domu na piechotę, tak było szybciej. Kiedy skręcił w „swoją” ulicę od razu wiedział, że coś jest nie tak. Mieszkańcy wyszli z domów. Szepczący między sobą gapie rozstępowali się przed nim
w milczeniu. Ktoś złapał go za ramię. Przed jego domem tłum
był największy, ktoś szeptał, by wezwać zbrojnych, ktoś mówił
o lekarzu, jednak nikt nic nie robił.

Cailam czując zimno rozlewające się po całym ciele wszedł przez bramkę na ścieżkę wiodącą do domu. To zimno towarzyszyło mu za każdym razem, gdy musiał zapanować nad strachem lub emocjami. Przy ścieżce leżał na brzuchu jego kilkuletni syn. Przewrócił go na plecy, nie miał wątpliwości, że nie żyje, poderżnięto mu gardło. Odłożył delikatnie ciało synka myśląc o żonie i małej córeczce, napastnicy musieli być w pobliżu.

Żonę znalazł za domem, klęczała na ziemi przyciskając
do siebie odwrócone plecami dziecko. Dziewczynka zanosiła się płaczem prosząc mamę, by ją puściła. Widząc ojca ucichła
i znieruchomiała. Nie było żadnych śladów walki, ani napastników. Cailam chciał podbiec do żony, ale zauważył, że trzyma nóż przy gardle córki.

- Oni są wszędzie… oni są wszędzie… - mówiła rozglądając się nerwowo dookoła. Wyglądała jakby była przerażona, albo jakby oszalała. Kiedy zobaczył jej nieobecne spojrzenie w jednej chwili zrozumiał, że nie ma żadnych napastników. Wyciągnął broń
i skierował ją w stronę żony.

- Zaria… odłóż nóż… - prosił, jednak jego żona ciągle powtarzała:

- Oni są wszędzie, zabili Solema, nas też chcą zabić. Nie mogę na to pozwolić… nie rozumiesz tego!? – krzyknęła sprawiając,
że Cailam cofnął się o krok, a przez tłum zgromadzony przed domem przebiegł pomruk. Przekręciła głowę dziewczynki w stronę ojca.

- Nie widzisz tego… popatrz w jej oczy, opętali nas! Muszę
z tym zrobić porządek…

- Zaria odłóż nóż i puść Millię! – krzyknął. Widział jak ręka kobiety trzymająca nóż zbliża się do gardła dziecka. Wiedział,
że powinien strzelić do żony, aby ratować córkę, albo ratować żonę, która zaraz poderżnie gardło drugiemu dziecku. Spóźnił się o ułamek sekundy.

Zaria osunęła się z przestrzelonym czołem. Dziewczynka przewróciła się ziemię. Cailam podbiegł do niej i wziął na ręce.  
Nie żyła.

To nie dzieje się naprawdę – pomyślał, kiedy zbrojni zakładali mu kajdanki.

    

*                                         

 

Monariański areszt nie był przytulnym miejscem. Ciemne, wilgotne pomieszczenia zostały wykute bezpośrednio w skale. Więźniów od korytarza oddzielało pole siłowe. W przypadku tego więźnia Dorina Colon zdecydowała się na zaniechanie środków bezpieczeństwa. Gdyby chciał, mógłby opuścić swoją celę
bez kłopotu. Wiedziała jednak, że tego nie zrobi. Niska, drobna kobieta o krótkich, siwych włosach w czarnym mundurze
z naszywkami świadczącymi o wysokiej wojskowej szarży wyjaśniała sytuację swojemu podwładnemu.

- Świadkowie mówią, a jest ich cały tłum, że podszedłeś
do leżącego przy ścieżce chłopca. Nikt nie jest w stanie jednoznacznie określić co zrobiłeś, czy mu pomagałeś, czy może go zabiłeś.

Cailam przebywał w areszcie od kilku tygodni i od kilku tygodni nikt nawet nie starał się wyjaśnić co się stało. Skupiono się wyłącznie na tym, by udowodnić jego winę.

- To jakiś absurd. Lepiej zapytajcie tak zwanych świadków dlaczego nikt nie udzielił pomocy leżącemu na ziemi chłopcu,
nikt nie starał się interweniować, tylko wszyscy stali i gapili się! Podszedłem do niego i sprawdziłem czy żyje. Nie żył.

- Sam wiesz jaką masz reputację, do twojego ogrodu nikt
nie ośmieli się wejść bez pozwolenia. Wśród mieszkańców nie jesteś zbyt popularny. Boją się ciebie.

- To żadne tłumaczenie, przecież nie chodziło o podeptanie roślinek mojej żony!

Przypomniało mu się, że jednak często bywał, łagodnie mówiąc, niemiły dla sąsiadów. Najwyraźniej wzięli to do sobie. Żołnierz, zabijaka, ochroniarz, dowódca – w myślach wymienił swoje funkcje i zajęcia. Nie mógł już do nich dopisać ani „mąż”, ani „ojciec”.

- Dlaczego nikt nie zajmuje się ustaleniem prawdy? Dlaczego nie zostałem powołany na świadka? Dlaczego nie przesłuchano mnie?

- Nie próbujemy ustalić domniemanej winy, tylko jej brak,
a ty nam w tym nie pomagasz… zeznania świadków, choć nie są jednoznaczne, na pewno nie wskazują na twoją niewinność. Za to twoi koledzy zeznali, że w dniu tragedii byłeś nerwowy, kontaktowałeś się wielokrotnie z żoną, rozmawiałeś z nią i robiłeś wszystko, by szybko wrócić do domu.

Przełożona nie odpowiedziała na pytania podwładnego.

- Dorino, pracujemy ze sobą wiele lat, czy naprawdę wierzysz, że mógłbym zabić żonę i dzieci?

- Nie wierzę, ale skupiam się na faktach. Powstrzymam się
z osądem do oficjalnego wyroku.

- Kiedy to będzie?

- Nie wiem, ale jestem po twojej stronie.

 

     *                                        

 

- Jak się czujesz Cailam?

Dorina podeszła do swojego podwładnego i przyjaciela
z troską patrząc na jego posępną twarz. Nigdy nie widziała
by okazywał emocje, zawziętość i chłodny spokój zawsze brały górę nad wszystkim, co działo się w jego sercu. Uznano go winnym zabójstwa żony z premedytacją, oczyszczono z podejrzeń zabójstwa dzieci. Osądzono go w sądzie cywilnym, ale wyrok miał zapaść
w sądzie wojskowym którego przewodniczącą była Dorina.

- Cieszę się, że to już koniec. Kiedy zadecydujesz jak mnie ukarać?

Zapadła cisza. Cailam nie patrzył na przełożoną, ani ona
na niego.

- Jesteś jednym z moich najlepszych ludzi, nie powierzyłabym ochrony królewskiej rodziny komuś, do kogo nie mam pełnego zaufania. Wywiązywałeś się z obowiązków bez zarzutu. Muszę też powiedzieć, że król osobiście się za tobą wstawił prosząc
o przywrócenie do służby.

- Nie powinien tego robić, bo stawia cię to w niezręcznej sytuacji.

- Otóż to. Prosi o przywrócenie do służby bo wie, że nie mogę tego zrobić.

Cailam opuścił głowę. Nigdy nie był dobry w dworskich układach i intrygach, po prostu robił swoje. Nie zabiegał o sympatię, śmiał się z osób, które starały się za wszelką cenę zaskarbić przychylność królewskiej pary. Teraz prawie żałował, że tego nie robił. Dorina nie była w łatwej sytuacji. Musiała wywiązać się ze swoich obowiązków, jednocześnie wydać wyrok, który choć trochę będzie sprawiedliwy. Oboje chcieli to mieć już za sobą.

- Nie pytasz jak cię ukarzę tylko kiedy.

- Zatem… jakiej mogę spodziewać się kary?

- Nie możesz pozostać w czynnej służbie z morderstwem
w aktach.

- Zatem degradacja?

- Banicja.

Opuścił głowę. Jego ojczyzna nie utrzymywała ciepłych kontaktów z pozostałymi królestwami. Jedyne co go czekało, to pobyt na Wielkim Pustkowiu.

- Coś jeszcze?

- Oskarżyciel będzie oczywiście wnioskował o degradację,
ale na to się nie zgodzę. Przejdziesz w stan spoczynku. Być może kiedy skończy się zamieszanie wrócisz do nas, za jakiś czas. Nie spaliłeś
za sobą wszystkich mostów, choć bardzo się starałeś. Król się za tobą nie wstawi, ale królowa dała mi dla ciebie ten drobiazg…

Dorina wyciągnęła rękę, na której leżał gładki, zielono błękitny kamień z czarną kropką w środku, otoczony srebrnym pierścieniem.

- Czyżby zapłata za dobrą służbę? – warknął Cailam.

- Być może, nie wiesz co to jest. Ja też nie wiem, ale królowa na pewno wie, gdyż wyciągnęła ten kamień ze swojego prywatnego skarbca. Masz go nosić na szyi, a doprowadzi cię do szczęścia. Tyle powiedziała.

- W porządku, mam szukać szczęścia z kamieniem u szyi. Gdzie mam się udać? Do Atlantis, z którym się nie lubimy, czy do Thetis,
z którym się nie lubimy jeszcze bardziej? Może mam wygrzebać sobie norę na Pustkowiu?

- Sarkazm nie jest tu na miejscu. Masz się udać do Nowej Północy do Thetis… na piechotę.

Zapadła cisza. Nowa Północ była położona tysiące kilometrów od Monaris, miejsca w którym się urodził i wychował.

Zaprawdę, sprawiedliwa kara za zabicie żony, która zabiła dzieci – pomyślał i założył na szyję rzemień z niebieskim kamieniem.
W jednym zgadzał się z królową, szczęście na pewno mu się przyda.

 

 

CZĘŚĆ PIERWSZA - NOWY DOM

 

Po tysiącleciach od Wielkiej Zarazy ludziom udało się przeżyć tylko w trzech miejscach: pod ziemią, w miejscu zwanym Czarną Strefą lub Monaris, pod kompleksem szklanych kopuł nazwanych przez mieszkańców Atlantis i Nową Północą z górskim Thetis miastem - państwem położonym „na płaskowyżu leżącym na płaskowyżu”. Wirus zwany Cichą Śmiercią nie pozostawiał na ciele żadnych oznak choroby, zarażeni ludzie umierali spokojnie, najczęściej podczas snu. Przed śmiercią ogarniał ich błogi spokój, dlatego też niektórzy przyjmowali go chętnie i nazywali wybawieniem. Przez tysiące lat
nie udało się znaleźć na niego ani lekarstwa, ani szczepionki. Wirus nie oszczędził również zwierząt i większości roślin. Zwierzęta zasypiały, rośliny obumierały. Wirus nie lubił jednak terenów położonych wysoko nad poziomem morza, ani miejsc pozbawionych słonecznego światła, dlatego ludzie przebywający w górach i pod ziemią byli bezpieczni.

 

Ojczyzną Cailama było położone na dalekim południu podziemne miasto Nanthua, stolica Monaris. Choć on sam, podobnie jak jedna osoba na tysiąc mieszkańców, urodził się odporny na Cichą Śmierć nigdy nie zdecydował się mieszkać na powierzchni. Jego żona była „nieodporna”, dzieci również.

Choć prawo nakazywało mu znaleźć sobie odporną na wirusa partnerkę sprzeciwił się i pojął Zarię za żonę oferując lekarzom
w zamian hektolitry swojej krwi do badań. Przez miesiące wędrówki próbował zrozumieć dlaczego Zaria zabiła dzieci i dlaczego proces
był prowadzony tak nieudolnie. Może zachorowała, może ktoś ją
do tego nakłonił. Z każdym dniem pytania stawały się mniej natarczywe, a znalezienie odpowiedzi mniej konieczne. Powoli zostawiał przeszłość za sobą, tak samo jak powoli przyzwyczajał oczy
i ciało do słonecznego światła.  

 

Z równin widać było wyłaniający się znad horyzontu potężny masyw górski, a nad nim kamienne i szklane iglice wież. Czasami były wyraźnie widoczne, zwłaszcza kiedy promienie wschodzącego słońca odbijały się od szklanych elementów budowli. To był cel podróży.
Co jakiś czas Cailam słyszał nieznośne brzęczenie, a przez całe ciało przechodził mu dreszcz. Był skanowany przez strażników, którym najwyraźniej nie zależało na dyskrecji, inaczej nastawiliby wiązkę
na mniejszą moc. Zarówno Monaris jak i Atlantis dawno wyszły z epoki kamienia łupanego, ale o zaawansowaniu technologicznym Północy krążyły bajkowe legendy. Bajkowe legendy krążyły też o tym,
jak niechętnie dzielą się swoimi odkryciami i jak bardzo nie lubią obcych. Podobno nawet wynaleźli szczepionkę na Cichą Śmierć, plotki mówiły jednak, że ich królowa nie chce się nią z nikim dzielić. Negocjacje nie przyniosły żadnego skutku.

 

Strażnicy pilnujący jedynej bramy wjazdowej do Thetis zapewne doskonale widzieli, że zbliża się do nich samotny wędrowiec. Cailam zdawał sobie sprawę, że jest na otwartej przestrzeni, całkowicie odsłonięty i nawet nie zadawał sobie trudu, by się ukryć. Zastanawiał się co będzie jak go nie wpuszczą. Rozbije obóz
pod bramą?

Meldunki o samotnym wędrowcu rozprzestrzeniły się błyskawicznie. Od wielu lat nikt oprócz oficjalnych delegacji dwóch pozostałych królestw nie kierował się do bram Thetis, a jeżeli jakiś śmiałek się na to odważył odsyłano go do domu. Skanery i kamery dostarczyły pełnych informacji o wyglądzie i stanie zdrowia gościa.
Na ekranach widać było wysokiego, szczupłego mężczyznę, o śniadej skórze i wysokich kościach policzkowych, ciemnych, krótkich włosach
i szarych oczach.

- To ten Monariańczyk, którego mamy wpuścić? Wybraniec? To naprawdę on? – zastanawiał się jeden ze strażników. Słowo „wybraniec” nie zabrzmiało w jego ustach jak pochwała. Mieli rozkaz natychmiast zameldować namiestnikowi Górnego Miasta jak tylko
ów obcy pojawi się w okolicy. Najwyraźniej czekano na niego.

- Pies go wie – mruknął drugi strażnik – miał być żołnierzem,
a wygląda jak nauczyciel. Jest nawet trochę podobny do ciebie – zarechotał z żartu i jęknął, kiedy towarzysz w odwecie uderzył
go w brzuch. Wędrowiec był wprawdzie wysoki i miał szerokie ramiona, ale jego sylwetce daleko było do gladiatora.

- Ja melduję, ty rób co chcesz, jak go puścimy będzie większy dym niż jak zatrzymamy – przesłał dane z kamer i skanerów
do namiestnika. Błyskawicznie nadeszła odpowiedź, że wędrowiec nazywa się Cailam Canuia i jest tym, na którego czekają. W replikatorze pojawił się implant przepustka, który mieli wszczepić mu pod skórę, iniektor z preparatem, który pozwoli przybyszowi oddychać rozrzedzonym powietrzem i elektroniczną mapę Dolnego Miasta
z wytycznymi gdzie ma się udać.

 

Cailam widział kamienną bramę wyłaniającą się prosto
ze zbocza góry. Im bliżej podchodził tym bardziej zdumiewał go jej ogrom. Od strony bramy jechał w jego kierunku pojazd unoszący się nad ziemią. Po chwili pojazd zbliżył się wzbijając tumany kurzu.

Pilot specjalnie zahamował w sposób, który miał uprzykrzyć przybyszowi życie.

- To na dzień dobry – mruknął i sięgnął po komunikator –
tu Tobias Oddi strażnik bram Thetis ziemi Jej Królewskiej Wysokości Mairy pierwszej tego imienia. Nakazuję wejść do transportera – powiedział służbowym głosem.

Cailam miał ochotę wsadzić nóż w jeden z silników repulsorowych pojazdu, żeby strażnik Tobias jak najszybciej z pojazdu wyszedł, ale zamiast tego posłusznie wdrapał się na platformę. Gdyby się nie przytrzymał, gwałtowne przyspieszenie zmiotłoby go
na ziemię. Zacisnął zęby, nie spodziewał się przecież, że zostanie przywitany chlebem, solą i kwiatami, choć nie obraziłby się za sam chleb.

Ruszyli. Cailam z rosnącym niepokojem obserwował jak pojazd nie zmniejszając prędkości błyskawicznie zbliża się do bramy. Kiedy zostało kilkaset metrów zaczął uderzać w kokpit, by skłonić kierowcę do zahamowania. Zamknął oczy kiedy wydawało mu się,
że za kilka sekund z impetem rozbiją się na kamiennej ścianie. Tymczasem bez problemu przelecieli przed coś, co z zewnątrz wyglądało jak brama, a naprawdę było tylko iluzją. Cailam nie musiał słyszeć, co się dzieje w kokpicie, strażnicy zapewne śmiali się
ze swojego pasażera, zwłaszcza że gwałtowne hamowanie prawie wyrzuciło go z platformy transportera.

Strażnicy ubrani byli w kombinezony i maski mające zabezpieczyć ich przed wirusem, który na tej wysokości ciągle był groźny. Skrzekliwy, zmieniony elektronicznie głos Tobiasa brzmiał niemal zabawnie.

- Za nami. Do śluzy – wydał krótkie polecenie, któremu Cailam podporządkował się bez słowa. Nie obawiał się wirusa, ale strażnicy najwyraźniej nie wiedzieli, że jest odporny. Przeszli przez kilka śluz,
aż w końcu skanery pozwoliły im zdjąć maski.

- Tobias Oddi strażnik bram Thetis ziemi Jej Królewskiej Wysokości Mairy pierwszej tego imienia – strażnik zdążył ponownie wyrecytował formułkę, kiedy Cailam szybkim uderzeniem pozbawił
go przytomności.

- Major Cailam Canuia siły zbrojne Monaris. Do usług – uśmiechnął się do drugiego strażnika, który zdążył cofnąć się
na bezpieczną odległość. Strażnik chciał sięgnąć po broń, ale w jego słuchawkach zabrzmiał głos namiestnika kategorycznie zabraniający walki.

- Właśnie dostałem rozkaz, który zakazuje zrobić ci krzywdę, dlatego usiądź i czekaj.

- Nie sądzę, żebyś mógł mi zrobić krzywdę, ale jeżeli wszystkich gości traktujecie w taki sposób, nic dziwnego, że nikt
do was nie przyjeżdża.

- Próbujemy właśnie ustalić czy jesteś gościem, czy najeźdźcą. Usiądź i czekaj – powtórzył starając się nadać swojemu głosowi groźne brzmienie i wskazując ręką krzesło oddalone od konsol
i monitorów.

Cailam zobaczył na jednym z monitorów swoją twarz,
na drugim sylwetkę.

Strażnik przeniósł z wysiłkiem nieprzytomnego towarzysza
do innego pomieszczenia. Po chwili wszedł mężczyzna w średnim wieku i usiadł naprzeciwko Cailama. Był wysoki, z wyraźną nadwagą. Kolorowy i niewątpliwie kosztowny strój miał zapewne świadczyć
o wysokim statusie materialnym, ale świadczył bardziej o braku
gustu.

- Przepraszam za moich ludzi, zapewne nie mieli zamiaru zrobić nic złego… pozwolili sobie jedynie na kilka psikusów…

- Ja też miałem ochotę się jedynie serdecznie przywitać,
ale wyszło dość niezręcznie.

Mężczyzna uśmiechnął się.

- Cieszę się, że humor dopisuje. Jesteś Cailam z rodu Canuia, obserwujemy cię od jakiegoś czasu. Opinia, iż nie przepadamy
za obcymi nie jest bezpodstawna, ale wierz mi, mamy ku temu powody. Jesteś zdrowy, pełen życia, odporny na Cichą Śmierć. Jedyne co ze sobą przynosisz to skromny bagaż i swoją przeszłość. Jaki jest cel twojej wizyty?

Pstrokato ubrany mężczyzna nie wzbudzał zaufania.
Był przesadnie uprzejmy i afektowany. Mówił biegle wspólnym językiem, ale lekki obcy akcent świadczył o tym, że nie urodził się
w obrębie Miasta. Cailam podejrzewał, że majątek i namiastkę władzy posiada od niedawna i to sprawia, że czuje się lepszy od ogółu społeczeństwa. Na pewno jednak wiedział o celu wizyty więcej niż on sam.

- Na pewno drogi rozmówco wiesz o mnie więcej niż ja
o tobie. Kim jesteś? Witasz etatowo wszystkich czy tylko mnie? Może się przedstawisz, tyle na początek wystarczy. – Cailam odpowiedział pytaniami na pytanie.

- Och, jestem tylko skromnym urzędnikiem, który któremu wbrew temu, czego uczyła mama kazano rozmawiać z nieznajomymi – drogi rozmówca zaśmiał się z własnego żartu - Ian Mantegna,
do usług. Jestem Strażnikiem Bramy i pełnię obowiązki zarządzającego Dolnym i Górnym Miastem, mam zatem sporo pracy. Zwykle mówią na mnie po prostu Mantegna. A zatem, jaki jest cel twojej wizyty wędrowcze?

Wędrowiec nie wierzył w ani jedno słowo. Nie miał przed sobą skromnego urzędnika, ale jakąś szychę. Albo skromnego urzędnika
z wielkim ego. Albo szychę z wielkim ego, innych możliwości nie było.

- Nie wiem jaki panuje w Thetis system władzy. Mógłbyś opowiedzieć więcej o swoim „skromnym stanowisku”? Trudno
mi je sobie wyobrazić. Wyglądasz imponująco, a w moim skromnym kraju skromni urzędnicy noszą się… skromniej.

- Przyszedłem tylko by ocenić czy jesteś zagrożeniem,
nie tłumaczyć się z mojego ubioru. Wędrowcze, Thetis jest bogate ponad twoje wyobrażenie – denerwujący uśmieszek nie znikał
z twarzy skromnego urzędnika – dbam też o to, by jego bramy również były bezpieczne ponad twoje wyobrażenie.

- I jakie wnioski? Jestem szkodnikiem, terrorystą, mordercą, intruzem czy gościem?

- Och mój kochany, mimo wszystko twoja sława cię wyprzedza. Jesteś mężczyzną z bogatą przeszłością, niezmiernie dbający o rodzinę, zwłaszcza o żonę…

A więc wiedzieli. Jeżeli Cailam chciał noc spędzić w mieście,
a nie pod bramą lub w strażnicy w przemiłym towarzystwie, powinien być nieco milszy.

- Skoro moja sława mnie wyprzedza powinienem się chyba spodziewać większego komitetu powitalnego niż dwóch, skłonnych do psikusów strażników.

- Czy będziesz powitany czy przesłuchiwany zależy wyłącznie od ciebie, na razie ja muszę ci wystarczyć.

Niewątpliwie trzeba być jeszcze milszym i nie ukrywać prawdy, zapewne mają doskonałe detektory kłamstw.

- Moja wizyta nie ma żadnego celu – wyjaśnił szczerze -  dostałem polecenie od zwierzchnika i królowej, aby udać się właśnie tutaj, dlatego jestem. Myślałem, że cel wizyty ty mi wyjaśnisz.

- Mówisz prawdę – to było stwierdzenie, nie pytanie – zatem prawda za prawdę: dostaliśmy informację, że do nas idziesz w ważnej sprawie. Śledziliśmy twoją wędrówkę, przygotowaliśmy się
na przyjście i czekaliśmy.

Cailam nie był w stanie stwierdzić, czy Mantegna kłamie
czy mówi prawdę. Założył więc, że kłamie.

- My to znaczy kto? – zapytał zachowawczo.

- Ja i ludzie, którym zależy na bezpieczeństwie.

Namiestnik odpowiedział na pytanie w sposób, który niczego nie wyjaśnił.

- Więc rób swoje i sprawdzaj czy jestem zagrożeniem.

- Pozwolisz, że głośno pomyślę: jesteś sam. Mógłbym cię wysłać w podróż powrotną, ale z tego co wiem, nie ma dla ciebie powrotu.

- Zapewne wiesz, dlaczego nie ma dla mnie powrotu,
a czy wiesz co się naprawdę stało, czy też założysz od razu, że jestem mordercą?

- Mordercą jesteś niezależnie od tego, co się naprawdę stało. Nie zabiłeś swojej żony, bo chciałeś jej się pozbyć, niemniej sam fakt, że miałeś odwagę pociągnąć za spust mówi o tobie bardzo wiele.
Nie rozmawiałbym z tobą, gdybym miał wątpliwości co do twojego morale. Jesteś żołnierzem, nie poetą, więc zareagowałeś jak żołnierz.

- Jeżeli napiszę wiersz o tym, co się stało, czy zrobi to ze mnie poetę?

Pytanie zawisło w powietrzu nie doczekując się odpowiedzi. Cailama bardziej niż jego własne morale interesował sam rozmówca – im bardziej mu się przyglądał tym bardziej miał pewność,
że nie rozmawia z prawdziwym człowiekiem tylko z hologramem.

- A jednak twoje wątpliwości nie pozwoliły spotkać się
ze mną osobiście.

Mantegna zaśmiał się.

- Punkt za spostrzegawczość, przekażę technikom, że jakość przekazu nie była idealna. Fakt, że nie rozmawiam z tobą osobiście
nie wynika ze strachu lub braku zaufania, tylko z tego, że nie ma mnie w tej chwili w Mieście. Dlatego też jakość hologramu może nie być idealna.

Cailam ponownie nie był w stanie stwierdzić czy Mantegna mówi prawdę czy kłamie, dlatego ponownie założył, że kłamie. Sam jednak wolał mówić prawdę.

- Nie mam nic do ukrycia, nie powierzono mi żadnej tajnej,
ani jawnej misji. Wykopano z gniazda i kazano szukać, dosłownie, szczęścia gdzie indziej. Stałem się niewygodny i pozbyto się mnie.

Mantegna spojrzał na przyrządy, które ciągle wskazywały,
że Cailam mówi prawdę.

- Dziękuję za szczerość. Ciekawisz mnie bardziej niż byłbym
to w stanie przyznać. Przed tobą leży pudełko, otwórz je. Opisz zawartość.

- Duży iniektor, mała srebrna kula, malutka czarna kulka
i arkusz plastiku.

- Przyłóż iniektor do przedramienia i naciśnij przycisk.
Pod skórę zostanie wprowadzony implant identyfikacyjny z twoimi podstawowymi danymi. Dzięki niemu będziesz mógł wejść przez dowolne drzwi otwierane elektronicznie, czyli przez niemal wszystkie w Dolnym Mieście. Będziesz mógł skorzystać z każdych usług. Będziesz mógł na przykład wynająć mieszanie i być może znaleźć pracę. Mała srebrna kula to… powiedzmy lekarstwo, które pozwoli ci oddychać rozrzedzonym powietrzem bez narażania się na chorobę wysokościową. A plastik przyklej bezpośrednio na skórę nad implantem, będzie to twój komunikator, mapa i doradca w poruszaniu się po mieście. Czarną kulkę włóż do ucha, pod wpływem ciepła dopasuje się do kanału słuchowego i będzie twoją słuchawką. Witaj
w Dolnym Mieście i baw się dobrze!

Obraz Mantegny po prostu zniknął. Namiestnik nawet
nie zadał sobie trudu stworzenia iluzji wychodzenia z pokoju,
ani wysłuchania tego, co Cailam ma do powiedzenia, choćby miało
to być jedynie pożegnanie.

- To wszystko? Mogę iść? - zapytał naburmuszonych strażników siedzących przy konsolach. Ten, którego twarz nosiła ślady przyjaznego powitania wskazał niedbałym gestem kierunek, w którym Cailam miał się udać.

Drzwi otworzyły się samoistnie. Za nimi był długi korytarz prowadzący do dużego pomieszczenia, najwyraźniej przedsionka stacji podróżnej. Podszedł do recepcjonistki, która bezceremonialnie otaksowała go wzrokiem. Spojrzenie jej jasnych oczu było bardzo krytyczne.

- Przepraszam - starał się wyjaśnić swój wygląd - długo
nie było mnie w domu.

- Proszę przyłożyć przedramię do czytnika – recepcjonistka szybko zapoznała się z danymi, które wyświetliły się na ekranie
i skinęła głową na znak zrozumienia - przed skorzystaniem z usług transportowych radziłabym skorzystać z pomieszczeń higienicznych
i ubrać się… proszę wybaczyć szczerość, w czyste rzeczy.

Dotknęła kilku przycisków i nad jednymi z drzwi zapaliło się światło.

- Tędy – gestem zachęciła Cailama do skierowania się w stronę tych drzwi – jeżeli miałby pan jakieś kłopoty proszę do komunikatora powiedzieć „potrzebuję pomocy”.

- Myśli pani, że będę miał kłopoty z kąpielą?

Mały żart miał rozładować niezręczne napięcie, niemniej okazało się, że pomieszczenie higieniczne było pełne tajemnic. Cailam nie widział ani natrysku, ani ubrań. Na ścianie wisiało duże lustro
i tylko ono wydawało się znajome. Odbicie w lustrze pokazało Cailamowi, że takiego obdartusa nie wpuszczono by do komunikacji miejskiej także w jego ojczyźnie. Nie miał pojęcia co robić,
ale nie wywoływało to frustracji, tylko śmiech. Nie wiedział nawet jak skorzystać z komunikatora, przyłożył więc przedramię do ust.

- Potrzebuję… pomocy? – powiedział i czekał na efekt.

Po chwili weszła do pomieszczenia miła recepcjonistka.

- Czy korzystał pan kiedykolwiek z tego typu pomieszczeń? – zapytała rzeczowo i otrzymała żarliwe, rzeczowe zapewnienie,
że niestety nigdy.

- To pomieszczenie higieniczne i garderoba w jednym. Jest
na naszym wyposażeniu dopiero od kilku miesięcy – poinformowała
z dumą – proszę się rozebrać do naga.

 - Jesteś bardzo bezpośrednia. Może ty pierwsza się rozbierzesz? A może najpierw chwilkę porozmawiamy?

Recepcjonistka uśmiechnęła się z politowaniem, manipulując tak długo przy czytniku aż w ścianie pokazał się pojemnik.

- Proszę się rozebrać do naga – powtórzyła. Nie mógł odmówić. Ściągnął wszystkie ubrania i włożył je do pojemnika. Czuł się zażenowany stojąc nagi i niebyt czysty w towarzystwie kobiety.

- Proszę stanąć przed lustrem w swobodnej pozie.

Wykonywał wszystkie polecenia, podczas jego towarzyszka nie okazywała nawet cienia zainteresowania nagością swojego klienta tylko sprawdzała dane w datapadzie.

- Niech się pan teraz nie rusza zaraz rozpocznie się skanowanie.

- Domenico, proszę mi mówić po imieniu – powiedział odczytując jej imię z plakietki. Uśmiechnęła się. W lustrze zauważył jak czerwone linie skanera przesuwają się po jego ciele.

- Czas na porządne szorowanie - Domenica podała mały pojemnik. Cailam był pewny, że to mydło, a ze ściany zaraz wysunie się prysznic. Stał z pojemnikiem w dłoni, a jego towarzyszka po chwili zrozumiała, że ów facet również ze współczesną higieną jest
na bakier.

- Otwórz pojemnik i wysyp zawartość na głowę – wyjaśniła. Kiedy to zrobił nad jego głową utworzyła się chmura, która przesuwając się w dół ciała zbierała ze skóry wszystkie zanieczyszczenia. Szczypało i drapało, ale po chwili było po wszystkim.
Cailam ze zdumieniem dotknął włosów i twarzy, spojrzał na czyste paznokcie.

- To działa – powiedział ciesząc się jak dzieciak. 

- Działa. Zalecam stosować dwa razy dziennie – odparła złośliwie i podała mu ubranie – teraz mogę cię już zostawić samego, chyba umiesz się sam ubrać.

- Liczyłbym jednak na małą pomoc.

Posłała mu pełne wyższości spojrzenie, jednak wychodząc uśmiechnęła się zalotnie.

Wciągając spodnie Cailam pomyślał, że w tym groźnym Thetis może nie będzie tak źle.

 

Podróż do Dolnego Miasta zajęła kilka chwil. Starsza pani, która w przypływie szczerości opowiedziała Cailamowi o swoim całym życiu i córce, która mnoży się bez opamiętania i ma już siedmioro dzieci, namówiła go do wybrania teleportacji. Skutki uboczne to lekkie mdłości i zawroty głowy, ale zaoszczędzony czas bezcenny. Siedem godzin w pociągu to nuda, tak bynajmniej twierdziła starsza pani. Podobno od dwustu lat nie było żadnego wypadku, ludzie są bezbłędnie rozkładani na molekuły i ponownie składani w całość.
Ale ten nieszczęśnik sprzed dwustu lat… została z niego mokra plama. Na dwa lata zaprzestano teleportacji – to były czasy… a teraz tylko rodzenie dzieci…

Cailam niemal z przyjemnością zamknął się w kapsule teleportacyjnej. Starsza pani była wprawdzie bardzo miła, ale też bardzo męcząca.

- Przyłóż identyfikator do czytnika – zabrzmiał bezosobowy głos. Machnął przedramieniem przed świecącym na zielono czytnikiem

- Cel podróży: Dolne Miasto. Podróżnik gotowy. Odliczanie
po komendzie głosowej START.

- Start.

- Komenda przyjęta. Transport za trzy… dwa… jeden… przyjemnej podróży.

Zanim zdążył się przestraszyć lub choćby podekscytować drzwi kapsuły otworzyły się prosto na wielki hall z napisem „Witamy
w Dolnym Mieście”. Zorientował się, że już po podróży. Dotknął swojej głowy i rąk, wyglądało na to, że jest w jednym kawałku. Powodu do zamknięcia transportera na dwa lata tym razem również nie było.

 

Hall tętnił życiem. Przewijało się tu mnóstwo osób, kolorowe sklepy oferowały odzież i jedzenie. To miejsce wyglądało tak samo jak zapewne każdy inny dworzec w trzech królestwach. Przechodzący ludzie uśmiechali się, czasami ktoś ściskał mu dłoń, dziewczyny rzucały zalotne spojrzenia… w porównaniu z jego ojczyzną, gdzie
o życzliwość było trudno, a bez broni z domu się nie wychodziło, było tu sielsko i anielsko. Musiał wyglądać na zagubionego, bo kilkoro ludzi poinformowało go, że powinien udać się na koniec hallu, do okna
z napisem INFO.

Rudowłosy młodzieniec o jasnoniebieskich oczach i wyraźnie znudzonej minie ożywił się, kiedy zobaczył petenta.

- Na bogów, jak dobrze, że chcesz o coś zapytać, bo trzy godziny tu siedzę i nikt niczego nie potrzebuje. No i jak? Chcesz coś? Jestem Roan.

- Cailam. Potrzebuję mieszkania, dobrej pracy i pięknej dziewczyny - powiedział nie bez sarkazmu, ale młodzieniec się tym
nie przejął.

- Daj rękę, wgram mapę z wolnymi mieszkaniami, zielone kropki to wolne chaty, jak na nią naciśniesz pokaże się droga. Praca? Na ogrodnika nie wyglądasz, policja? Wojsko? Tajniacy – dodał konspiracyjnym szeptem i zapewne żartem - to wszystko jest
w Górnym Mieście, my na dole grzeczni jesteśmy, nie trzeba nas pilnować. Na pewno jednak coś znajdziemy w usługach.
A dziewczyna?

- Dziewczyna, płeć żeńska z biustem i waginą – tłumaczył
ze śmiechem Cailam.  

Roan z zazdrością przyglądał się przez chwilę zainteresowaniu jakim dziewczęta obdarzały nieznajomego.

– Z nią nie powinieneś mieć żadnego kłopotu. Pamiętaj,
że jestem twoim kumplem, pójdziemy na podwójną randkę. To jak? Dasz znać?

Raj. Pół godziny pobytu, a Cailam miał już kumpla, spore szanse na dziewczynę i drogę do mieszkania.

- Wszystko fajnie, ale jestem bez pracy i z zapłatą będzie problem.

- Jaką zapłatą? – Roan zainteresował się – pieniędzmi, walutą?

- No a jaką? W naturze?

- O stary druhu, jesteś w Thetis, wprawdzie tylko
na dole, ale my tu nie potrzebujemy kasy. Mówisz masz, widać potrzebujesz, a jak potrzebujesz to dostajesz.

- No to jak płacicie, na przykład w sklepie – Cailam dopytywał się, bo nie mógł pojąć tego, o czym mówił Roan. Iść na zakupy
i nie płacić?

- Nie płacimy, idziemy do sklepu i bierzemy to,
co potrzebujemy.

- Jeżeli potrzebuję ubrań to idę do sklepu z ubraniami
i je sobie biorę. Jeżeli potrzebuję jedzenia to idę do sklepu z jedzeniem i je sobie biorę?

- Dokładnie, albo zamawiasz i przychodzi paczka do domu.
A jak czegoś nie potrzebujesz to oddajesz albo wymieniasz się. Zawsze znajdzie się ktoś chętny.

- Gdzie tu zysk, jak ludzie się bogacą?

- Bogacą? Co to znaczy?

- Mają więcej rzeczy lepszej jakości. Chcą sobie na przykład zbudować duży dom.

- A po co mi więcej rzeczy lepszej jakości, skoro mam wszystko, co potrzebuję? Możesz zbudować sobie taki dom, jaki chcesz. Jeżeli potrzebujesz. Królowa zapewnia nam pożywienie, dostęp do medycyny i techniki. Naszym zadaniem jest pracować jak najlepiej. Jeżeli jesteśmy lepsi niż osoby pracujące np. w Górnym Mieście to przenosimy się do Górnego Miasta. Najlepsi są w Pałacu.

- A Twoja praca, nudzisz się w niej, nie chcesz lepszej?

- Pewnie, że chcę, ale to moja pierwsza praca w życiu
i chcę ją wykonywać jak najlepiej, wtedy dostanę inną,
która będzie pasowała do moich nowych umiejętności. Witamy
w Thetis – dodał z uśmiechem widząc, że jego rozmówca niezbyt pojmuje zasady według których funkcjonuje Nowa Północ – ale dodam jeszcze, że za czasów starej królowej nie było tak słodko, dopiero
od kilku lat żyje się swobodniej, oby trwało to jak najdłużej.

Cailam naprawdę nie rozumiał. Ludzie, którzy mają to,
co potrzebują, nie mniej i nie więcej, wykonujący pracę, która pasuje do ich umiejętności i możliwości, bez policji, bez strażników, alarmów. Miał wątpliwości, czy pasuje do tego miejsca. Pożegnał się
z przewodnikiem i poszedł szukać domu dla siebie.

Nacisnął jedną z zielonych kropek, podążył za głosem prowadzącym go przez ulice. Ulice były wąskie, domy ciasno przy sobie osadzone. Wszystko zbudowane z wszechobecnego, beżowego kamienia. Nie zauważył żadnych drzew, ale ogródki i parapety okienne gęsto obsadzono roślinami. Głos doprowadził go na miejsce. Dom, podobnie jak inne budynki, został oddzielony od ulicy wysokim płotem i bramą z syntetycznego tworzywa imitującego drewno. Przez bramę wchodziło się na podwórze wyłożone kamienną kostką, a z niego
do piętrowego domu z gankiem. Dom wyposażono we wszelkie udogodnienia, czysty i umeblowany czekał na nowych mieszkańców. Kuchnia została wyposażona, można było zatem samodzielnie przygotować sobie posiłek.

Na dole salon z kuchnią, u góry dwie duże sypialnie i balkon
z pięknym widokiem. Dom przypominał mu ten, w którym mieszkał
w Monaris, ale wydawało się to atutem, dawało namiastkę czegoś znajomego.

- Biorę to – mruknął do siebie.

- Sprecyzuj komendę – elektroniczny przewodnik domagał się konkretów – „chcę tu mieszkać”, czy „szukam dalej”?

- Chcę tu mieszkać.

- Przypominam, że jest to pierwsza nieruchomość,
w dodatku stosunkowo stara…

- Chcę tu mieszkać – powtórzył. Tu było wszystko czego potrzebował. A nawet nadto. Co ciekawe, w żadnych drzwiach
nie znalazł zamka. Nawet w bramie prowadzącej bezpośrednio
na ulicę.

 

Dom był inteligentny i szybko nauczył się, co jego mieszkaniec lubi, co je, kiedy idzie spać, kiedy wstaje. Uprzejmie informował
o porze śniadania i snu. Automatycznie podtrzymywał ogień
w kominku. Następnego dnia po wprowadzeniu się, do Cailama przyszli sąsiedzi by podziękować za wybranie właśnie tego domu
i zamieszkanie tuż obok. Cieszyli się, że zechciał być ich sąsiadem. Jednym z nich okazał się Roan, chłopak z informacji. Sąsiedzi przynieśli wszystko czym mogli się podzielić, nawet ciepłe ubrania, bo szybko stwierdzono, że obywatelowi Południa w chłodnym klimacie Północy będzie zimno.

Cailam trafił do Dolnego Miasta latem, ale temperatura
w dzień nie przekraczała 15 stopni, a to, co wydawało mu się szkłem często było lodem. Wychowany pod ziemią, przyzwyczajony do ciepła wód termalnych i upału panującego na powierzchni, długo przyzwyczajał się do chłodu, wiatru, przestrzeni, wysokości
i przejrzystości miasta.

Poznawał sąsiadów, spędzał z nimi dużo czasu. Nie mógł nadziwić się prostej strukturze władzy, prostemu łańcuchowi dowodzenia, ani też temu, że królowa tak bezwzględnie ufa swoim obywatelom, że ci nie będą kłamać, kraść ani oszukiwać.

- Oszustwo nie leży w naszym interesie. Nie opłaca się – tłumaczył Roan. Mentalność obywateli Thetis była zupełnie niż ta, wśród której dorastał, dlatego w szczerości i życzliwości sąsiadów ciągle doszukiwał się drugiego dna.

 

Miastem zachwycał się jak dziecko. Było niezwykłe, znajdowało się na naturalnej, skalnej półce. Za nim był niemal pionowy masyw skalny, pod nim przepaść. Od przepaści Dolne Miasto odgradzało kamienne ogrodzenie. Cailam oswajał się z surową architekturą miasta, prostymi ulicami, przestrzenią. Każde drzewo, które ośmieliło się wyrosnąć na tym twardym gruncie i chłodnym klimacie otoczone było wręcz nabożną czcią. Nikomu nie przyszłoby do głowy, by je ściąć. Na podwórkach często spotykało się małe choinki lub odporne na chłód odmiany drzew owocowych. Każdy wyhodowany owoc był dobrą okazją do świętowania.

Centrum Dolnego Miasta stanowiła grobla i nieduży zbiornik, do którego spływała woda z wodospadu. Nad zbiornikiem położone były budynki administracyjne i edukacyjne. W centrum stały trzy prastare, powykręcane sosny uznawane za skarb narodowy. Cailam lubił siedzieć pod nimi późnym wieczorem, kiedy plac pustoszał,
a słońce chowało się za górami. To była chwila dla niego.

Z czasem przestał obawiać się okazywać zainteresowanie
i życzliwość. Uśmiechał się i śmiał. Nigdy nie czuł się tak swobodnie. Brakowało mu tylko pracy. Wymyślił sobie, że mógłby zostać nauczycielem i uczyć młode osoby jak należy sportowo walczyć,
bo nieraz widział młodych chłopców okładających się pięściami, niekoniecznie dla sportu.

Tego dnia plac opustoszał wcześniej niż zwykle. Być może przyczyną była pogoda, ciężkie chmury zasnuły nie tylko niebo, ale też całą przestrzeń położoną pod Dolnym Miastem. Najwyraźniej szykowało się kilka deszczowych dni. Kiedy Cailam siedział pod drzewami, usłyszał nagle kobiecy dźwięczny i radosny śmiech, który niósł się, odbijał od kamiennych budynków i nie pozwalał zidentyfikować skąd dobiega. Zaintrygowany szukał wśród bram i ulic, ale nikogo nie zauważył. Dopiero, kiedy spojrzał w górę zobaczył czaszę spadochronu. Źródło śmiechu niewątpliwie znajdowało się
pod nim. Spadochron zachowywał się tak, jakby pilot zupełnie nad nim nie panował, ale najwyraźniej nie stanowiło to dla niego, a właściwie dla niej problemu. Widać była na tyle lekkomyślna, żeby
nie zastanawiać się co się stanie, kiedy wiatr wyniesie ją poza ogrodzenie kierując czaszę prosto w przepaść.

Cailam śledził pilotkę wzrokiem, a szósty zmysł podpowiadał mu, że zaraz będą kłopoty i oczywiście nie pomylił się. Trajektoria lotu wiodła dokładnie w kierunku jedynych w okolicy drzew, a porywisty wiatr na pewno nie sprzyjał miękkiemu lądowaniu. Spadochron został poderwany do góry i wyminął drzewa, które nagle stały się najmniejszym zagrożeniem. Wyglądało na to, że czasza zaraz skieruje się poza ogrodzenie oddzielające miasto od przepaści. Cailam instynktownie ruszył za spadochronem, który ponownie został szarpnięty przez wiatr do góry, a później nagle rzucony od ziemię. Dziewczyna nie miała pojęcia co robi, ale wszystko jej się podobało,
bo śmiała się do rozpuku.

- Idiotka! – zawołał mając nadzieję, że go usłyszy. Złapał dziewczynę starając się wyplątać ją z linek i odciąć od czaszy, która napełniała się powietrzem i kierowała w stronę przepaści. Kolejny podmuch przerzucił ich oboje na drugą stronę, a linki spadochronu
i czasza zaplątały się na ogrodzeniu. Dziewczyna wisiała w uprzęży, Cailam trzymał się jej. Z chwili na chwilę byli coraz niżej.

Znalazł punkt podparcia dla stóp, przyciągnął spadochroniarkę do siebie i wypiął z uprzęży. W tym momencie wiatr porwał spadochron. Dziewczyna w ciemnym kombinezonie i ciemnym kasku zakrywającym twarz musiała w końcu zdać sobie sprawę
z zagrożenia, bo straciła chęć do śmiechu.

- Nie ruszaj się ani o milimetr, bo oboje spadniemy! – krzyknął do niej. Skinęła tylko pokazując, że rozumie. Cailam wspiął się do góry walcząc z wiatrem. Przytrzymał się ogrodzenia i wyciągnął rękę
w stronę nieszczęsnej pilotki. Choć wzrok wydawała się kierować
w jego stronę, nie reagowała.

- Ślepa jesteś?! Złap mnie za rękę! – wrzasnął ze złością
i zirytowany prychnął, kiedy skierowała dłoń nie tam, gdzie trzeba. Wychylił się bardziej, złapał ją za nadgarstek i powoli zaczął wciągać do góry. Na szczęście nie ważyła zbyt dużo. Mało elegancko i mało delikatnie przerzucił dziewczynę przez ogrodzenie. Byli bezpieczni,
ale złość go nie opuszczała.

- Dzięki… - usłyszał stłumiony przez kask głos.

- Dzięki?! Czy Idiotka to twoje pierwsze, czy drugie imię?! Może przezwisko? – krzyknął do niej.

Odpowiedzi nie doczekał się, gdyż został poderwany
do góry i postawiony na ziemię. Zobaczył wojowników
w pełnym rynsztunku. Straż królewska – zdążył zauważyć zanim zarzucono mu ciemny worek na głowę. Dziewczyna musiała coś przeskrobać.

Zaprowadzono go do jakiegoś pomieszczenia i pozostawiono samego. Nie miał związanych rąk, niemniej worek z głowy odważył się zdjąć dopiero po dłuższej chwili. Nie miał też towarzystwa. Nie był więźniem, drzwi pozotały otwarte. Po chwili do pomieszczenia wszedł znajomy mężczyzna z towarzyszącą mu wysoką i prześliczną brunetką. Jej zgrabną sylwetkę opinała purpurowa suknia z dekoltem podkreślającym piękny biust.

- Cailamie z rodu Canuia – rozpoczął rozmowę mężczyzna
w za dużych i zbyt kolorowych ubraniach – przepraszam za tak mało wyszukane zaproszenie do Pałacu, ale chyba rozumiesz, że w takich okolicznościach nie mogliśmy inaczej.

- Ian Mantegna… - Cailam rozpoznał mężczyznę -  mieliśmy już przyjemność się poznać. Strzeżesz nie tylko bram do królestwa, ale też szalonych sportsmenek? - zapytał nie odrywając wzroku
od dziewczyny mając nadzieję, że to ona była ową szaloną sportsmenką, która przyszła teraz okazać swoją wdzięczność.  Mantegna nie odpowiedział, więc Cailam mówił dalej:

– Jestem w Thetis obcy, nie mam pozwolenia
na podróże do Górnego Miasta, a tym bardziej do Pałacu. Worek
w mojej sytuacji wydaje się być odpowiednim nakryciem głowy.

- Dziękuję za zrozumienie. My się już znamy, a to Haifall Rommani, z polecenia królowej twoja przewodniczka po Pałacu
i opiekunka. Nie będę zajmował waszego cennego czasu, powiem tylko, że nie jesteś więźniem, możesz odejść w każdej chwili. Zostaniesz odprowadzony do domu wedle własnej woli, niemniej królowa chciałaby ci osobiście podziękować za ratunek.

- Wolałbym, aby Haifall podziękowała mi osobiście
za ratunek, królowa nie musi się w to angażować, ma przecież wiele innych obowiązków.

Twarz dziewczyny rozjaśnił piękny uśmiech, nawet Mantegna wydawał się rozbawiony. Haifall w starym języku oznaczało wodospad.

- Nie rozumiemy się Cailamie, uratowałeś życie samej królowej Thetis, Jej Wysokości Mairy pierwszej tego imienia.

Szalona spadochroniarka była królową? Ale numer.

- Podejrzewam, że w tej sytuacji nietaktem będzie powrót
do domu.

- Też tak uważam. Bądź zatem gotowy na wezwanie.

   

*                                            

 

W Górnym Mieście spotkały się dwie osoby. Obie ubrane
w ciemne peleryny, z twarzami ukrytymi pod kapturami.

- Los sprzyja nam i naszemu wędrowcowi. Udało mu się dostać do Górnego Miasta, a nawet do Pałacu bez wzbudzania podejrzeń, przecież na to właśnie liczyliśmy – powiedziała kobieta. Męski głos odpowiedział:

- Wszystko idzie zgodnie z planem. Musimy zadbać,
by królowa się nim dłużej zainteresowała i nie oddaliła tuż po okazaniu swojej wdzięczności związanej z ocaleniem życia. Zastanawiam się
jak do tego doprowadzić.

- Jest nowy, egzotyczny i arogancki, a królowa lubi wszystko, co nowe i egzotyczne, nie pogardzi kimś, kto ośmieli się jej przeciwstawić. On ma potencjał, przecież sama go wybrałam. Niedługo zostaną kochankami, a wiesz jakie to będzie miało dla niej konsekwencje.

- Oby stało się to jak najszybciej. Nie mogę się doczekać kiedy obejmiesz tron, a ja zostanę królewskim małżonkiem.

- Ja też nie mogę się doczekać, ale musimy być cierpliwi.

- Oczywiście Wasza Wysokość.

 

  *                                           

 

Na wezwanie królowej Cailam musiał czekać ponad miesiąc. Nie nudził się jednak, gdyż Haifall dbała, by niczego mu nie brakowało. Zostali kochankami, zadurzył się w długonogiej, smukłej dziewczynie
o pełnych piersiach i biodrach, której czarne, długie włosy skręcały się w burzę loków. Delikatne rysy, ciemne, duże oczy o miękkim spojrzeniu sprawiały, że chciał zostać w Pałacu na zawsze.

Haifall twierdziła, że to wcale nie jest niemożliwe. Była małomówna i tajemnicza, skupiona i konkretna. Pewna siebie, znająca wartość swojej niezwykłej urody przyjmowała komplementy
ze spokojem, jakby od zawsze jej się należały. Cailam nie potrafił jej
do końca rozgryźć, ale w końcu była to pierwsza kobieta z Thetis, którą miał szczęście lub pecha poznać lepiej.

Niechętnie mówiła o swoich obowiązkach. O przełożonej wypowiadała się z szacunkiem, ale bez entuzjazmu i to właśnie entuzjazmu brakowało w niej Cailamowi najbardziej.

- Dziś po południu spotkasz się z królową – Haifall przygotowywała Cailama do audiencji - królowa nie wymaga galowego stroju, ale…

- Muszę się odstawić, bez dwóch zdań.

Wpadł jej w słowo. Wystarczająco dużo czasu spędził
na dworze, żeby wiedzieć iż królowie i królowe zawsze wymagają galowego stroju od swojego rozmówcy.

- Wierz mi, że dla Jej Wysokości twój wygląd nie będzie miał żadnego znaczenia, ale jak chcesz oczarować dwór, zrób się
na bóstwo. Może jakaś można dama będzie cię chciała wziąć za męża.

- Na pewno mi w tym pomożesz. To znaczy w galowym wyglądzie, a nie w szukaniu żony.

- Oczywiście Cailamie. Jeżeli będziesz chciał pomogę
i w pierwszym i drugim, ale zacznijmy od pierwszego.

Wyjęła z pokrowca biały, galowy mundur wojsk Monaris, których był oficerem. Popatrzył z niedowierzaniem.

- Skąd wiedziałaś?

- Jestem Haifall, Pierwsza Przy Królowej, moim zadaniem jest wiedzieć wszystko.

- Mam się ciebie bać? – powiedział biorąc ją w ramiona.

- Jeszcze nie masz powodu, ukochany, jeszcze nie… - zażartowała.

Cailam spodziewał się, że uroczyste podziękowanie będzie zorganizowane wyłącznie dla niego, ale się mylił. W dodatku
był ostatni w kolejce, przed nim podziękowania otrzymywali różni ludzie. Nie zauważył nikogo z Monaris.

- Przed królewskie oblicze zostaje wezwany Cailam z rodu Canuia – zaanonsował znudzony herold. Jako, że Cailam miał blade pojęcie o tym jak powinien się zachować, a nie chciał w niczym uchybić królowej, Haifall postanowiła mu towarzyszyć.

- Stań przed królową w odległości dwóch kroków – szeptała mu za plecami – to wielkie wyróżnienie, nikt nie dostał pozwolenia,
by stanąć tak blisko niej. Poza tym wyglądasz zabójczo.

- Wiem – powiedział szczerze. Był wysoki, o szerokich ramionach, co dodatkowo podkreślał mundur. Kiedy szedł przed salę audiencyjną wszystkie spojrzenia skierowały się na niego.

- Zwykle ludzie gapią się na mnie – szeptała rozbawiona Haifall.

- Nie tym razem – odpowiedział starając się zachować powagę.

W nagrodę dostał kuksańca.

Cailam stanął przepisowe dwa kroki przed królową,
czyli Harpią Północy, jak ją nazywano w Monaris. Zastanawiał się czym zasłużyła na takie groźne przezwisko, bo groźnie nie wyglądała. Wysoka i smukła, jak większość ludzi z Nowej Północy, ubrana
w prostą białą suknię bez rękawów, tak bardzo kontrastującą
z kolorowym przepychem ubrań dworu. Miała przenikliwe zielono niebieskie oczy w oprawie ciemnych brwi i rzęs. Nie nazwałby jej piękną, urody dodawał jej szczery uśmiech i jasne opadające w falach na ramiona włosy, których nie podtrzymywały żadne spinki. Wyglądała szalenie naturalnie, normalnie, bez pompy i przepychu właściwych władcom, bez problemu pomyliłby ją ze zwykłą dwórką. Nie mogła mieć więcej niż 25 lat, ale wiedział, że jest na tronie od lat dziesięciu.   Oznaką statusu był naszyjnik zrobiony z mitrinium, przeźroczystego metalu.

- Za ten naszyjnik można wybudować miasto pod kopułą - usłyszał szept za plecami.

Uklęknął na jedno kolano, ale królowa kazała mu stać,
bo jak stwierdziła ma już dość mówienia w kierunku podłogi.

- Cailam z rodu Canuia jest dziś ostatni nie dlatego,
że go w swoich podziękowaniach zlekceważyłam jako przybysza
i obywatela innego państwa. Jest ostatni, bo chcę moim podziękowaniom nadać szczególne znaczenie.

Mówiła dźwięcznym, przykuwającym uwagę głosem.

- Być może, gdyby nie ten mężczyzna nie byłoby mnie
tu z wami. Uratował mi życie i ochronił przed skutkami własnej niefrasobliwości.

Przez salę przeszedł pomruk pełen podziwu, który zamienił się w oklaski. Królowa stanęła blisko Cailama, ściszyła głos czyniąc ich rozmowę poufną i tylko we dwoje, choć wciąż na oczach wielu ludzi.

- Ludzie stoją tu już długo i są śmiertelnie znudzeni, podobnie jak ja. Czy damy im coś, o czym będą plotkować przez następne miesiące? Robimy pokaz?

Zdumiała go. Co było grane? Jaki pokaz? Miała poważną twarz z władczo uniesionym podbródkiem, ale w jej oczach tańczyły iskierki rozbawienia. No dobrze, skinął głową, że się zgadza, ale natychmiast za plecami usłyszał szept Haifall:

- Odpowiedz, nic nie pokazuj tylko odpowiedz.

- Tak Wasza Wysokość – odpowiedział posłusznie, a królowa zwróciła się ponownie do zebranych.

- Proponowałam swojemu wybawcy kilka nagród, mógł sobie wybrać majątek, stanowisko, powrót do domu, przedłużenie życia… cokolwiek wyda mu się cenne lub odpowiednie. Jednak jedyne
o co mnie po poprosił, to jeden pocałunek.

Grobowa cisza, która zapadła świadczyła o tym, że taka nagroda jest albo szokująca, albo bezcenna. Znał już na tyle dobrze stosunki na dworze by wiedzieć, że królowa była nietykalna dosłownie i w przenośni. Miała władzę absolutną, a za dotknięcie choćby jej sukni groziła śmierć. Zatem pocałunek byłby zarówno szokujący
jak i bezcenny.

- Czy jest to wystarczająca cena za uratowanie życia? – wrzawa i oklaski jakie się zerwały jednoznacznie pozwalały stwierdzić, że dwór całkowicie zgadza się z królową. Jedyne, co przyszło Cailamowi do głowy było to, że królowa powiedziała „cena”,
nie „nagroda”. Chciała spłacić dług i wybrała do tego niezwykłą walutę. Ponownie zwróciła się tylko do niego.

- Żołnierzu, potrafisz pocałować tak, by mi w pięty poszło?

Nie potrafił powstrzymać się od uśmiechu, mimo całej zwariowanej sytuacji, w której się znalazł.

- Pozwól mi spróbować Wasza Wysokość.

Bez ostrzeżenia objął ją w talii i przyciągnął do siebie.
W końcu jak pokaz to pokaz. Strażnicy stojący obok królowej zrobili krok do przodu, ale Haifall nakazała im gestem, by się nie ruszali.

Cailam odgarnął z twarzy królowej niesforny kosmyk. Wydawało mu się, że ich pocałunek będzie tylko muśnięciem warg
i od muśnięcia faktycznie się zaczęło. Całował ją dłużej niż zakładał, bardziej namiętnie niż by chciał. Przez chwilę stali objęci
w kompletnej ciszy.

- Wystarczy? – wyszeptał do ucha królowej.

- Tobie na pewno – odparła z uśmiechem – wróć na miejsce.

Stanął przy Haifall, która załapała go za rękę. Królowa ponownie zwróciła się do zgromadzonych, Cailam nie mógł oderwać od niej wzroku.

- Była nagroda, ale też nie obejdzie się bez kary – powiedziała poważnym tonem.

Przez tłum znów przeleciał szmer zdziwienia. Władczyni bezbłędnie grała na emocjach.

- Cailamie z rodu Canuia dwukrotnie nazwałeś mnie idiotką.
I raz ślepą. A teraz patrzysz na mnie.

Haifall ścisnęła mocniej rękę swojego towarzysza i pokręciła głową z niedowierzaniem. Wzruszył tylko ramionami i przestał przyglądać się królowej.

- Kara powinna być adekwatna do czynu, ale długo nad tym myślałam. Jesteś z nami od niedawna, nie wiedziałeś, że ratujesz królową. Ratowałeś nierozsądną dziewczynę, która w nieodpowiednią pogodę postanowiła rozerwać się w nieodpowiedni sposób. Myślę,
że nazywając mnie idiotką trafnie oceniłeś mój… wybryk.

Dwór klaskał i wiwatował.

- Nazwałeś mnie ślepą… kochani moi, czy powinnam się
na niego za to obrazić, żądać satysfakcji i wymierzać karę? – zwróciła się do swoich poddanych, którzy śmiali się i krzyczeli jej imię.

Niezły pokaz – pomyślał.

- Cailamie nie mogę się za to obrazić, bo jestem ślepa. Niewidoma, ociemniała. Od urodzenia.

Zaczął przyglądać się królowej po raz kolejny. Był zdumiony. Po jej zachowaniu nie można było wywnioskować, że nie widzi.

Zaklaskała w dłonie, podziękowała ludziom za przyjście, zaprosiła wszystkich na posiłek i skończyła audiencję. Ludzie powoli wychodzili z sali, mówili coś do królowej. Każdemu odpowiedziała, uśmiechnęła się, podała rękę. Cailam ze zmarszczonymi brwiami przyglądał się Harpii zapominając o całym świecie. Do porządku przywołała go Haifall.

- Za pół godziny mamy być w prywatnych pokojach królowej, chce z nami porozmawiać.

- Ona naprawdę nie widzi? Wydaje się to nieprawdopodobne – powiedział cicho.

- Nie widzi, ale bardzo dobrze słyszy. Nieprawdopodobnie dobrze, wierz mi.

Uśmiech, który posłała im królowa świadczył o tym,
że „ona” faktycznie słyszy doskonale.

 

                *                                               

 

Pokój audiencyjny Jej Wysokości, w którym też zwykle pracowała, był duży, ale urządzony bardzo skromnie. Duże biurko, fotel, miękka kanapa, trzy fotele i niski stół. Kilka lamp
i kominek. Pod ścianą biblioteka, z której zapewne nie korzystała. Żadnych ozdób, bibelotów, portretów. Największą ozdobą pokoju
był widok za oknami sięgającymi od podłogi do sufitu, przez które widać było falujące morze chmur. Tym zapierającym dech w piersiach widokiem królowa też nie mogła się cieszyć.

Ona sama ubrana w luźne spodnie i szeroką bluzę z materiału powszechnego wśród „normalnych” ludzi, z włosami zebranymi
w węzeł wyglądała bardziej jak zwykła mieszkanka Dolnego Miasta
niż głowa państwa i jeden z najpotężniejszych władców współczesnego świata.

Cailam i Haifall siedzieli w fotelach, królowa po turecku
na kanapie. Rozmawiali swobodnie, żartując i śmiejąc się. Królowa zręcznie przeskakiwała z tematu na temat. Cailam zauważył,
że podczas tej swobodnej i przyjacielskiej rozmowy powiedział więcej o sobie niż na przesłuchaniu prowadzonym przez Mantegnę,
w dodatku zrobił to z własnej i nieprzymuszonej woli. Był pełen podziwu dla dyplomatycznych umiejętności Harpii.

- Audiencja była niezwykle udana. Zgodnie z twoimi przewidywaniami i zapewne zamierzeniami dwór huczy od plotek, wrze jak w ulu. Nie mówi się o niczym innym.

 Haifall unikała komentarzy dotyczących „zapłaty
za uratowanie życia”. Nie umknęło to uwadze królowej. Zamknęła oczy i lekko przechyliła głowę słuchając.

- Jesteście dla siebie bardzo uprzejmi, niewątpliwie poznaliście się bardzo dobrze, ale wyczuwam napięcie. Między wami jest bariera, której wcześniej nie było – powiedziała i czekała
na odpowiedź. Zapadła cisza, z której można było wywnioskować więcej niż rozmowy.

- Czy powodem jest moje zachowanie?

- Wasza Wysokość… - zaczęła Haifall, ale królowa nie dała
jej skończyć.

- Siostro, kiedy zwracasz się do mnie tak oficjalnie wiem,
że jesteś, łagodnie mówiąc… wkurwiona.

Cailam parsknął śmiechem. Słownictwo królowej było bardziej niż bezpośrednie i rzadko spotykane na tak wysokim szczeblu władzy.

- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteście parą?
Nie odwalałabym takich numerów.

Haifall milczała. Cailam próbował ratować sytuację.

- Byłem długo związany z dworem, wiem że rozkaz królowej
nie podlega dyskusji.

- A od kiedy tacy posłuszni jesteście? – wypaliła – znamy się Falli od urodzenia, wychowywałyśmy się razem, to nie jest pokorny typ i na pewno w razie potrzeby wydrapałaby mi oczy. Gdybyś ty był taki posłuszny jak sugerujesz dalej służyłbyś królewskiej parze
w Monaris. Więc o co chodzi?

- Mairo – zabrała głos Haifall – gdybym widziała problem, wydrapałabym ci oczy, jeżeli mogłoby to coś zmienić – zaśmiały się obie, żart rozładował sytuację – ale problemu nie widzę. Tak, jestem zazdrosna o kochanka, ten pocałunek mnie zabolał. Mieszkamy razem, sypiamy ze sobą, czy jesteśmy parą? Czas pokaże. Sama kazałaś mi się nim zaopiekować.

Ponownie zaśmiały się. Cailam nie wiedział, że są ze sobą
tak blisko i w tak zażyłych stosunkach. Haifall zawsze mówiła o Mairze jak o przełożonej, nigdy przyjaciółce. Naprawdę były siostrami?
Nie znajdował w nich cienia podobieństwa. Jednak w tym układzie
to Maira wydawała polecenia, a Haifall ich słuchała.

- Wracajcie do siebie, jest już późno, a za nami pracowity dzień. Zasłużyliście na odpoczynek. Cailamie, zjesz jutro rano ze mną śniadanie, chcę porozmawiać z tobą o pracy. Haifall… - zwróciła się
do przyjaciółki – czy on jest tak przystojny, że z zazdrości pozbawiłabyś mnie wzroku?

- Tak królowo – odparła Haifall ze śmiertelną powagą.

Panie jawnie z niego szydziły, a Cailam poczuł się zirytowany tym braterstwem jajników. Ukłonił się na pożegnanie, zbyt późno przypominając siebie, że królowa i tak tego nie zobaczy.

Kiedy wyszli Maira zwróciła się do swojego programu protokolarnego.

- Laro, co o nim sądzisz?

- Opanowany, skupiony, inteligentny, wyszkolony, posiadający świetne referencje, lepsze niż ktokolwiek w Thetis. Wie jak się zachować, przestrzega procedur i zasad. Jest tobą zainteresowany, obserwował cię uważnie. Myślę, że się będzie nadawał – zabrzmiała konkretna odpowiedź.

- Czyżbym wpadła mu w oko? – królowa śmiała się z własnych słów próbując spiąć włosy na czubku głowy.

- Nie – Lara rozwiała jej wątpliwości – po prostu był ciebie ciekawy, nic więcej.

- Szkoda… - westchnęła teatralnie - mam mu zatem zaproponować pracę?

- Nie widzę przeciwskazań.

 

           *

                                             

Niska kobieta o pełnych kształtach i długich, ciemnych włosach leżała w objęciach żylastego i łysego mężczyzny.

- Mamy co świętować mój kochany, królowa nie oprze się wdziękom naszego wędrowca. Ich pocałunek był wspaniały. Ludzie zakładają się kiedy z niego zrobi królewskiego faworyta.

- Nie byłbym tego taki pewny. To była tylko gra,
a królowa lubi się bawić. Faworyt na razie jest kochankiem Pierwszej Przy Królowej.

- Na razie mój kochany. A jeżeli problem będzie narastał zamiast się rozwiązać, zajmij się Haifall i pozbądź się jej. Ból
po utracie kochanki i przyjaciółki na pewno ich do siebie zbliży.

- Będziesz wspaniałą królową ukochana. Jedno twoje słowo,
a małej Falli nikt nie odnajdzie.

 

 

*                                             

 

- Haifall, powiedz mi coś o Królowej, czego nie ma
w oficjalnych informacjach - Cailam przed królewskim śniadaniem postanowił dowiedzieć się czegoś więcej o swojej rozmówczyni. Sądził, że Haifall będzie chętna do dzielenia się informacjami,
ale ona niezbyt chciała mówić o rzeczach, których nie było
w przewodnikach – jaki rodzaj pracy chce mi zaproponować?

- Tego dowiesz się od niej. Nie rozmawiałyśmy na ten temat. Maira jest… inna niż większość ludzi. Niezwykła. Może przyczyną jest to, że jest niewidoma. Na pewno będziesz miał okazję poznać ją bliżej. Sam osądzisz.

- Przecież jesteś jej siostrą, kto może mi lepiej doradzić jak mam się zachowywać. Powiedz mi czego ona nie lubi, czego miałbym unikać, albo na co zwrócić uwagę. Poza tym ona jest królową,
a ja słabo znam się na waszym protokole.

- Nie martw się protokołem, to mój problem. Poza tym… Maira nie przejmuje się nim zbytnio, miałeś okazję się o tym przekonać. Właściwie jesteśmy kuzynkami. Nasi ojcowie byli braćmi, ale zostałyśmy wychowane razem, w dodatku przez jednego mężczyznę, więc faktycznie jesteśmy jak siostry. Urodziłyśmy się
w odstępie trzech dni. W innych sprawach… naprawdę nie wiem,
jak mogłabym ci pomóc.

Zrozumiał, że Haifall niczego nie powie. Pierwsza Przy Królowej na pewno nie zdradzi żadnej tajemnicy, inaczej
nie zasługiwałaby na to stanowisko.

 

Zgodnie z poleceniem Cailam udał się do królowej by zjeść
z nią śniadanie. Architektura Pałacu była imponująca. Głównym budulcem było szkło przeźroczyste i mleczne wpuszczające
do pomieszczeń mnóstwo światła. Pokoje władczyni zajmowały dwa piętra, ale wiedział, że urzęduje praktycznie tylko w dwóch, z których jeden był sypialnią, a drugi pracownią.

Osiłek stojący przed drzwiami do pracowni zagrodził
mu drogę.

- Miałem się stawić na śniadanie do królowej – tłumaczył,
bo uparcie zabraniano mu wstępu.

Osiłek burknął kilka słów do komunikatora, przed chwilę tępo wpatrywał się przed siebie najwyraźniej słuchając odpowiedzi
i niedbałym gestem otworzył drzwi.

Królowa jak zwykle pracowała, ale śniadanie było już przygotowane. Niedaleko drzwi stał stół ze zwykłymi krzesłami,
taki jaki można spotkać w wielu innych domach, za nim duże drewniane biurko, które wyglądało na bardzo stare, w głębi kanapa
i drewniana biblioteka. Drewno było w Thetis praktycznie niespotykane, a wykonane z niego meble niezwykle cenne. Tu też
nie było żadnych bibelotów, nawet zasłon w oknach.

- Wejdź Cailamie. Usiądź i bądź łaskaw poczekać chwilkę. Muszę jeszcze coś dokończyć – nie czekając na odpowiedź zabrała się do pracy. Dłonią odczytywała polecenia, wydawała polecenia
do mikrofonu. Krótko, zwięźle i konkretnie. Wyglądała na zmęczoną, na sobie miała to samo swobodne ubranie co wczoraj wieczorem, najwyraźniej noc była dla niej bardzo pracowita. Po chwili wszystkie narzędzia pracy jednym gestem zgarnęła do szuflady.

- Czas na śniadanie. Masz ochotę na coś specjalnego? Danie
z twoich rodzinnych stron?

- Zjem to samo, co Wasza Wysokość.

- Mów mi po imieniu.

- Dobrze Mairo.

Królewskie śniadanie było zaskakująco skromne. Pieczywo, masło, ser, owoce i ciemnoczerwony sok, który wziął początkowo
za wino.

- Wybacz zdziwienie, ale ten posiłek jest mało królewski.
W Dolnym Mieście jadaliśmy lepiej – Cailam nie mógł się powstrzymać od wygłoszenia uwagi na temat menu.

- Skoro potrzebowaliście… dla mnie wystarczy to, co mam teraz przed sobą.

Potrzeba. Słowo, które w Thetis słyszał bardzo często. Każdy miał czego potrzebował. Prostym posiłkiem najadł się do syta,
nie potrzebował niczego więcej.

- Posiłki na dworze Monaris były na pewno bardziej wykwintne – zagadnęła, zapewne pytając by podtrzymać rozmowę,
a nie z ciekawości.

- Tak. Wtedy wydawało mi się to normalne, ale teraz myślę
 o tym jak o marnotrawstwie. Wiele osób miało nadwagę, hodowaliśmy zwierzęta…

- Mieszkasz tu od jakiegoś czasu – królowa przerwała mu bezceremonialnie - czy widziałeś tu jakieś plantacje? Pola uprawne? Tak wysoko niewiele rośnie i niewiele żyje. Nie jemy zwierząt,
bo szanujemy życie. Nie mamy upraw hydroponicznych, bo za mało
u nas źródeł ciepła i wody. Nie uprawiamy roślin, bo nie mamy ziemi. Naszą walutą jest mitrinium, za które możemy kupić wszystko co jemy. Naszą walutą jest technika i medycyna niedostępne dla innych królestw. Jeżeli będziemy tym szastać niedługo nie będziemy mieli
co jeść. Nie stać nas na marnotrawstwo. Hodowaliście zwierzęta
by je zabić i zjeść?

Do królowej dotarł sens wypowiedzi Cailama.

- Tak – odpowiedział zgodnie z prawdą.

- Nie uważasz tego za barbarzyństwo?

- Nie, ale rozumiem Waszą Wysokość.

- Ciebie…

- Rozumiem ciebie, twoją postawę – poprawił się, przecież kazała zwracać się do siebie po imieniu – w Monaris również są ludzie, którzy nie jadają mięsa, to kwestia wyboru.

Maira pokiwała głową. To nie była królowa, która miała jedynie pięknie wyglądać, ona pracowała, znała potrzeby swoich ludzi i kondycję królestwa. Sama miała w nosie jak wygląda, ale nie zabraniała swoim ludziom zbytku. Jeżeli czuli taką potrzebę. Przyglądał jej się, wydawała się zagadką. Była tak inna od władców,
z którymi miał do tej pory do czynienia.

- Czy naszyjnik, który nosisz jest właśnie z mitrinium? Słyszałem o tym metalu, ale nigdy go nie widziałem – zapytał,
a jej ręka powędrowała do naszyjnika i czule pogładziła okrągłe ogniwa – słyszałem, że można za niego wybudować miasto. 
Cailam słuchał jej słów zastanawiając się po co został zaproszony na śniadanie, przecież nie po to, aby rozmawiać- Duże miasto – zaśmiała się – i to pod kopułą z całą infrastrukturą. Należał do mojej matki. Nigdy jej nie poznałam, zmarła tuż po moich narodzinach, ale wiem, że nosiła ten naszyjnik, dlatego jak go dotykam czuję się jakby była przy mnie. Nosiła okropne imię Gueneviera, w dodatku siódma tego imienia.

o rodzinnych pamiątkach. Na pewno jednak od czegoś trzeba było rozmowę zacząć.

- Moja matka zmarła rok po tym, jak wydała mnie na świat,
nie pamiętam jej.

- Mamy ze sobą coś wspólnego. Ale nie o tym chciałam porozmawiać - jak zwykle szybko przechodziła do sedna – powiedz mi, czy między tobą a Haifall jest już wszystko w porządku.

- Myślę że tak.

- No to cudownie, bo martwiłam się o was. Gdybym coś nabroiła miałabym wyrzuty sumienia. Powiedz mi zatem, opisz dokładnie, co widziałeś idąc ze swoich pokojów do mojego.

- Cóż… korytarze, okna z niesamowitym widokiem, bo niebo dziś czyste, wielu ludzi wykonujących swoje obowiązki, migdalącą się w kącie parkę służących…

Królowa zaśmiała się słysząc tę opowieść.

- Czyli wszystko wydaje się iść swoim rytmem. A jak oceniasz bezpieczeństwo? W tym moje.

- Czy mogę mówić otwarcie?

- Naturalnie, po to tu jesteś.

- Nie wiem jak ocenić bezpieczeństwo Pałacu. Wydaje się,
że nie jest chroniony wcale, choć poznałem już niektóre możliwości techniczne Thetis i nie zdziwiłoby mnie gdyby był chroniony jak forteca. Przed drzwiami stoi osiłek, który wydaje się cierpieć pod ciężarem paradnej zbroi. Nie jest żadną ochroną dla ciebie. Poza tym, jak mam mówić otwarcie, to straży, która pozwoliłaby niewidomej królowej na lot spadochronem bez asekuracji pozwoliłbym na taki sam lot z zawiązanymi oczami, ale wyłącznie podczas porywistego wiatru.

- Oj tam… u góry wcale nie wiało, to w miarę opadania pogoda stawała się coraz gorsza - tłumaczyła się.

- Ochrona jest po to, by zapoznać się z prognozą pogody
i nie pozwalać na nic, co zagrażałoby twojemu bezpieczeństwu,
nie mówiąc już o życiu.

- No cóż, bywam dość trudna i uparta. Cailamie, czy rozumiesz już po co zaprosiłam cię na śniadanie i jaką mam propozycję pracy?

Domyślał się. Skłamałby gdyby twierdził inaczej.

- Po raz kolejny zwrócę uwagę na to, że rozmawiamy otwarcie Mairo.

- Cały czas o tym pamiętam.

- Jestem oficerem sił zbrojnych innego kraju. Byłem sądzony za czyn, który faktycznie popełniłem i skazany na banicję. Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą…

- Wiem o tobie wszystko i nie zawracałabym sobie głowy współpracą z osobą, w której uczciwość wątpię. Zostałeś wrobiony, komuś zależało na tym, by się ciebie pozbyć i ktoś chciał być trafił właśnie tu.

- A jeżeli jestem szpiegiem, który ma zadanie dostać się
w pobliże królowej, zdobyć tajemnice i zabić ją?

- A jesteś szpiegiem i zabójcą?

- Nie.

Zaprzeczenie zawisło między nimi.

- Wiem kim jesteś i co zrobiłeś. Nie proponuję stanowiska
w wojsku, potrzebuję cię do prywatnej ochrony, bo nie będziesz bał się nazwać mnie idiotką, kiedy zachce mi się zrobić coś szalonego,
a jakby co zwiążesz mnie i poczekasz aż mi przejdzie, podczas gdy inni będą srali po kątach przed moim gniewem.

- Przepraszam Wasza Wysokość, muszę przywyknąć
do bezpośredniego sposobu w jaki się wyrażasz.

- Mairo – poprawiła go po raz kolejny – nigdy, przenigdy
nie zakląłeś?

- Raczej nie. Szkolenie tego zabrania – wyjaśnił.

- To co najmniej dziwne, Monariańscy żołnierze, których miałam okazję poznać klęli bez opamiętania – udawała zdziwioną żartując z rozmówcy – czy trzy dni na podjęcie decyzji wystarczą?

Cailam zawahał się. Propozycja była kusząca. Banicja kojarzyła mu się z pasmem cierpienia, a jednak wszystko układało się dobrze. Zbyt dobrze. Tak jakby komuś zależało na tym, by znalazł się w tym miejscu, w tym czasie, przy tej osobie i przyjął od niej właśnie taką propozycję. A jednak… co miał do stracenia?

- Za trzy dni spotkamy się i przekażesz mi swoją decyzję.

- Jak odmówię?

- Nic się nie stanie, dalej będziesz mieszkał z Haifall, jeżeli chcesz odejdziesz, twoja wola. A ja poszukam kogoś lepszego
na to stanowisko.

Lepszego? Nikogo lepszego nie znajdziesz – chciał powiedzieć. Nadepnęła mu na ambicję i zapewne zrobiła
to świadomie.

- A zapłata? Wynagrodzenie?

- Cokolwiek potrzebujesz. Mam wszystko. Nawet jakieś mrożone mięso się znajdzie – dodała z uśmiechem.

No tak, zapomniał, że tu walutą jest potrzeba. Pokręcił przecząco głową na znak, że mięso nie jest tym, czego potrzebuje.

- Mairo, czy mógłbym zadać kilka pytań, nie chciałbym być jednak posądzony o nietaktowność. Nie chodzi o ciekawość, pomoże mi to podjąć decyzję o pracy.

Przekrzywiła głowę jak zawsze, gdy się nad czymś zastanawiała lub nasłuchiwała.

- Myślę, że tak – odpowiedziała po zastanowieniu – umówmy się, że jak przekroczysz jakąś granicę, po prostu nie odpowiem.
A może zróbmy inaczej… popatrz na mnie, powiedz co widzisz
i co o mnie myślisz, a ja powiem czy to prawda.

Potarła kąciki oczu, odsuwając zmęczenie. Nie spała tej nocy.

- Widzę kogoś, kto być może pracuje ponad siły
i jest zmęczony. A jak jest zmęczony to popełnia błędy, którym
ja muszę zapobiec. Bywa nerwowy i nieostrożny. Widzę osobę, która poważnie podchodzi do swoich obowiązków, ale jest znudzona,
więc potrzebuje rozrywki, mogę się zatem spodziewać różnych kawałów i niespodziewanych decyzji, którym będę musiał stawić czoła. Widzę też osobę, która jest samotna i bardzo wrażliwa, niektóre moje decyzje mogą ją narazić na większą samotność lub wydawać się gruboskórne. Widzę kogoś, kto świadomie trzyma ludzi na dystans,
a osobistej ochrony nie można trzymać na dystans. Ale naprawdę
nie wiem, dlaczego nazywają cię Harpią Północy – dodał żeby rozładować atmosferę.

Maira nie zaprzeczyła, ani nie potwierdziła tego,
co usłyszała. Uśmiechnęła się szeroko, kiedy usłyszała swoje przezwisko, najwyraźniej nie było jej obce.

Widzę kogoś, kto się cudownie śmieje – pomyślał,
ale nie powiedział tego na głos – mógłbym błaznować cały dzień, żebyś się tylko uśmiechnęła.

Zaskoczył ją swoją dokładną analizą.

- Mam nadzieję, że nie będziesz potrzebował aż trzech dni
na podjęcie decyzji. Wydaje mi się, że mogę potrzebować cię bardziej niż mi się wydaje.

 

 

*                                          

 

Mieszkanie Pierwszej Przy Królowej nie było duże,
ale niezwykle komfortowe. Wyposażone w każde techniczne udogodnienie począwszy od higieny, przez posiłki aż do garderoby włącznie. Bezszelestnie poruszający się służący sprawiali wrażenie niewidzialnych. Widać tego potrzebowała.

Cailam twierdził, że jej apartament bardziej przypomina miejsce do życia dla królowej niż to, w których mieszka królowa. Leżeli na szerokim i miękkim łożu, przez okna do samej ziemi rozciągał się oszałamiający widok, który Cailam podziwiał niemal tak bardzo
jak ciało swojej kochanki.

- Wielokrotnie zwracałam jej uwagę na to, że mieszka zbyt spartańsko, ale ona po prostu nie chce żyć inaczej. Może po prostu
nie potrzebuje rzeczy, które zwyczajnie cieszą oczy.

- Potrzebuje służby i pomocy w codziennych czynnościach, zbyt wiele czynności wykonuje samodzielnie.

- Przekonaj ją do tego. A jeżeli Maira się zgodzi,
przypilnuj później, by po kilku dniach znowu wszystkich nie odprawiła. Czasami mam wrażenie, że ludzie jej zwyczajnie przeszkadzają,
albo irytują, bo za nią nie nadążają.

- Postaram się przekonać oporną królową do ułatwienia sobie życia. Powiem też, że przyjmuję propozycję pracy.

- Zostaniesz zatem Pierwszym Przy Królowej. Będziemy stanowić ciekawą parę – powiedziała patrząc swojemu partnerowi 
prosto w oczy.

- Nie cieszy cię to?

Haifall usiadła na łóżku podciągając kolana pod brodę.

- Cieszy, ale z niepokojem czekam na finał – powiedziała
nie ukrywając smutku.

- To znaczy? Wydawało mi się, że propozycja królowej cię ucieszy, ale raczej nie wyglądasz na szczęśliwą, dlatego nie wiem,
co mam o tej całej sytuacji sądzić.

- Powiem dlaczego się tak zdenerwowałam waszym wystudiowanym pocałunkiem, a później zasmuciłam się propozycją zrobienia z ciebie swojego Pierwszego.

- Chyba oboje się wytłumaczyliśmy, co mogę jeszcze powiedzieć.

- Cailam, ten scenariusz już kiedyś miał miejsce. Trzy lata temu byłam zaręczona z mężczyzną, który miał stanowisko Pierwszego Przy Królowej.

- Też go całowała?

- Nie, ale spędzali ze sobą dużo czasu.

- To chyba normalne, przecież musiał jej pilnować dniem
i nocą, taka praca.

- Tak, to akurat było normalne. Narzeczony jednak zaczął się ode mnie oddalać, a po kilku miesiącach zerwał zaręczyny.

- Podał dobry powód?

- Zakochał się w królowej i odszedł ode mnie.

- Królowa odbiła ci narzeczonego? Nie rozumiem, przecież przyjaźnicie się, jesteście jak siostry…

Maira wydawała się uczciwa i szczera zarówno w tym,
co mówiła, jak i tym co robiła. Wyraźnie zaznaczyła, że we współpracy szczerość i uczciwość są dla niej ważne. Kłóciło się to mocno z tym,
co mówiła Haifall.

- Poczekaj, poczekaj… królowa nie odbiła mi narzeczonego, mówię, że on się w niej zakochał. Maira nie miała pojęcia co się dzieje, wiesz, ona na takie sprawy nie zwraca uwagi. Jak ktoś okazuje jej atencję, traktuje to zupełnie naturalnie na zasadzie „wszyscy kochają królową”.

- Nie wierzę, że o niczym nie wiedziała. Gdybym ja miał wielbicielkę na pewno był to zauważył. Chyba, że byłbym ślepy – Cailam niewybrednym żartem próbował rozwiać smutek swojej dziewczyny.

- Ja jej wierzę. Nie zrobiła nic, żeby go zachęcić lub uwieść, wiem, bo się im przyglądałam. I to bardzo dokładnie. Po prostu była sobą. To wystarczyło.

Cailam widział rozgoryczenie w oczach swojej dziewczyny. Zdecydowanie wolał, żeby się uśmiechała.

Postanowił obrócić wszystko w żart, przecież nie działo się nic, co mogłoby potwierdzić lub chociaż wywołać jej obawy. Nie miał zamiaru zostać kolejnym niewidzialnym wielbicielem królowej.

- Słońce moje, może lepiej, że narzeczony od ciebie odszedł, wtedy nie miałbym cię tylko dla siebie.

Haifall nie miała jednak ochoty na żarty.

- Nie żartuj, boję się, że sytuacja się powtórzy, bo… zależy mi na tobie Cailam.

Przylgnęła do niego całym ciałem całując mocno.

- Nie martw się. I obserwuj nas. Pod czujnym okiem Pierwszej Przy Królowej, Pierwszy Przy Królowej i sama królowa nie będą mieli żadnych szans na grzeszki.

- Śmiej się wariacie.

A jednak nie usłyszała tego, co chciałaby usłyszeć
w takiej sytuacji. Nie powiedział ani słowa, że jemu na niej zależy, kocha lub chce być z nią. Ani słowa. Za to kochali się tak,
że przynajmniej na chwilę zapomniała o swoich obawach.

 

 

   *                                          

 

- Pierwszy Przy Królowej, ten tytuł brzmi idiotycznie. Cailam obraca brunetkę, marzy o blondynce. Czy uważasz, że już czas pozbyć się brunetki?

Tajemnicza para z Górnego Miasta wnikliwie śledziła sytuację w Pałacu. Łysy mężczyzna najwyraźniej miał ochotę zacząć działać zamiast czekać. Kobieta jednak ostudziła jego zapał.

- Daj im jeszcze trochę czasu, trójkąt długo się nie utrzyma.
W tym łańcuchu są same słabe ogniwa.

 

 

Jeżeli Cailam uważał, że pilnowanie królowej będzie łatwym zajęciem, w kilka dni udowodniła jak bardzo się mylił. Czekało go
nie lada wyzwanie, choćby dlatego, że sama do bezpieczeństwa swojej osoby nie przykładała zbyt dużej wagi. W przeciwieństwie
do swojego nowego Pierwszego znała w Pałacu każdy korytarz. Przekora kazała jej znikać i pojawiać się tam, gdzie się zupełnie
nie spodziewał. Wytrzymał tylko pół roku lub aż pół roku.

Czara goryczy przelała się, kiedy królowa kolejny raz
na kilka godzin po prostu zapadła się pod ziemię, nie mówiąc nikomu gdzie się wybiera. Wieczorem Cailam bez zapowiedzi udał się do niej. Jako Pierwszy mógł wchodzić do prywatnych pokoi królowej
bez pytania. Miał ochotę rozerwać ją na strzępy. Siedząc przy swoim wielkim biurku wyglądała jak dziecko, które przez przypadek znalazło w fotelu swojego ojca i nie za bardzo wie, co teraz robić.

- Wasza Wysokość, przyjmij moją rezygnację z zaszczytnej funkcji Pierwszego – powiedział zanim zdążyła się zapytać czemu zawdzięcza jego wizytę.

- Nic z tego – odmówiła kategorycznie - dawno się tak dobrze nie bawiłam.

Zaskoczyła go tym stwierdzeniem, a jednocześnie wyprowadziła z równowagi.

- Dobrze się… bawiłaś?

Z wściekłości odjęło mu mowę. Traktował swoje obowiązki niezwykle poważnie, wcielił w życie system pomocy, który czuwał
nad każdym mieszkańcem Pałacu nawet wtedy, gdyby z jakiś przyczyn komunikacja nie działała. Wyszkolił ludzi, narażał się na pośmiewisko, a ona się… bawiła? Milczał będąc wściekły i rozgoryczony, bo to,
co miał zamiar powiedzieć wykraczało daleko poza i tak swobodne kontakty. I zapewne królowa nie wahałaby się go za taką otwartość surowo ukarać. W tym momencie jednak zupełnie o to nie dbał. Królowa natomiast była bardzo spokojna i bardzo poważna.

Wstała i podeszła do Pierwszego nie odrywając dłoni
od brzegu biurka. Rzadko pozwalała sobie, by zachowywać się
jak niewidoma, a już na pewno nie w towarzystwie.

- Cailam posłuchaj mnie. Zdaję sobie sprawę,
że przekroczyłam granicę, której nie powinnam przekraczać. Naraziłam cię na śmieszność, bo ludzie śmieją się, że biegasz
za mną jak za uciekającą kochanką. Dla ciebie to trudny obowiązek, graniczący z upokorzeniem, a dla mnie często zabawa w chowanego. Przepraszam szczerze za moje zachowanie, od teraz będzie inaczej, obiecuję.

- Nic dodać, nic ująć – burknął. Nie pamiętał, żeby Maira kiedykolwiek i kogokolwiek przepraszała. Królowa nie przepraszała nikogo, przecież nie musiała. Złość uleciała. Mimo wszystko
nie potrafił się na nią długo wściekać.

– Utrudniasz, a nawet uniemożliwiasz mi wykonywanie obowiązków – powiedział cicho - kiedy nie wiem gdzie jesteś
nie mogę cię chronić. W niczym mi nie pomagasz… mam wrażenie,
że we wszystkim przeszkadzasz. Nie możemy ze sobą walczyć, musimy współpracować. Upokorzenia są… do zniesienia.

- Rozumiem, dlatego chcę się poprawić. Po części chciałam udowodnić, że całkiem nieźle radzę sobie sama i jeżeli chcesz być moim cieniem nie zgadzam się na to.

- Cieniem? Nie rozumiem…

- Czasami osoba władająca wybiera kogoś, kto jest przy niej dzień i noc, nie dalej niż kilka metrów. Dla spokoju, bezpieczeństwa, ochrony. Swój cień. Nie znając tej funkcji chciałeś nim być, ale ja się
na taką ochronę nie zgadzam.

Miała rację. Chciał być blisko, pilnować jej ścieżek, by trafiała w odpowiednie miejsca, by nikt nie zrobił jej krzywdy. Najwyraźniej
nie potrzebowała takiej ochrony.

- Reprymenda przyjęta – powiedział krótko.

- Nie możesz jednak zaprzeczyć, że wielokrotnie zmuszałam cię do biegania po całym Pałacu i dzięki temu poznałeś doskonale jego strukturę i organizację, poznałeś też ludzi i ich funkcje.

Zrozumiał. Po prostu chciała go zmusić do nauki.

- Może lepiej byłoby, gdybyś kazała mi nauczyć się planów całego miasta, mam świetną pamięć i doskonałą orientację
w przestrzeni.

- Zapewne masz rację, ale wtedy nie byłoby tak zabawnie.
Nie uważasz?

Cailam słyszał, że w przeszłości były co najmniej trzy udokumentowane zamachy na królową. W tej chwili dziwił się,
że nie było ich więcej. Miał ochotę ją udusić własnymi rękami,
a jednocześnie cała sytuacja zaczynała go bawić. Nie mógł kryć,
że załatwiła go pierwszorzędnie.

- Nie złość się – królowa zrobiła coś, czego się zupełnie
nie spodziewał. Objęła go w pasie i przytuliła się gestem
tak naturalnym, jakby robiła to wiele razy – czasami jesteś strasznym sztywniakiem.

Automatycznie otoczył ją ramionami i nie wiedząc po co,
ani dlaczego to robi przyłożył usta do jej czoła.

- A ty czasami zachowujesz jak rozbrykany bachor.

Wybuchła śmiechem i odsunęła się na długość ramienia.

- Tak jeszcze nikt mnie nie nazwał. Ustalmy zasady współpracy, które nie będą ograniczać ani ciebie, ani mnie.

- Zasady z natury ograniczają Wasza Wysokość.

- Zatem wypracujmy kompromis, który będzie do przyjęcia
dla obu stron.

- Zamieniam się w słuch.

 

*

                                              

Do domu Cailam przyszedł dopiero nad ranem.

- I jak? – Haifall nie spała, czekała na niego.

- Było ciężko, ale nie pozabijaliśmy się, choć mało brakowało.

Nikt tak dobrze nie znał królowej jak jej Pierwsza, dlatego
ze zrozumieniem pokiwała głową. Znała też swojego kochanka.

- Oczywiście nie pozwoliła ci zrezygnować.

- Nie.

- I jesteś przy niej nadal?

- Na to wygląda.

- Obiecałeś mi, że zrezygnujesz. Przecież jawnie się naigrywała, robiła pośmiewisko… ona… nie potrzebuje cię
i wykorzystuje. Naprawdę nie widzisz tego? Chyba jesteś tak samo ślepy jak ona!

Szykowała się kolejna awantura. Haifall była uparta
i zawzięta, wymagała od swojego kochanka by zrezygnował z funkcji Pierwszego. Widziała jak często jest przez Mairę zdenerwowany
i miała pewność, że jest poniżany z rozmysłem. A może po prostu chciała tak myśleć.

- Falli… nie obiecywałem rezygnacji, obiecałem jedynie ją rozważyć. Maira sama się przyznała, że nie była do końca w porządku, ale…

- Ale co? Jaki makaron ci nawinęła na uszy? Co obiecała?
Jak przekonała? – Haifall krzyczała nie panując nad sobą.

- Mówiła szczerze i otwarcie. Ustaliliśmy spokojnie zasady.
Po roku będę mógł zrezygnować pod warunkiem, że wcześniej wyszkolę następcę. I nie robiła scen.

To ostanie był przytykiem do zachowania Haifall, której daleko było do spokoju. Chciał ją objąć, ale wyrwała się.

- I tak zrobisz to, co ona chce! Wszyscy robią to, co ona chce!

Płacząc zamknęła się w drugim pokoju. Cailam nie poszedł
za nią. Za dwie godziny miał być u królowej.

 

*

                                             

Zgodnie z umową Cailam otrzymał od Mairy wykaz miejsc,
w których miała zamiar w dniu dzisiejszym być. W spisie były trzy miejsca oznaczone słowem „cisza”, co znaczyło, że królowa chce być tam sama bez ochrony i towarzystwa. Pracowała od wczesnego poranka do późnych godzin nocnych. Haifall mówiła, że trzeba jej przypominać tylko o dwóch rzeczach, o jedzeniu i o spaniu,
o wszystkim innym pamięta.

Zaznaczył na mapie miejsca pobytu królowej, rozstawił ludzi. Wieczorem okazało się, że system zadziałał bezbłędnie. Jeden z ludzi pomógł królowej gdy straciła orientację, drugi gdy potknęła się
o dywan. Nie biegał za nią, miał kontrolę nad wszystkim, czuwał
w miejscach, które nazywała „ciszą”.

- Falli, gniewasz się jeszcze – zagadnął do kochanki, kiedy późnym wieczorem spotkali się w domu.

Nie odpowiedziała, ale jej ciemne, duże oczy patrzyły
z wyrzutem. Jeszcze jej nie przeszło.

- Nie chcesz mi pogratulować? Pierwszy dzień na nowych zasadach i zero problemów.

- Ciekawe jak długo potrwa ta sielanka – burknęła – królowa trzyma się tylko swoich zasad, a i te zmienia kiedy chce. Dlatego ciesz się dopóki możesz.

Chciał ją objąć, ale nie dała się.

- Jestem na ciebie wściekła.

- Widzę, może w końcu przestaniesz? Nie masz powodu…

- Nie mam powodu? Obiecałeś mi, że nie będziesz z nią pracował, wystarczy, że ja to robię! A ty dalej biegasz za nią jak
na smyczy.

Milczał czując narastający gniew. Tracił powoli cierpliwość.

- Czy odmówiłabyś czegokolwiek królowej? Prośby, rozkazu, polecenia?

- Tak! Zrobiłabym do dla ciebie!

- Więc idź i zrób to! Powiedz, że nie chcesz bym pracował
na tym stanowisku!

- Co?! Sam nie możesz tego załatwić, tylko mną się wyręczasz?

- Nie wyręczam się. Ja CHCĘ pracować na tym stanowisku. Jeżeli ty nie chcesz załatw to. Później będziemy się zastanawiać
co dalej.

- Jak to „co dalej”? Z nami? Chcesz mnie zostawić?

Haifall zalała się łzami. Cailam zupełnie nie poznawał tej opanowanej kobiety, która mu tak imponowała wewnętrznym spokojem i stalowymi nerwami. Okazało się jednak, że coś było
w stanie wyprowadzić ją z równowagi. Niestety tym „czymś” był
on sam.

- Czy powiedziałem coś takiego? Haifall, oprzytomnij, zastanawiam się co dalej będzie z moją pracą!

Dwa dni i dwie kłótnie. Dwie godziny zaciętego milczenia. Analizował ostatnią rozmowę z Mairą i potrzebował wyjaśnienia jednej kwestii. Osoba, która mogła mu pomóc właśnie śmiertelnie się obraziła. Postanowił to zignorować.

- Potrzebuję twojej pomocy Haifall – powiedział nieco ostrzej niż zamierzał.

- Czy dotyczy to królowej? Bo nie mam ochoty o niej więcej mówić.

- Nie. Absolutnie nie dotyczy to królowej.

- Zatem słucham.

Odwróciła się do niego. Zapłakana i usmarkana wyglądała równie ślicznie jak w stroju reprezentacyjnym.

- Kim jest „cień”?

Naskoczyła na niego jak na wroga.

- Zaproponowała ci taką funkcję! Wiedziałam…

Szloch. Nie wiedział co wywołało kolejny atak histerii,
ale tym razem objął swoją dziewczynę i nie pozwolił jej wyrwać się
z objęć, nawet jak zostawiła ślad paznokci na jego policzku.
Po chwili uspokoiła się na tyle, żeby rozmawiać. Jeszcze nigdy
nie widział jej w takim stanie.

- Słuchaj mnie dziewczyno. Pytam nie dlatego, że królowa zaproponowała mi coś takiego, bo tego nie zrobiła.

- Naprawdę?

- Naprawdę. Powiedziała, że ja zachowuję się względem niej jak cień i ona nie może się na to zgodzić. Nie wiem, co to znaczy,
a chciałbym uniknąć błędu w przyszłości.

Haifall zaczerpnęła powietrza.

- Dawno temu, przed wiekami królowe miały przy sobie prywatne wojsko, Armię Cieni. Gwardia pilnowała ich w dzień
i w nocy, walcząc, oddając życie, chroniąc. Byli nie do przejścia. Odgradzali jednak władczynie od ludzi i prawdziwego życia, zapewne
i od prawdziwej władzy, bo z czasem ich wpływ stał się tak duży,
że praktycznie rządzili Thetis. Teraz tytuł „cienia” przysługuje tylko jednej osobie na dworze, najbliższemu doradcy. Jeżeli jest to mężczyzna, jest prawie pewne, że zostanie mężem królowej. Jeżeli jest to kobieta traktowana jest jak najbliższa, obdarzona pełnym zaufaniem osoba - wyrecytowała jak wyuczoną lekcję – możesz mi podać jakąś chusteczkę?

Podał jej chusteczki.

- Nie wiedziałem, muszę się jeszcze wiele nauczyć,
ale przecież od tego mam ciebie. Prawda? – próbował rozładować nieco atmosferę – królowa nie zaproponowała mi tego stanowiska, wręcz przeciwnie, widać za męża mnie nie chce.

- Nie może ci zaproponować bycia swoim „cieniem”,
bo stanowisko jest już zajęte.

- Kto je piastuje, jeżeli mogę zapytać.

- Ja.

Faktycznie, musiał się jeszcze wiele nauczyć.

 

   *                                          

 

- Sława twojej pokiereszowanej twarzy cię dziś wyprzedza, naprawdę żałuję, że nie mogę tego zobaczyć – królowa kpiła bezlitośnie. Spotkali się na korytarzu. Maira udawała się na oficjalne spotkanie, Cailam miał jej towarzyszyć. Nie lubiła ubrań przylegających do ciała, ale w dopasowanej, granatowej sukience wyglądała bardzo ładnie. Buty na obcasie wzięła do ręki, korytarze przemierzała boso. Cailam dyskretnie prowadził ją pod rękę. Dworskie plotkarki doniosły, że noc między jej najbliższymi współpracownikami była burzliwa,
a on sam „naznaczony” przez kochankę.

- Chyba nie powinienem tego komentować, zwłaszcza
że kłótnia dotyczyła ciebie Wasza Wysokość.

- Czyżbyś wypowiadał się o mnie w niepochlebny sposób
i moja Pierwsza musiała bronić honoru swojej królowej? - Maira nawet nie próbowała potraktować sytuacji poważnie.

- Jeżeli zamiast kpić, na moment zainteresujesz się problemem, chętnie o nim opowiem.

Uważał, że powinna wiedzieć jaki jest stosunek Haifall do jego pracy i że zależy jej na tym, by z niej zrezygnował.

- Jeżeli faktycznie zawiniłam i mieliście powód by się przeze mnie pokłócić zostanę stroną w sporze, jeżeli jednak to problem między wami, rozwiążcie go sami.

- Zatem rozwiążemy go sami. Zwrócę się o pomoc, jeżeli nam się nie uda.

Maira miała rację, to była ich prywatna sprawa.

- Idź do ambulatorium, nie chcę by oglądano twoją twarz
w takim stanie. U nas skaleczenia tego typu nie są dumą
dla mężczyzny – nakazała.

- A u nas wręcz przeciwnie, ale jak sobie życzysz. I jeszcze jedno: z kim się teraz spotykasz i co jest tematem spotkania? Nie ma go w terminarzu.

- Prawda, nie ma go. Sprawa wpłynęła kilka godzin temu. Będę prowadzić wykład w Atlantis. To znaczy mój hologram będzie.

- Wykład? – królowa skrywała wiele tajemnic. Nie miał pojęcia, że jest nauczycielką.

- Nie byłeś w szkole, nie wiesz co to jest wykład? Robię
to od czasu do czasu, ale chętnie w przyszłości poświęciłabym się wyłącznie nauczaniu. Jak miałam osiem lat było już pewne,
że humanistką nie zostanę. Moje dziedziny to biotechnologia
i nanotechnologia. Mam duży wkład w doskonalenie proszku, dzięki któremu jesteś czysty.

- Jestem pełen podziwu – powiedział szczerze. Zaimponowała mu. W Monaris można było o królowej powiedzieć wiele,
ale na pewno nie to, że jej zainteresowania wykraczały poza życie dworskie.

Przed wejściem do sali Maira założyła buty i wyprostowała się.

- Jak wyglądam?

- Perfekcyjnie w każdym calu. Za drzwiami są osoby, które się tobą zajmą, zatem życzę powodzenia.

Cailam przeprowadził królową przez drzwi, ale był zbyt ciekawy prowadzonego przez nią wykładu, by zostać na korytarzu. 
Z łatwością skupiła uwagę uczniów. Po godzinie sam stwierdził,
że nanotechnologia jest bardzo ciekawa. Żałował, że inne obowiązki nie pozwalają mu zostać dłużej. Maira poprowadziła lekcję tak jak wyglądała, perfekcyjnie w każdym calu.

Po skończonym wykładzie Maira z ulgą zdjęła buty i połączyła się ze swoją Pierwszą.

- Haifall, rozmawiałam dziś z Cailamem, czy Lara przekazała ci początek rozmowy? Myślę, że wyolbrzymiasz problem. Masz o co się na niego wściekać, czy nie?

- Teraz już nie wiem. Chyba działałam zbyt emocjonalnie
i potraktowałam go niesprawiedliwie.

- Skrzywdził cię?

- W żaden sposób.

- Podobno kłóciliście się przez mnie, chciałabym poznać szczegóły.

Haifall otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć,
ale zrezygnowała.

- Mairo, królowo i przyjaciółko… - powiedziała w końcu.

- Tak siostro?

- Po prostu zależy mi na nim, ale on nie odwzajemnia mojej fascynacji. Nie do końca. Żądałam od niego deklaracji i miłosnych wyznań, ale nie doczekałam się. W dodatku postraszyłam go twoim gniewem.

- I to dlatego kłóciliście się o mnie?

- Do pewnego stopnia.

Haifall nie wiedziała, że kłamstwo wobec najbliższej przyjaciółki przyjdzie jej tak łatwo, nawet jak będzie jedynie niecałą prawdą.

- Możesz go straszyć moim gniewem. Jeżeli cię świadomie skrzywdzi będę bezwzględna, wiesz o tym. Nie zmuszę go jednak
do tego, by cię kochał lub z tobą był. Choć musi być głupcem, jeżeli tego nie chce.

- Dziękuję i doceniam. Myślę jednak, że najwyższa pora zakończyć nasz związek, bo nic dobrego z niego nie wyniknie. Czuję się w nim coraz mniej komfortowo.

- Zrobisz jak uważasz, do waszych prywatnych spraw się
nie mieszam.

Zakończyła połączenie nieco zirytowana na Haifall.

W ambulatorium zajęto się zadrapaniami na twarzy Cailama. Nie obyło się bez złośliwych komentarzy, ale w ciągu kilku minut
po skaleczeniach nie było śladu.

 

 

  *                                           

 

Dwie zakapturzone postacie spotkały się w gospodzie niedaleko głównego wejścia do Pałacu. Choć bardzo się starali skryć swoją tożsamość ludzi rozpoznawali ich i kłaniali się. Właściciel gospody  podszedł do gości i ukłonił się głęboko.

- Regentko Sairio, lordzie Martissie…

- Nas tu nie ma…

- Oczywiście, oczywiście… witam szanownych gości.

Wiedział, że ma przed sobą zbiegów poszukiwanych prawem za zamach na życie Jej Wysokości Mairy z rodu Zohar, ale nie lubił zbyt swojej nowej królowej odkąd zamknęła bramy Pałacu
dla mieszkańców Górnego Miasta. Podobno dla bezpieczeństwa.

- Potrzebujemy jedynie trochę prywatności.

- Oczywiście, zapraszam na piętro, przygotuję najlepszy pokój.

Szybko wydał dyspozycje swoim pracownikom, pokój został przygotowany w ekspresywnym tempie. Zaprowadził gości na górę
i wyszedł tyłem kłaniając się nisko.

Goście nie mieli bagażu. Kobieta zdjęła tylko wierzchnie okrycie i opadła ciężko na łóżko. Towarzysz usiadł przy niej i poufale położył rękę na jej udzie.

- Sairio, dziesięć lat czekamy z zemstą, niecierpliwię się
i nasi ludzie się niecierpliwią. Już najwyższy czas rozpocząć działanie.

- Musimy przyspieszyć decyzję Mairy o wyprawie
po Kamienie Mocy. Powiedz ludziom zajmującym się zasilaniem Miasta, by złożyli meldunek, że energii starczy na około dwa lata.
No i trzeba napsuć nieco krwi naszym niedoszłym kochankom. Wyślij człowieka, który napadnie na królową, zrani ją niegroźnie, zaznaczam niegroźnie i popełni samobójstwo. Ochroniarz poczuje się winny
i będzie miał ochotę być jeszcze bliżej swojej królowej.

- Masz pewność, że ten romans w istocie będzie miał miejsce? W końcu mija już rok odkąd się spotkali i oprócz plotek nic się nie dzieje. A jej Pierwsza, Haifall? Czy zorganizować wypadek przypominający samobójstwo z powodu złamanego serca?

- Znam Cailama bardzo dobrze, przecież wiesz. Maira ma wszystko, co go najbardziej pociąga: władzę, pozycję, arogancję
i niezależność. Co do Haifall mam inne plany, myślę że lepiej będzie
ją oszczędzić. Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli, a jak na razie wszystko układa się jak najlepiej, będzie nieocenionym sprzymierzeńcem. A teraz lordzie pomóż mi się rozebrać, przecież
nie przyjechaliśmy tu na plotki.

 

 

 *                                            

 

Cailam od samego rana miał przeczucie, że to nie będzie dobry dzień. Odczuwał niepokój, nie mógł zebrać myśli. Instynktownie wyczuwał zagrożenie, nie potrafił go jednak sprecyzować, ani tym bardziej zignorować. Dla królowej był to dzień „dziecięcy”.
Odwiedzała dzieci w szkołach i przedszkolach opowiadając historie
z bogatej przeszłości swojej rodziny. Miała dar opowiadania, dzieciaki reagowały żywiołowo. Lekcja historii od samego „źródła”… dlaczego nie. Nie spodziewał się, że coś złego może jej się przytrafić akurat wśród dzieci.

Nauczyciele zawsze kończyli wizytę w ten sam sposób mówiąc: „Nigdy nie będziecie sami, Jej Wysokość jest z wami i dla was. Podziękujcie za spotkanie”. Dzieciarnia zrywała się i obejmowała królową wchodząc jej na kolana zapominając o tym, że jest nietykalna.

W Monaris królowa miała pięknie wyglądać, prowadzić fundację na rzecz biednych dzieci, co dwa lata rodzić następnego członka rodziny. Król władzę przerzucał na ministrów, żył chwilą otaczając się winem i kobietami. Skandale tuszowano, królowa płakała w ramionach kochanków. Bardzo dużo było różnic między Thetis
a Monaris.

Cailam zastanawiał się jak mógł żyć w takim szambie,
w którym dzierżący władzę są zepsuci do szpiku kości, a prości obywatele oszukiwani. W Thetis wszystko stało na głowie. Poza królową nie było innej władzy, nie było pieniędzy, a ludzie mieli wszystko czego potrzebowali. Problem w tym, żeby władza była
w rękach odpowiedniej osoby.

Ciężko to zrozumieć komuś, kto nie jest stąd, ale ten system działa od tysięcy lat, choć na pewno nie jest doskonały – tłumaczyła królowa znając oczywiście kłopoty innych państw. Wiedziała,
że wzbudza skrajne uczucia. Była kochana, uwielbiana przez część poddanych, nienawidzona przez innych. Dziś był właśnie dzień,
w którym Cailam obawiał się działań tej części poddanych, którzy
nie pałali do niej sympatią.

Kiedy siedząc otoczona wianuszkiem dzieci opowiadała emocjonującą historię, nauczycielka podeszła do jednego
z dzieci. Dziecko podało jej niewielki przedmiot. Nie wzbudziło
to podejrzeń, dzieci często trzymały w kieszeniach zabawki, które przeszkadzały im się skupić. Cailam jednak nie spuszczał z niej wzroku. Nauczycielka stanęła za królową i szepnęła coś do jej ucha. Królowa przerwała w pół słowa i nie czekając na reakcję ochrony wymierzyła cios łokciem, który trafił nauczycielkę prosto brzuch.

Uderzenie nie było groźne, jednak wybiło napastniczkę
z rytmu, a cios rozwidlonym ostrzem zamiast wbić się w szyję zadał tylko płytką ranę na plecach, gdyż królowa przytomnie pochyliła się
do przodu.

Kiedy nauczycielka zauważyła, że atak chybił, a ona sama
nie ma szans na ucieczkę, wbiła sobie ostrze w tętnicę szyjną. Cailam rzucił się na napastniczkę i obezwładnił ją, by po chwili widząc krwotok zacząć ratować jej życie.

- Ona… zginie… nie… uratujesz… królowej…

Zdążyła powiedzieć przed śmiercią.

Panował rwetes. Dziecko które podało nauczycielce ostrze wyrywało się z uścisku strażnika wrzeszcząc przeraźliwie.

- Zabierzcie to ścierwo na sekcję, a to małe ścierwo unieruchomić, żeby nie zrobiło sobie krzywdy! – krzyknął Cailam
i pobiegł do ambulatorium.

Królowej nic nie było. Po płytkiej ranie na plecach nie został nawet ślad. Leżała na łóżku blada jak ściana, ale spokojna.

- Czuję krew, jesteś ranny?

Cailam dopiero teraz zauważył, że jego ręce i tors pokryte są krwią zamachowca.

- Nie, to nie jest moja krew.

Instynktownie rozejrzał się za kurkiem z wodą, który mógłby zwyczajnie odkręcić i umyć się, jednak w Thetis nie marnowano wody na mycie.

- Za tobą, niebieski pojemnik – królowa domyśliła się czego potrzebuje szef jej ochrony.

Srebrny proszek błyskawicznie usunął wszelkie zabrudzenia.

Cailam usiadł przy królowej i wziął ją za rękę.

- Od następnego razu zaczniemy rewidować również dzieci – obiecał z lekką przyganą, bo przecież królowa kategorycznie zabroniła sprawdzać dziecięce kieszenie.

- Miałeś rację, ale na pewno masz wyrzuty sumienia. Zrobiłeś wszystko co mogłeś, wiem to. W twojej szkole nie uczyli,
że zagrożenie jest najczęściej tam, gdzie najmniej się go spodziewamy?

- Kpij… kpij…masz powód. Co powiedziała ta kobieta?
Co sprawiło, że poczułaś się zagrożona?

- Nie chodzi o to, co powiedziała tylko jak. Wspomniała
o jakimś poczęstunku, ale głos miała niski i chropawy. Nauczycielki zwykle mają wysokie i śpiewne głosy.

- Była nauczycielką od pół roku, miała doskonałe rekomendacje. Dziecko, które podało nóż to jej syn, w szkole
od trzech lat. Poradziłaś sobie doskonale, zachowałaś się przytomnie
i z refleksem.

- Zupełnie jak ty. Gdybyś nie zareagował tak szybko dopadłaby mnie, dzieci by mi nie pomogły. Spłoszyłeś ją. Widać stanowimy zgrany zespół. Podziękuj ode mnie swoim ludziom. I… postaraj się, by ten… incydent nie przedostał się do wiadomości publicznej.

- Haifall przejęła twoje obowiązki na dziś. Zapewne zajęła się też informacją o zamachu. Mogę jej powiedzieć, że wszystko jest
w porządku?

- Sama jej powiem. Idź do swoich ludzi, to był ich chrzest bojowy. Zapewne czekają na pochwałę od szefa.

- Wiem co robić. A ty postaraj się zasnąć i odpocznij.

- Ja też wiem co robić.

- Na pewno wszystko w porządku? – zapytał, a królowa potwierdziła. Była jednak zbyt spokojna, nieobecna, myślami przebywała daleko. Na pytania odpowiadała tylko dlatego, bo je zadawał. Wytłumaczył to podaniem środków uspakajających.

Wraz z zespołem Cailam uniemożliwił zamach, a dzięki refleksowi królowej skończyło się tylko na niewielkim skaleczeniu. Poszedł do swoich ludzi świętować niewątpliwy sukces.

Kiedy jednak wieczorem poszedł odwiedzić królową okazało się, że w ambulatorium jej nie ma i to już od jakiegoś czasu. Lekarz powiedział, że wyszła o własnych siłach, poza tym kto ośmieliłby się zatrzymać władczynię? Zastanawiał się czy wszcząć alarm,
ale zrezygnował. Haifall ciągle „bawiła się w królową” jak sama określiła, oficjalny komunikat brzmiał: „Jej Wysokość odpoczywa”. Królowa zostawiła komunikator w szpitalnym pokoju i zniknęła. Wysłał małe roboty tropiące, które po pół godzinie wróciły z niczym. Szukał w miejscach „prawdopodobnych” i „nieprawdopodobnych”. Nie sądził, żeby opuściła Pałac, ale musiał wziąć to pod uwagę. Jedno po drugim przeszukał miejsca „ciszy” królowej. Znalazł ją oczywiście tam, gdzie najmniej się spodziewał, na Wieży Straceń.

Siedziała skulona pod płaszczem, usiłując ochronić się przed lodowatym wiatrem.

- Cailam? – zdziwiła się.

- A kogo się spodziewałaś? Misji ratunkowej Trzech Królestw?

- Szczerze mówiąc spodziewałam się Haifall, ona zawsze mnie stąd ściąga. Powiedziała ci, że tu jestem?

- Nie, nie pytałem jej. To zasługa mojej bystrej dedukcji
i długich poszukiwań. Twoja Pierwsza jest zajęta byciem… tobą. Zostałem tylko ja – powiedział siadając obok niej – zostajemy
tu do rana? Romantyczny, zimny wiatr, wspaniały mróz, posiniałe
z zimna usta kobiety, czego chcieć więcej.

Był na Mairę wściekły. Traktował jej postępowanie jak kolejną zabawę w chowanego.

- Mógłbyś mnie stąd zabrać na przykład.

- Jak weszłaś, to i pewnie zejdziesz. O własnych siłach,
choć jak widzę bez butów i komunikatora. A kiedy oficjalnie zostanie wydany komunikat o zaginięciu Jej Wysokości, ty w glorii chwały, krzycząc „ta dam” wyjdziesz z ukrycia. A tak sobie tylko gadam, żebyś nie zauważyła, jak jestem wkurwiony.

- Witam w klubie przeklinających.

- Nie sposób nie przeklinać Wasza Wysokość w przypadku kiedy znikasz bez słowa, a ja nie wiem co się stało. No dobra, jestem lekko poirytowany Twoim idiotycznym zachowaniem, ale do prawdziwego wkurwienia jeszcze mi daleko!

- Cailam… proszę… zabierz mnie stąd. Później na mnie pokrzyczysz – poprosiła głuchym głosem. Zwykle nie miała problemu ze znalezieniem ciętej riposty nie pozwalając mu na zbyt wiele.
Tym razem było inaczej.

Dopiero teraz zauważył, że coś jest nie tak. Nie miał przed sobą władczyni tylko dziewczynę sparaliżowaną strachem, która przerażona uciekła w najdalsze znane jej miejsce. Bez słowa zdjął swój płaszcz i owinął ją szczelnie. Wziął na ręce.

- Nie krzycz już na mnie – poprosiła cicho.

- Dobrze. Poczekam z tym na jakiś czas. Tak chyba lepiej – powiedział kiedy położyła mu głowę na ramieniu i objęła mocno
za szyję.

- Tak zdecydowanie lepiej – potwierdziła.

Unikając głównych korytarzy zaniósł ją do komnat. Położył delikatnie na łóżku, wyplątał z płaszczy, przykrył kołdrą i trzymał
za rękę dopóki nie zasnęła. Właściwie to ona trzymała go za rękę póki nie zasnęła. W tym momencie powinien wyjść, ale chciał po prostu jeszcze chwilę przy niej zostać.

Kiedy Haifall weszła do pokoju królowej zauważyła swojego kochanka czule odgarniającego włosy z twarzy śpiącej królowej.
Z żalu ścisnęło jej się serce. Niezależnie co on sądził na ten temat wiedziała już, że królowa zabrała jej kolejnego mężczyznę. I nic nie mogła na to poradzić.

 

*

                                             

Nad ranem Maira wezwała do pokoju audiencyjnego swoich najbliższych współpracowników.

- Wczoraj mieliśmy trudny dzień dla nas wszystkich. Rozleciałam się trochę, ale pomogliście zebrać mi się do kupy. Dzięki wam naprawdę nic się nie stało, ani mnie ani królestwu. Mam dalej dziękować, czy wystarczy?

- Skoro prawimy komunały, ja powiem, że był to mój obowiązek i nie zrobiłem nic, co by poza niego wykraczało – powiedział Cailam. Haifall z uśmiechem skinęła głową na znak,
że zgadza się z tymi słowami. Nikt nie oczekiwał podziękowań.

Haifall poczekała aż Cailam wyjdzie.

- Wasza Wysokość… Mairo, czy możemy porozmawiać?

- Oczywiście siostro. Jestem ci ogromnie wdzięczna
za pomoc, nie byłam w stanie wczoraj nic robić.

- To zrozumiałe, ktoś próbował cię zabić. Chciałabym jednak porozmawiać o czymś innym. Jakiś czas temu proponowałaś mi zostanie namiestnikiem Górnego Miasta, a ja odmówiłam.

- W dalszym ciągu wydaje mi się, że jesteś najodpowiedniejszą kandydatką na to miejsce. Jak zapewne wiesz, od trzech lat stanowisko jest wolne. Mantegna wprawdzie bardzo się stara licząc, że otrzyma namiestnictwo na stałe, ale nie oszukujmy się,
i tak w Górnym Mieście ty więcej robisz od niego.

- Jeżeli zatem dalej chcesz bym z Pierwszej Przy Królowej zmieniła się na Pierwszą Po Królowej to… jestem gotowa.

- Bardzo mnie to cieszy, ale co sprawiło, że zmieniłaś zdanie po tak długim czasie?

Haifall zaczerwieniła się po czubki włosów. Cieszyła się,
że może ukryć to przed królową.

- Cailam. A właściwie nasza skomplikowana sytuacja – odpowiedziała wiedząc, że za chwilę najprawdopodobniej będzie musiała okłamać Mairę po raz kolejny.

- Rozmawialiście o tym?

- Nie Wasza Wysokość. Chcę zakończyć naszą znajomość.
W związku z tym nie chcę go widywać, ani blisko niego przebywać – choć Haifall starała się być opanowana, jej głos drżał zdradzając,
że jest bardzo blisko płaczu. Nie umknęło to oczywiście królowej.

- Mów co się stało. I przekonaj mnie, żebym nie urwała mu jaj. Bo jak się dowiem, że cię skrzywdził…

Haifall mimo woli zaśmiała się.

- Choćbym nie wiem jak bardzo starała się go oczernić, nieuczciwością byłoby to robić. Nie skrzywdził mnie, po prostu wymagałam od niego zbyt wiele. Nie odwzajemnia moich uczuć, a ja… nie czuję się przy nim bezpieczna.

Maira z niecierpliwością przerwała.

- Już kiedyś rozmawiałyśmy na ten temat. Jest przy tobie facet, który przysłowiowo nie pije i nie bije, nie zdradza, nie okłamuje, odnosi się do ciebie z czułością, dba o ciebie i z pewnością możesz się czuć przy nim bezpieczna, wiem coś o tym, bo sama się tak czuję
i wiem, że zawsze mogę na niego liczyć. Ty na pewno też.

- Powiem wprost, on się interesuje inną kobietą,
ale ta inna kobieta…

- Imię i nazwisko!

- …ta inna kobieta nawet nie wie, o jego istnieniu.
To arystokratka. Widzę jak na nią patrzy. Wiem, co się dzieje
w jego sercu, dlatego proszę o możliwość innej pracy, w której będę mogła ci służyć z takim samym oddaniem, a nie będę zmuszona codziennie go widywać.

- Przed podjęciem decyzji jeszcze z nim porozmawiam,
to co mówisz, jakoś nie trzyma się kupy.

- Siostro proszę, to bezcelowe… - Haifall usiłowała zmienić decyzję Mairy.

- Wezwę cię jeszcze dzisiaj.

Ten ton mówił, że dyskusja jest zakończona. Haifall wycofała się w milczeniu, jednak przed drzwiami zatrzymała się i odwróciła
w stronę królowej.

- Wasza Wysokość prosiła o nazwisko arystokratki,
dla której Cailam stracił głowę – postanowiła mimo wszystko wyznać prawdę.

- Na pewno chcesz mi je powiedzieć? Nie będzie miała
ze mną łatwego życia.

- Maira z rodu Zohar – zabrzmiała krótka odpowiedź.

Królowa poderwała się z kanapy na równe nogi. Była bardzo zaskoczona.

- Haifall, to jest absurd i to absurd, który mnie obraża! – krzyknęła.

- On też uparcie zaprzecza Wasza Wysokość, ale ja widzę
jak na ciebie patrzy, jak bardzo jest ci oddany i codziennie słyszę czyje imię wypowiada przez sen.

Wyszła nie czekając na pozwolenie królowej. Dopiero teraz pozwoliła sobie na łzy. Chociaż powiedziała prawdę nie poczuła się
ani odrobinę lepiej.

 

- Szefie, Jej Wysokość wzywa. Jest wściekła, jakaś grubsza sprawa. Masz coś na sumieniu? – Roan martwił się o swojego szefa. Spotkali się jeszcze w Dolnym Mieście, kiedy pracował w informacji
i tłumaczył Cailamowi jak znaleźć dom, pracę i dziewczynę. Później Cailam pomógł mu znaleźć dom, pracę i dziewczynę w Pałacu, a także swoją dozgonną przyjaźń – jeżeli potrzebujesz alibi, na pewno
coś wymyślimy.

Cailam nic nie miał na sumieniu, na nagłe wezwanie stawił się bez obaw. Królowa w istocie nie była w najlepszym nastroju.
Nie kazała mu usiąść, a to znaczyło, że na szczęście czeka ich krótka
i zwięzła rozmowa.

- Nominuję Haifall na stanowisko namiestnika Górnego Miasta. Chciałabym byś oddelegował dla niej ludzi do ochrony. Nadaję jej też tytuł Pierwszej Po Królowej. To ważne stanowisko
i ważna nominacja, doceń jej wagę.

Tyle oficjalnego wstępu wypowiedzianego kategorycznym tonem. Rozumiał, że sprzeciw nie zda się na wiele.

- Rozumiem, że decyzja została już podjęta i nie czekasz
na moje zdanie.

- Dlaczego miałabym czekać na twoje zdanie?

Nastrój królowej był o wiele gorszy niż się na początku spodziewał.

- Bo jest moją dziewczyną i skazujesz nas na rozłąkę?

- Tu nie ma „dziewczyn” i „chłopaków” tu są moi poddani! – ucięła krótko. Z Mairą kobietą mógłby podyskutować, obrócić wszystko w żart, ale z Mairą królową dyskusja nie miała celu.

- Pozostaje mi zgłosić oficjalną prośbę o nominowanie
na to stanowisko kogoś innego.

- Prośba zostaje odrzucona.

- W takim razie następną oficjalną prośbę o oddelegowanie mnie na stanowisko szefa jej ochrony.

- Prośba zostaje odrzucona. Jesteś mi potrzebny tutaj.

- Czy Wasza Wysokość pozwoli chociaż, bym się z nią pożegnał?

- Lepiej się pospiesz, ona się właśnie pakuje.

Królowa odczekała aż drzwi się zamkną i sięgnęła
po komunikator.

- Falli, zastanów się nad tym, walczył o ciebie, prosił bym cię zostawiła na obecnym stanowisku. Poprosił też, bym go przeniosła
do ciebie. Nie uważasz, że to nie świadczy o obojętności? Twoja teoria jest najwyraźniej błędna.

- Podjęłam decyzję i jestem jej pewna.

- Zrobiłam co mogłam. Życzę owocnej pracy na nowym stanowisku. Mimo wszystko cieszę się z twojego wyboru.

 

- Haifall! – Cailam krzyknął w drzwiach – dlaczego
mi o niczym nie powiedziałaś. Dowiaduję się od Mairy, w dodatku
na moment przed twoim wyjazdem.

Haifall biegała po pokoju pakując różne rzeczy. Nie zatrzymała się ani na moment, nie patrzyła mu w oczy.

- Zrobiłam to specjalnie. Chciałam wyjechać nie mówiąc
ci o niczym.

Podszedł do niej i złapał za ręce zatrzymując w biegu.

- Będę błagał Mairę o to, by nominowała kogoś innego. Teraz odmówiła, może jak pójdziemy razem uda się nam wspólnie
ją przekonać.

- Nie rozumiesz Cailam, jadę tam z własnej woli i na własną prośbę. To nie był rozkaz, ani polecenie, choć prosiłam, by tak właśnie wyglądało.

Puścił jej dłonie.

- Nie rozumiem… to twoja decyzja? Czy możesz się jeszcze nad tym zastanowić? Dać nam kilka dni? Dlaczego dowiaduję się
o twoim wyjeździe ostatni?

Haifall wrzuciła ostatnie drobiazgi do torby. Stanęła przed swoim chłopakiem.

- Dwa lata temu nie znałeś tu nikogo, królowa prosiła mnie, bym się tobą zajęła. Zaprosiłam cię do swojego mieszkania i do łóżka
z własnej woli. Bo zakochałam się w tobie od pierwszego wejrzenia. Nie odwzajemniałeś mojego uczucia, wiem o tym doskonale. Myślałam jednak, że z czasem się to się zmieni. Ale nie zmieni się, prawda?

- Mam cały czas wątpliwości, czy jednak wszystko dobrze rozumiem. Możesz powiedzieć wprost, o co ci naprawdę chodzi?

- Zapytam najprościej jak umiem, kochasz mnie?

Cailam mógł szczerze powiedzieć, że ją lubi, podziwia, potrzebuje, podoba mu się i że jej pragnie. To byłoby szczere. Wolał najbrzydszą prawdę niż najpiękniejsze kłamstwo, dlatego nie mógł wyznać Haifall miłości. Nie chciał jednak jej zranić, dlatego milczał.

Haifall popatrzyła na niego znacząco.

- W naszym kraju milczenie oznacza przyznanie się do winy – powiedziała zarzucając sobie torbę z rzeczami na ramię – lepiej będzie jak zejdziesz mi z drogi.

- W naszym również – zszedł jej posłusznie z drogi - jeżeli zdecydowałaś, że musimy się rozstać, może przynajmniej zrobimy
to w przyjaźni?

Wyminęła go zgrabnie i nie odpowiedziała na pytanie.

- Możesz mieszkać w tym mieszkaniu jeżeli czujesz taką potrzebę. I lepiej zapytaj królową o jej narzeczonego, bo według planów niedługo się spotkacie. Może narzeczony pokrzyżuje twoje plany.

- Jakie na wszystkich bogów plany?

- Te, które widzę w twoich oczach kiedy na nią patrzysz.
Ona zajmuje twoje myśli i całą uwagę, nie ma to związku z pracą. Zastanów się nad tym.

Kiedy się nad tym zastanowił doszedł do wniosku, że Haifall może mieć trochę racji.

 

*                                             

 

Ian Mantegna, sprawujący obowiązki namiestnika Górnego Miasta w rzeczywistości był Strażnikiem Bramy, co uważał
za niezwykle uwłaczające. Jego rezydencja z dziesiątkami służących mogła konkurować z najwspanialszymi domami wielmożów z Trzech Królestw. Wedle standardów Thetis – taką miał potrzebę.

Miał również ambicję osiągnąć stanowisko Pierwszego
Po Królowej, ostatecznie zadowoliłby się Pierwszym Przy Królowej, jednak Maira ustawicznie i stanowczo odrzucała jego awanse. Pozwoliła mu jedynie pełnić obowiązki namiestnika. Był jej wierny
i oddany, zarządzał w sposób, który zasługiwał wyłącznie na nagrodę. Zrobiłby wszystko, by zostać prawdziwym namiestnikiem, tymczasem królowa przysłała Haifall Rommani wraz z oficjalną nominacją. Wszystko wydawało się stracone, miał dosłownie kilka dni,
aby przenieść się ponownie do Dolnego Miasta, którego nienawidził.

Haifall była młodą, niezwykle piękną kobietą o królewskich manierach. Gdyby faktycznie, jak głosiły plotki, jej ojcem był sam król, to Haifall odziedziczyła cały jego majestat, w przeciwieństwie
do swojej królewskiej siostry. Wiedział doskonale, co łączyło
ją z przybyszem, którego przepuścił przez bramę. Wiedział też,
że piękna brunetka o oliwkowej skórze i wielkich czarnych oczach
nie została namiestniczką i Pierwszą Po Królowej w nagrodę. Informatorzy jednak na ten temat milczeli.

- Prosiłeś o posłuchanie, zatem słucham. Tylko zwięźle proszę, mam dużo pracy – Haifall przeszła dobrą szkołę u swojej siostry
i tak jak ona nie marnowała czasu na zbędne słowa.

- Haifall, droga przyjaciółko – zaczął jowialnie, ale nie był
to dobry początek.

- Dla ciebie jestem Jej Wysokość Erica Rommani. Haifall dla przyjaciół, a my nie jesteśmy przyjaciółmi. Jeszcze nie – dodała szybko nie chcąc palić za sobą mostów, w końcu Mantegna mógł jej się przydać, lepiej było nie mieć go za wroga. Nie uszło to jego uwadze.

- Proszę pokornie o wybaczenie Wasza Wysokość.
Aby nie marnować twojego cennego czasu… chciałbym nadmienić,
że starałem się wykonywać swoje obowiązki sumiennie, by Wasza Wysokość była ze mnie i mojej pracy zadowolona. Mam pokorną nadzieję, że nie rozczarowałem.

Haifall brzydziła się tym typem. Wysoki i postawny, mógłby być przystojny, gdyby nie to, że wyglądał jak spuchnięty. Nalana twarz, ciastowate ciało o białej skórze… wydawał się wręcz obrzydliwy. Przesadnie kolorowe, ekstrawaganckie, sprowadzane w innych królestw ubrania nie dodawały mu uroku. Nie potrafiła ukryć swoich uczuć.

- Twoim obowiązkiem jest pracować sumiennie.

- Ja tylko ośmielam się zaznaczyć, że mogę być użyteczny,
z czego Wasza Wysokość w swojej mądrości na pewno zdaje sobie sprawę.

- Zdaję sobie z tego sprawę, dlatego z tobą rozmawiam,
a nie oglądam twojej przeprowadzki do Dolnego Miasta. Powiem wprost, bo cenię prawdę i bezpośredniość podobnie jak Jej Wysokość Maira: zachowasz swoje dobra i pozwolenie na pobyt. Jeżeli będę potrzebowała rady zapytam o nią.

- Kiedy tylko zechcesz Pani.

- Wezwę cię jak będziesz potrzebny.

- Wasza Wysokość… jeszcze jedno pytanie… wybacz proszę śmiałość… Jesteś samotną kobietą, a ja samotnym mężczyzną…

Umilkł widząc jej spojrzenie.

- Nie było pytania…

- Jeżeli to pytanie, którego nie było usłyszę jeszcze raz, każę cię publicznie oćwiczyć.

- Już mnie nie ma…

Wycofał się tyłem samodzielnie zamykając za sobą drzwi. Haifall zdumiała się jego arogancją. Nie ośmielił by się tak mówić
do Mairy. Ona kazałaby go publicznie oćwiczyć bez zastanowienia. Albo stracić.  Ale Haifall nie była nią.

Nagłówek najpopularniejszego brukowca głosił: „Oni mają romans!” a pod nim zdjęcia Cailama i Mairy w uścisku, który wyglądał na czuły. Haifall wiedziała, że Maira sama podsyca te plotki.

Dostała polecenie, by tym razem na jej życiu skupiła się publiczna uwaga, musiała zatem znaleźć sobie jakiegoś przystojnego kochanka, najlepiej z Dolnego Miasta. Na pewno jednak nie będzie
to Mantegna. I niestety nie Cailam.

 

 

   *                                           

 

- Tak, jestem zaręczona. Od czterech lat. W tym roku książę Caspar skończył 21 lat i wedle prawa Atlantis będzie mógł pojąć mnie za żonę.

Zgodnie z sugestią Haifall Cailam poruszył temat narzeczonego i potencjalnego ślubu, jednak wbrew temu, co sądziła jego była dziewczyna nie kierowały nim żadne romantyczne „plany”, które miał w stosunku do królowej. Spotkał się z Mairą w miejscu,
w którym bywał rzadko prywatnie, ale często służbowo, gdyż królowa chętnie spotykała się ze swoimi oficjalnymi i nieoficjalnymi gośćmi
na widokowych tarasach. Mówiła, że to jedno z niewielu miejsc
w Pałacu, w którym nie ma echa.

- Dlaczego nic o tym nie wiem? Wasze spotkanie, później ślub jest dużym przedsięwzięciem. Chciałbym mieć czas się do niego przygotować, a także poznać dokładne plany i wszystkie zamierzenia związane ze ślubem, nawet menu.

- Wedle planów spotkać się mamy w lecie, a jaką teraz mamy porę roku?

- Zimę.

- To za pół roku. Prześlę wszystkie dane z tym związane, ilość ludzi, rangę gości. Na szczegółowy harmonogram jeszcze trochę
za wcześnie, ale jak chcesz mogę go opracować. Masz rację, najwyższa pora się tym zająć.

- To ułatwiłoby wiele spraw.

- Menu się nie zajmuję, zapytaj mistrza kucharza, dla mnie
nie ma znaczenia co znajdzie się na stole, ale mistrz zawsze staje
na wysokości zadania – zamyśliła się - nie zdawałam sobie sprawy,
że mamy tak mało czasu, podejrzewam, że ślub będzie za kolejny rok, czy tu, czy w Atlantis jeszcze nie wiem, ale wszystkie królowe biorą ślub w Thetis, więc jeżeli Caspar nie będzie miał nic przeciwko, balanga będzie tutaj.

Caspar? Cailamowi nie umknęło, że są ze sobą imieniu. Czyżby ich stosunki były tak zażyłe?

- Kim jest Caspar?

- Najstarszy syn króla Michela, niepodzielnego władcy Atlantis ble ble i tak dalej. Cztery lata temu były oficjalne zaręczyny. On miał 17 lat, ja prawie 23, więc trzeba było trochę poczekać. Przyznaję,
przez 4 lata ów fakt umknął mojej pamięci. Wydawało mi się, że ciągle mam przed sobą kilka lat spokoju.

- To znaczy, że przez 4 lata nie rozmawiałaś ze swoim narzeczonym.

- Ani razu.

- Uważam to za dziwne.

- Cailamie, gdyby był to związek sentymentalny zapewne siedzielibyśmy na łączu w każdej wolnej minucie. Ale jest to małżeństwo czysto biznesowe. Ja potrzebuję jedzenia i wody,
on potrzebuje technologii. Nie mamy nawet zgodności genetycznej, więc nie zajdę z nim w ciążę, nie urodzę następcy tronu. Zapewne
po ślubie on wróci do siebie, ja zostanę tu. Traktaty zostaną podpisane i życie będzie trwało dalej.

- Traktaty można podpisać i bez ślubu.

- Masz rację, ale taki był ich warunek: ręka królowej,
na szczęście nie chcieli połowy królestwa. Tym bardziej, że taki traktat próbowałam wynegocjować z królem Monaris, bo macie lepsze jedzenie, ale nie chciał nawet ze mną rozmawiać.

- Nie interesowała go technologia i osiągnięcia medyczne Thetis? Przecież właśnie tego brakuje najbardziej.

- Mówię ci jak było. Nie miałam wyjścia.

- Rozumiem, szanuję twoją decyzję Wasza Wysokość.

Nie wiedział dlaczego, ale wyszedł z rozmowy z królową rozbity. Faktycznie rozumiał i szanował decyzję królowej, ale trudno mu się było z nią pogodzić.

Poszukał w archiwum i bieżących informacjach wiadomości
o Casparze. Ze zdjęcia patrzył na niego przystojny, atletycznie zbudowany młodzieniec o jasnobrązowych oczach i grzywie ciemnych włosów. Miał mądrą twarz i łagodne spojrzenie. Był pewny,
że królowa spodoba się jemu, a on na pewno spodoba się królowej. Poczuł igiełkę zazdrości.

 

 

 *                                            

 

- Szefie mamy problem.

Cailam usłyszał w komunikatorze znajomy głos Roana.

- Mów.

- Do Jej Wysokości przyjechał mężczyzna. Pojawił się znikąd, nie ma żadnych meldunków o jego przybyciu. Wygląda mocno podejrzanie, ale na pewno nie jest jej obcy, bo królowa wisi mu na szyi. Próbuję go skanować, ale królowa każe mi iść do diabła…

- Już jestem w drodze.

Z platformy widokowej rozciągał się wspaniały widok
na Górne i Dolne Miasto. Niedawno rozmawiał w tym miejscu
z Mairą o jej zaręczynach i księciu Casparze. Teraz królowa przechadzała się pod rękę ze starszym od niej mężczyzną.
Po sposobie z jaki się do siebie odnoszą można było wnioskować dużą zażyłość. Na pewno nie był jej obcy.

Cailam dał znać swoim ludziom, że nie ma powodu
do interwencji, ale postanowił mieć Mairę na oku. Mężczyzna
był sporo wyższy od królowej, o podobnej szczupłej budowie i jasnych włosach związanych w koński ogon. Ich podobieństwo było zauważalne. Zastanawiał się skąd go zna, sylwetka wydawała mu się znajoma. Zagadka rozwiązała się, kiedy mężczyzna odwrócił się,
a ich wzrok się spotkał. Cailam zauważył charakterystyczną bioniczną maskę skrywającą połowę twarzy nieznajomego. W miejscu, w którym powinno być oko świeciła się niebieska dioda. Sztuczną rękę i nogę skrywało luźne ubranie. Cailam natychmiast wydał rozkaz ochrony królowej, a sam powalił nieznajomego na ziemię przyciskając mu broń do głowy.

Mężczyzna zachował niezwykły spokój, rozłożył szeroko ręce i poddał się z uśmiechem.

- Witaj młody człowieku, kopę lat – w odpowiedzi został tylko mocniej przyciśnięty do ziemi – spodziewałem się po tobie entuzjazmu, ale nie aż takiego serdecznego powitania.

- Co się dzieje! – krzyczała królowa usiłując przedrzeć się przez własną straż.

- Wasza Wysokość, to jest Lukas Thorren, poszukiwany
w Monaris za terroryzm, trzy zamachy, w których zginęło siedem tysięcy ludzi!

Królowa powiedziała coś do strażników w obcym języku rozkazującym tonem, puścili ją natychmiast.

- Puść go! – krzyknęła, ale Cailam w odpowiedzi jedynie przewrócił mężczyznę ma brzuch z zamiarem związania jego rąk.
Na ramieniu poczuł dotyk królowej.

- Cailam, odpuść… Lukas Thorren jest moim wujem
i wychowawcą…

Nie miał wyjścia, musiał go puścić, ale zanim to zrobił dodatkowo uderzył nim o ziemię.

- Twój wilk kąsa córko… - powiedział Lucas otrzepując ubranie, jakby na podłodze widokowych tarasów można było znaleźć choć jeden pyłek. Za te słowa Cailam był gotowy znów powalić Lucasa na ziemię. Królowa stanęła jednak przed swoim wychowawcą chroniąc go przed kolejnym atakiem. Cailam zatrzymał się nie chcąc zrobić jej krzywdy.

- Następnym razem królowa cię nie ochroni – obiecał.

- Następnym razem będziesz mnie na kolanach prosił
o wybaczenie – tym jednym zdaniem Lucas przypomniał mu hierarchię i miejsce w szeregu.

- Cailam, odejdź! To rozkaz! – nakazała Maira ciągle stojąc miedzy nimi. Kiedy głos Jej Wysokości ciął niczym nóż nie było sprzeciwu. Strażnicy złapali swojego zwierzchnika pod ramiona wypełniając polecenie królowej, ale wyswobodził się z ich uścisku. Odszedł wściekły.

 

- Czy możesz mi wyjaśnić, co się do kurwy nędzy zdarzyło?! – Maira pytała Lucasa przemierzając przestrzeń sali audiencyjnej
od ściany do ściany bezbłędnie oceniając odległość.

Była zła jak osa.

- A czy ty możesz mi wyjaśnić co oficer obcych sił zbrojnych robi pod twoim dachem? W dodatku banita i morderca? – odpowiedział pytaniem na pytanie.

- Może jest takim samym banitą i mordercą jak ty terrorystą?
A może w przeciwieństwie do ciebie nie ma nic na sumieniu?!
Tak wygląda twój wkład w traktat między Thetis a Monaris? Czy może w jego fiasko!

- Mairo, uspokójmy się oboje – Lucas postanowił uspokoić podopieczną, rozmowa schodziła na niebezpieczne tory, a wiedział doskonale, że jej gniew jest groźny – sytuacja była nieprzyjemna,
ale nie denerwujmy się. Proszę…

- Mam złożyć rączki na wysokości piersi i zrobić trzy głębokie oddechy przez nos muskające czubki palców?

- Dokładnie jak cię uczyłem. Tylko bez złośliwości.
Na pewno wszystko sobie wyjaśnimy.

Usiadła ciężko na kanapie mając głębokie przekonanie,
że tam gdzie mężczyźni tam kłopoty. Zrobiła trzy głębokie oddechy, które faktycznie pozwoliły nieco się uspokoić.

- Mów zatem, nie było cię siedem lat, zapewne masz mi sporo do powiedzenia. Proszę jednak, żebyś przeszedł do sedna,
bez powitalnego pitu pitu.

- Może zaczniemy od twojego wilka?

- Mojego wilka?

- Major Cailam Canuia. Znam go bardzo dobrze, gonił mnie
od Nanthui do Atlantis. Na szczęście dostałem azyl, a on musiał wrócić. Gdyby nie dostał rozkazu powrotu zapewne okopałby się
i czekał kiedy wystawię nos spod kopuły.

- Dostałeś azyl, bo o niego poprosiłam króla Michela.
I drogo za niego zapłaciłam. Ale dopiero teraz dowiedziałam się,
że jesteś terrorystą.

Złość jeszcze jej nie przeszła. Znając Mairę wiedział, że będzie drążyć tak długo, aż dowie się wszystkiego, co chce wiedzieć.

- To on mnie tak nazwał, ale nie ma racji. Przyglądałem mu się klika lat. Ambitny, inteligentny, bystry, lojalny, blisko pary królewskiej. W pełni oddany, wykształcony, doskonale przygotowany do pracy, bardzo skuteczny. Nie bez grzechu, parę wyskoków na koncie, można je uznać za młodzieńcze wybryki. Ile teraz ma lat? 35? 37? Ogólnie czysty jak łza. I nagle ów idealny żołnierz, idealny mąż i ojciec morduje żonę. Proces w sądzie cywilnym, wyrok w wojskowym, samo z siebie niespotykane. Dużo poszlak, niewiarygodni świadkowie świadczący przeciwko niemu, świadkowie, którzy mówią, że strzelał do żony
by obronić dziecko uznani za niewiarygodnych.

- Czytałam akta sprawy te oficjalne i te nieoficjalne, ale mów dalej.

- Co ciekawe nie wezwano go w ogóle na świadka, przesłuchanie było zamknięte.

- To wszystko śmierdzi na odległość. Domyśliłam się, że ktoś go wrobił, chciał się pozbyć.

- To oczywiste, pytanie brzmi dlaczego. Nie jest szpiegiem,
nie przekazano mu żadnego oficjalnego ani tajnego zadania
do wykonania. Po prostu powiedziano: idź do Thetis. Nigdy cię
nie interesowało dlaczego?

- Oczywiście, że interesowało, ale nie udało mi się dotrzeć
do żadnych wyjaśnień.

- Osoby, które wiedziały coś o procesie zostały albo przeniesione w miejsca równie tajemnicze jak ta sprawa,
albo nie żyją. Albo nic nie wiedzą.

- Podejrzewam, że ty coś wiesz.

- Domyślam się, ale do potwierdzenia będę potrzebował jego ścisłej współpracy.

- I obawiasz się, że w zaistniałych okolicznościach dostaniesz figę z makiem.

Rozbrajający, szeroki uśmiech Lucasa był podobny
do uśmiechu królowej.

- Moja droga, każdego zmusisz do mówienia jeżeli jest
to związane z bezpieczeństwem twoim i kraju.

- Jeżeli pytania nie będą dotyczyły bezpieczeństwa tylko jego prywatnych spraw do niczego go nie zmuszę, jedynie poproszę
o odpowiedź.

- To twój pracownik, poddany…

- Nie ojcze, jest mi bliski jak przyjaciel i tak go będę traktować.

- Ale…

- To nie podlega żadnej dyskusji.

Lucas przyjrzał się dokładniej swojej podopiecznej. Kiedy mówiła o Cailamie jej oczy błyszczały. Broniła go zaciekle. Czyżby była zakochana?

- Czy między wami jest coś więcej niż tylko przyjaźń? – zapytał bezpośrednio.

- Absolutnie nie – otrzymał równie bezpośrednią odpowiedź. Wierzył córce, w przeciwieństwie do niego nie umiała wiarygodnie kłamać. Przypomniał sobie, co spotkało jej matkę.

- Nie chciałbym, aby to się skończyło jak…

- Nie skończy się, masz na to królewskie zapewnienie.

Odpowiedziała szybciej niż to było konieczne. Był pewny,
że jej wilk jest czymś więcej niż tylko przyjacielem.

- I w związku z tym mam być o ciebie spokojniejszy?

- Jeżeli on jest przy mnie nie musisz się wcale obawiać
o moje bezpieczeństwo.

Patrzył ze zdumieniem jak jego córka wypowiada te słowa
z niezwykłą pewnością. Przez głowę przelatywały mu różne myśli.

 

 

             *

 

- Cailamie, królowa zaprasza do sali audiencyjnej – zabrzmiał melodyjny, damski głos z głośnika. Cailam zdziwił się. To była Lara, którą wielokrotnie słyszał w prywatnych pokojach królowej, głos protokolantki, elektronicznego systemu protokolarnego.

- Witaj Laro, miło cię słyszeć poza pokojami królowej.

- Królowa dwanaście godzin temu zmieniła twój status
w systemie, jesteś teraz w gronie przyjaciół, dlatego mogę z tobą rozmawiać również poza prywatnymi pokojami.

- Zapewne po dzisiejszych wydarzeniach zniknę z kręgu przyjaciół tak szybko jak się tam dostałem.

- Nic na to nie wskazuje, jednak poziom adrenaliny
w organizmie królowej sugeruje, że jest… - Lara szukała odpowiedniego słowa – wzburzona.

- Przekaż królowej, że jestem w drodze. Laro, czy mogę o coś zapytać?

- Oczywiście Cailamie.

- Kim jest rozmówca królowej?

- To Lord Protektor Lucas Mairas Thorren, brat nieżyjącego ojca Jej Wysokości Carolama Erica Thorrena. 

- Królowa nosi imię po stryju?

- Prawo dziedziczenia Thetis nie przywiązuje wagi
do ojcostwa, dziedziczy się po matce – odpowiedziała wymijająco Lara

- Zatem on jest ojcem Mairy?

- Nie jest to wykluczone, Królowa Gueneviera siódma tego imienia, matka Jej Wysokości była w zażyłym związku
z obecnym Lordem Protektorem.

- Opowiesz mi tę historię w drodze do królowej?

- Wedle życzenia Cailamie. Otóż Gueneviera Zohar
i Carolam Thorren złożyli sobie przysięgę. Król bardzo kochał królową, królowa… wolała jego brata.

- Po co w takim razie wybrała go za męża? Interesy, prestiż?

- Brak danych.

- Mów dalej.

- Jesteś z Monaris Cailamie, prawda?

- Tak.

- Wasze kontakty płciowe są konserwatywne, ograniczone
do związków małżeńskich, niewierność jest piętnowana. Tradycja Thetis jest bardziej liberalna. Istnieje tylko jedno odstępstwo: królowa nie ma prawa mieć kochanków, kontakty płciowe może utrzymywać jedynie z mężem.

- To ciekawe. A gdyby jednak zdarzyło się inaczej?

- Czeka ją kara.

- Jaka kara?

- Obicie kijami, połamanie wszystkich kości i obdarcie
ze skóry.

- Żartujesz?

- Nie umiem żartować.

- To barbarzyństwo.

- To tradycja. W naszej historii trzy razy wydano taki wyrok, czwarty padł na Guenevierę, która przyznała się do intymnych zbliżeń z kochankiem, jednak nie wskazała jego nazwiska. Carolam Thorren zabił żonę wbijając jej sztylet w brzuch godzinę po narodzinach
Jej Wysokości Mairy. Niektórzy mówili, że zrobił to z zemsty, niektórzy, że z litości, bo chciał żonie oszczędzić cierpień. Sposób
w jaki ją zamordował skłania jednak ku zemście. Chciał też zabić swojego brata, jego obrażenia pochodzą właśnie z tej walki.

- A co się stało z królem?

- Został osądzony i stracony za morderstwo. Jako ciekawostkę mogę dodać, że jego biologiczną córką jest Erica, znana jako Haifall Rommani.

- Trochę to skomplikowane, ale rozumiem. Dziękuję Laro – powiedział wchodząc do sali audiencyjnej – na pewno skorzystam jeszcze z twojej uprzejmości.

- Do usług Cailamie.

 

 

 *                                           

 

Duża sala audiencyjna wydawała się za mała dla trzech osób. Trzy silne osobowości, które w niej przybywały wyraźnie zaznaczały swoją obecność. Cailam nawet nie starał się ukryć swojej niechęci
do Lucasa. Usiadł jak najdalej od niego.

- Panowie macie jedyną i niepowtarzalną szansę zapomnieć
o dawnych urazach – powiedziała królowa.

Cisza jaka zapadła po słowach Mairy dowiodła, że panowie mają małą ochotę skorzystać z tej jedynej i niepowtarzalnej szansy. Królowa spróbowała ponownie.

- Cailam, zaznaczam i przypominam, że dziś, ty i Lucas jesteście po tej samej stronie. To, co was w przeszłości dzieliło dziś was łączy. Obaj pracujecie dla mnie. I obaj jesteście mi bliscy… dlatego również czysto prywatnie proszę, by nie było między wami nieporozumień.

Była zmęczona, pod oczami miała głębokie cienie. Cailam zastanawiał się kiedy ostatni raz spała i kiedy ostatni raz jadła. Pomyślał, że mógłby dla niej spróbować zakopać topór wojenny,
choć na jakiś czas. W końcu nie miał żadnego interesu w tym, by teraz walczyć z Lucasem.

- Wasza Wysokość, czy mogę coś powiedzieć? – chciał pokazać jak sprawa wygląda z jego strony, dlaczego jego niechęci
do Lucasa nie można nazwać bezpodstawną.

- Oczywiście, daj spokój z protokołem, mów.

- Mężczyzna, który siedzi obok jest poszukiwany listem gończym za terroryzm. Ścigałem go, ale okoliczności nie pozwoliły mi dokończyć misji. Schronił się w Atlantis, do którego nie miałem wejścia. Sabotował nanolekarstwa, które miały pomóc mieszkańcom Monaris w wielu chorobach, w tym Cichej Śmierci i przeprogramował je tak, że zamiast leczyć, zabijały. Zginęło tysiące ludzi, w tym mój ojciec. Dowody jego winy były niepodważalne, a moje rozkazy jednoznaczne, miałem go schwytać i dostarczyć żywego
lub martwego. Nie wiedziałem, że jest osobą aż tak bliską Waszej Wysokości. Za moje zachowanie przepraszam i proszę o wybaczenie. Choć działałem w dobrej wierze, nie jest to wytłumaczeniem
dla wrogości i agresji.

- Powiedziałam ci kiedyś, że czasami jesteś strasznym sztywniakiem? Chyba tak – ton głosu świadczył o tym, że przyjęła jego słowa z ulgą - czy wysłuchasz tego, co Lucas ma do powiedzenia?

- Jeżeli taka jest twoja wola…

- Nie, taka nie ma być moja wola, tylko twoja dobra wola,
do niczego nie zmuszam. Możesz wyjść i więcej go nie zobaczyć.

- Zostanę i wysłucham – zgodził się, bo wiedział że królowej na tym bardzo zależy.

- Lucas… twoja kolej – machnęła ręką w stronę ojca.

- Zostałem wysłany do Monaris w celu podpisania umowy handlowej – rozpoczął opowieść - my dalibyśmy lekarstwa,
wy żywność. Na miejscu pokonywałem wiele przeszkód, by do takiej umowy w ogóle doszło. I doszło. Grożono mi śmiercią w zawoalowany sposób i wprost. Po przetestowaniu lekarstw na wielu chorych zdecydowano się je wdrożyć na szerszą skalę. Były bezpieczne. Powiedz czy były bezpieczne? Przecież przy tym byłeś.

- Początkowe testy faktycznie wypadły bardzo pozytywnie.

- Po podpisaniu umowy również próbowano mnie zabić
by ją unieważnić, w związku z tym przydzielono mi ochronę. Ciebie. Kilkanaście razy uratowałeś mi życie.

- A później co najmniej kilkanaście razy tego żałowałem – Cailam nie mógł się pohamować od wygłoszenia komentarza.

- Czy będąc tak pilnie strzeżony miałem jakąkolwiek możliwość na przeprogramowanie ich, czy miałem do nich jakikolwiek dostęp?

- Nie pod moją opieką. Później złożyłem rezygnację. Co wtedy robiłeś, nie wiem.

- Dlaczego zrezygnowałeś? – zapytała królowa.

- Powód był osobisty, moja żona nie chciała, bym pracował
w takich niebezpiecznych warunkach. Miałem więcej czasu spędzać
w domu z nią i dziećmi.

- W czasie, w którym opiekował się mną twój następca byłem dokładnie w tym samym zamknięciu. Tymczasem ktoś sabotował laboratorium i najwyraźniej zadbał o to, by cię wtedy przy mnie
nie było.

Cailam przyznał rację, nie istniała możliwość by ktokolwiek wyszedł z tego, tak dobrze strzeżonego miejsca.

- A jednak nagrania z kamer potwierdziły, że uciekłeś
i udałeś się  do laboratorium. Potwierdziły, że korzystałeś z komputera
i przeprogramowałeś lekarstwa.

- Ochrona była na miejscu i niczego nie widziała?

- Tak właśnie było. Jednak mogli zostać poddani działaniu jakiegoś narkotyku.

- Ale tak nie było.

- Nie znaleziono na to dowodów. Potraktowano ich jako współpracujących.

- Nigdzie się stamtąd nie ruszałem. Nie wychodziłem.
Po kilku dniach weszli do mieszkania uzbrojeni żołnierze i chcieli mnie aresztować, ale im uciekłem. Później wysłano za mną ciebie. Dlaczego nie uciekłem po sabotażu? Dlaczego czekałem aż lekarstwa zabiją ludzi?

- Nie wiem.

- Bo tego nie zrobiłem.

- A ja mu wierzę – powiedziała królowa – ufam w to,
co mówi i temu, co zrobił.

- Bez urazy, ale czy w związku z tym ja też mam mu zaufać? Moje doświadczenia we współpracy z tym człowiekiem są zgoła inne.

- Królowa wierzy w moją prawdomówność, bo kazała
mi poddać się przesłuchaniu wykluczającemu kłamstwo. I nie zrobiła tego bo mi nie ufa, tylko by udowodnić tobie, że mówię prawdę.

Maira spuściła głowę. Sytuacja na pewno dobrze nie wpłynęła na jej kontakty z ojcem, a jednak zaryzykowała. Dla Cailama.

- Wasza Wysokość, Lordzie Protektorze… proszę przyjąć moje przeprosiny.

- Mówiłem, że będziesz przepraszał, najlepiej na kolanach… - Lucas pozwolił sobie na jedno zdanie za dużo.

- Dość!

Maira powiedziała tylko jedno słowo, ale wyraz twarzy
i niewidzące spojrzenie utkwione dokładnie w oczach Lucasa powiedziały całą resztę. Cailam nie chciał dopuścić by rozpoczęła się tu mała wojna domowa. Musiał choć spróbować rozładować napięcie.

- Jeden z wielkich pisarzy starożytności powiedział: „Lepiej milczeć i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości”[1].

Jej oczy złagodniały. Chciała jeszcze przez chwilę zachować powagę, ale sens i celność tego, co powiedział Cailam rozbawiło ją.

- Piękne słowa mój Pierwszy, zapamiętam je.

Lucas patrzył na nich z podziwem. Po prawdzie wywołał ową scysję z rozmysłem. Ona broniła go jak lwica, on odpuścił zemstę
dla niej, by czuła się spokojna. Pamiętał Cailama takim, o jakim
nie opowiedział królowej: aroganckim, sarkastycznym, mającym innych ludzi za nic, przeświadczonym o własnej nieomylności. Zginał kark tylko przed najwyższym szczeblem władzy. A ona? Arogancka, sarkastyczna, mająca innych ludzi za nic, przeświadczona o własnej nieomylności, nie zginająca karku przed nikim, w końcu tak właśnie
ją wychował. Czyżby pasowali do siebie jak ręka do rękawiczki?

- Lucas – zwróciła się łagodnie do wychowawcy – jeżeli spotkasz się jeszcze kiedyś z Cailamem, zignoruję wszelkie meldunki
o tym, że dał ci w zęby. Czy mógłbyś przestać prowokować?

- Postaram się.

- Dziękuję za dobre chęci. Ale to nie wszystko. Teraz przejdźmy do meritum sprawy.

To nie wszystko? Cailam zdziwił się. Wydawało mu się,
że spotkanie będzie dotyczyło wyłącznie załagodzenia konfliktu między nim a Lucasem.

- Być może uda się nam odkryć kto stoi za działaniami,
o które został oskarżony Lucas, a jednocześnie odkryć dlaczego skazano cię na banicję i być może co tak naprawdę stało się
z twoją żoną. Te sprawy wydają się być ze sobą powiązane.

Lucas z dumą patrzył na królową. Nie mając pewności
czy Cailam będzie chciał współpracować zarzuciła wędkę
z marchewką proponując mu rozwiązanie zagadki, na której na pewno bardzo mu zależało. Nie sądził, żeby Cailam odmówił.

- Przez ostatnie dni badaliśmy zarówno twoją sprawę
jak i sprawę Lucasa. Potrzebujemy od ciebie kilku odpowiedzi.

- Jeżeli mogę w jakikolwiek sposób pomóc, proszę pytać.

Królowa z ulgą skinęła głową i uśmiechnęła się
z wdzięcznością. Usiadła koło niego i złapała go za rękę. Ten gest zdziwił obu mężczyzn, ale żaden nie skomentował zachowania królowej.

Lucas wyświetlił zdjęcia dziesięciorga dzieci w różnym wieku nie czekając aż Cailam zmieni zdanie.

– Czy wśród tych dzieci rozpoznajesz swoje?

- Co to ma do rzeczy? – już na pierwszy rzut oka rozpoznał boleśnie znajome buzie dwójki swoich dzieci Solema i Milli. Zrozumiał też, dlaczego Maira wzięła go za rękę. Wiedziała, że oglądanie tych zdjęć nie przywoła miłych wspomnień.

- Zaraz wyjaśnię. Zacznij jednak od wskazania swoich dzieci – Lucas tłumaczył łagodnie.

Cailam wziął głęboki oddech.

- To jest mój syn, a to córka – wskazał bez wahania.

Pokazały się inne zdjęcia, kobiet w różnym wieku.

- A potrafisz wśród tych kobiet wskazać swoją żonę?

Patrzył się w niebieskie, uśmiechnięte oczy Zairy.

- Oto ona, spędziliśmy ze sobą kilka lat.

Lucas wypuścił z płuc powietrze jakby długo wstrzymywał oddech. Pokazał też inne zdjęcia tej samej kobiety w strojach
i fryzurach i towarzystwie osób, których Cailam nigdy nie widział. Widział na wyświetlanym filmie jak się porusza, rozpoznawał jej styl mówienia, głos i śmiech.

- Czy na tych obrazach również widzisz swoją żonę? – dopytywał się Lucas.

- Nie mam żadnych wątpliwości.

Zapadła cisza.

- Czy mogę się teraz dowiedzieć po co to wszystko?

- Twoja pomoc jest cenna, ale przynosi więcej dalszych pytań niż wyjaśnień – Maira była tajemnicza, a Lucas nie chciał zajmować przed nią głosu. Postanowiła jednak niczego nie ukrywać przed swoim Pierwszym, choć prawda będzie dla niego trudna.

- Cailamie. Osoba, którą nazywasz żoną to regentka Sairia, która sprawiała nam od zawsze wiele kłopotów. Zależy, a właściwie zależało jej na przejęciu tronu Thetis. Kilkakrotnie próbowała mnie zabić, raz prawie jej się udało. Od kilku lat nie mamy o niej żadnych wieści lub informacji. Zapadła się pod ziemię.

Słuchała jak te informacje wpłyną na Cailama. Jego oddech nie zmienił się, jedynie coraz mocniej ściskał jej rękę.

- Nic dziwnego - powiedział po chwili - przecież strzeliłem jej prosto w czoło. Wiecie o tym doskonale.

- To dla nas dobra wiadomość, bez wątpienia, nie umniejszając twojej tragedii. Jej partnerem był lord Martiss, którego też chciałbym ci przedstawić.

Na obrazie pokazał się bardzo szczupły, łysy mężczyzna
o orlim nosie i przenikliwym spojrzeniu.

- Takiej twarzy bym nie zapomniał. Nigdy go nie widziałem.

- Nie wiemy gdzie przebywa, ale chciałbym, żebyś jeszcze coś zobaczył.

Pokazał się obraz lorda w towarzystwie dwojga znajomych dzieci.

- To Lord Martiss ze swoimi biologicznymi dziećmi, Sollemusem i Emillianą. Ich matką jest Sairia.

Cailam zamknął oczy.

- To znaczy, że nigdy nie miałem żony, ani dzieci… moja rodzina… wszystko było farsą, która miała mnie tu sprowadzić?
Nie spodziewałem się tego. Myślałem, że…

Maira dała Lucasowi dyskretny znak, by opuścił salę audiencyjną. Wyszedł bez słowa.

Długo siedzieli w milczeniu trzymając się za ręce.
Maira wiedziała, że w tej sytuacji słowa będą zbędne. Cailam oglądał raz po raz obrazy i filmy, które pojawiały się na ekranie. Miała wrażenie, że i tak jej nie zauważa.

- Zostawię cię samego. Myślę że potrzebujesz trochę prywatności. Trochę czasu dla siebie. Może potrzebujesz kilku wolnych dni?

- Nie - zaprzeczył szybko i przytrzymał jej dłoń nie pozwalając by odeszła – jeżeli chcesz tu być, zostań. Nie potrzebuję wolnego.

Przysunęła się bliżej i położyła mu głowę na ramieniu.

- Co miałem zrobić dla ukochanej żony, zabić ciebie? – zapytał po chwili.

- Zapewne tak było, ale coś najwyraźniej poszło nie tak. Spróbuję się dowiedzieć co.

- I tak bym nie zrobił ci krzywdy.

- Wiem…

 

*

 

                                         

Haifall szybko poczuła się jak u siebie. Zapoznała się
z ludźmi, zdobyła ich sympatię. Cailam oddelegował do jej ochrony swojego najlepszego człowieka, Roana. Szybko się zaprzyjaźnili,
nie czuła się już samotna. Widziała jak Roan wodzi za nią maślanym wzrokiem, cieszyło ją to i nawet bawiło, ale nie chciała mu dawać fałszywych nadziei. Miała już 27 lat, dawno powinna wyjść za mąż,
za silnego mężczyznę, który będzie dla niej wsparciem. Dostawała mnóstwo propozycji matrymonialnych z wszystkich królestw, wszystkie odrzucała.

Od czasu jak odeszła od Cailama nie odezwał się do niej
ani razu. Czasami widywała go podczas służby. Z królową rozmawiała często, ale nigdy na jego temat. Wyszkoleni przez niego ludzie służyli Haifall doskonale.

- Wasza Wysokość, Lucas Thorren prosi o przyjęcie – zabrzmiał kobiecy, łagodny głos. Program protokolarny noszący imię Eva zaanonsował gościa. Podeszła do drzwi osobiście i uściskała Lucasa serdecznie.

- Moja bratanica, namiestniczką Górnego Miasta i Pierwszą
Po Królowej… no… no…  - obrócił Haifall dookoła i oglądał z każdej strony. Pisnęła z uciechy jak mała dziewczynka. Odziedziczyła urodę po matce, wyniosłą postawę po ojcu.

Lucas rozejrzał się po jej pokojach.

- Mieszkasz bardziej królewsko niż sama królowa – powiedział kiwając z uznaniem głową.

- To zasługa mojego poprzednika, na razie nic nie zmieniałam, przyznam, nie mam na to czasu.

- I nic nie zmieniaj, Mantegna wprawdzie ubiera się fatalnie, ale gniazdko uwił sobie gustowne.

Haifall zaprosiła wuja na posiłek. Rozmawiali o wszystkim
i o niczym. Zastanawiała się kiedy wyjawi prawdziwy powód swojej wizyty, bo przecież nie było nim podziwianie drewnianych mebli.

- Słyszałam, że przyjechałeś do domu. Zostajesz na stałe,
czy wyruszasz dalej w kolejnej tajnej misji zleconej przez naszą królową?

- Niedługo wyjeżdżam, jestem już za stary na dworskie przygody. Lepiej się czuję w drodze.

- A może teraz postarasz się o gromadkę zielonookich dzieciątek wuju?

- Zaraz po tobie moja piękna – zażartował, ale widać trafił
na czuły punkt. Nie była zadowolona  tego, co powiedział.

- Czy Jej Wysokości Mairze również wytykałeś bezdzietność?

- Oczywiście, że tak. Codziennie, dzień po dniu. Aż mnie wyrzuciła – powiedział z uśmiechem, łagodząc sytuację – nie jestem
tu po to, by cokolwiek wytykać, tylko po to, żeby cię uściskać
i powiedzieć jak bardzo jestem dumny.

- Ile masz jeszcze czasu na rozmowę?

- Dosłownie trzy minuty.

- Potrzebowałabym twoich rad, rozmowy, wsparcia…
nie mógłbyś zostać dłużej?

- Pięć minut?

Zaśmiali się oboje. Doskonale wiedzieli, że nie mają dużo wolnego czasu. Obracanie wszystkiego w żart, Lucas opanował
tę sztukę do perfekcji.

- Erico, masz na plecach ciężkie brzemię, ale dasz sobie doskonale z wszystkim radę. Kto zna cię lepiej od starego wuja Lucasa, prawda?

- Na pewne kłopoty nie ma rozwiązania, bo one rodzą następne kłopoty. Ale masz rację, wszystko będzie dobrze. Twoje wsparcie jest dla mnie niezwykle cenne.

- Przez najbliższy czas będę w zasięgu, nawet jak nie będzie mnie w Thetis. Możesz się ze mną kontaktować o każdej porze dnia
i nocy. I jeszcze jedno… mała prośba.

Więc jednak. Domyślała się, że nie chce jej zobaczyć, gdyż stosunki między nimi zawsze były dość napięte i nie darzyli się zbytnią sympatią. Cel wizyty zostawił na koniec.

- Nie stawaj między nimi i nie utrudniaj.

- Słucham? – zapytała Haifall choć doskonale rozumiała
o co Lucasowi chodziło. Po plecach przebiegł jej zimny dreszcz.

- Dobrze wiesz o co mi chodzi.

- Z tego co mi wiadomo Jej Wysokość ma inne plany,
jest zaręczona, a za jakiś czas bierze ślub…

- Nie mówię, żeby Cailam był jej mężem.

- Czy nie zdajesz sobie sprawy z tego, co grozi królowej
za wzięcie kochanka? Nie przerabiałeś tego Guenevierą?

- Obiecuję, że nikt się nie dowie.

Haifall była zdumiona. Wyraz zniekształconej twarzy Lucasa zaczął ją przerażać. Nie wiedziała co sądzić o jego słowach. Tym razem nie wiedziała o co mu chodzi, ani do czego dąży. Czyżby chciał zaszkodzić swojej własnej córce?

- Muszę iść. Nie zapominaj, że jestem z ciebie dumny
i pomogę ci w każdej sytuacji.

Pocałowała Lucasa mechanicznie w zdrowy policzek
i pożegnała.

Po jego wyjściu natychmiast skontaktowała się z królową,
nie chciała, by ojciec dał jej zafałszowany obraz ich rozmowy.
O ile oczywiście cokolwiek o niej wspomni.

- Mairo czy masz czas? Coś się wydarzyło…

- Mów siostrzyczko.

- Odwiedził mnie Lucas, nasza rozmowa była co najmniej dziwna. Mówił między innymi o tym, że chciałby, aby Cailam został twoim kochankiem…

Królowa zaczęła się śmiać, Haifall dawno nie słyszała
by śmiała się tak serdecznie.

- Nie przejmuj się jego gadaniem. Lucas zakochał się
w Cailamie kiedy ten obił mu zdrową połowę twarzy i omal nie odstrzelił grzywki. Przegonił Lucasa od Monaris do Atlantis sprawiając, że nie mógł spać ze strachu. Zrobił na nim wrażenie, bo nikomu przedtem się to nie udało – powiedziała kiedy zdołała wykrztusić
z siebie kilka słów. Haifall jednak nie była pewna, czy chodziło właśnie o zrobienie wrażenia.

- Mairo posłuchaj, to nie tak. On nie żartował. Wyczułam coś innego, zimnego. Proszę cię uważaj, nie było go długo, po prostu bądź ostrożna. Możesz mi to obiecać? Przestraszył mnie…

- Siostrzyczko, masz moje słowo, będę ostrożna. Ze względu na twoją prośbę obiecuję. Powiem to, co mówiłam kiedyś. Cailam jest mi bliski, ale jak przyjaciel. Gdybym go nawet chciała wziąć do łóżka nie zrobiłabym tego ze względu na ciebie – dodała już zupełnie poważnie – wrócimy do tego później. Lucasowi powiem, by nie robił sobie więcej takich żartów.

Skończyła połączenie nie czekając na odpowiedź.

Rozmowa z Lucasem pozostawiła po sobie niesmak. Haifall pierwszy raz ucieszyła się, że nie ma z byłym kochankiem
nic wspólnego. Od kiedy się pojawił zostawiał za sobą tylko smutek,
żal i ból, a ona nie mogła odnaleźć spokoju. Czas z tym skończyć.

- Jak widzisz, droga namiestniczko, Jej Wysokość nie traktuje cię poważnie - dźwięczny głos wyrwał Haifall z zamyślenia – twoja matka Claira Rommani nie byłaby zachwycona.

Haifall przez chwilę myślała, że jej program protokolarny popsuł się, albo ktoś jej robi głupi żart. Haifall szeroko otworzyła oczy ze zdumienia. Na środku pokoju stała piękna kobieta około czterdziestki o czarnych długich włosach i intensywnie niebieskich oczach, ubrana w najmodniejszą, ciemnoniebieską długą suknię. Niewysoka o wydatnych kobiecych kształtach i efektownej urodzie była Haifall bardzo dobrze znana.

- Regentka Sairia… - powiedziała cicho bardziej stwierdzając fakt niż pytając. Mimo doskonałej projekcji od razu zorientowała się, że ma przed sobą hologram.

- Nie pytaj gdzie jestem, bo oczywiście nie powiem,
nie wszczynaj alarmu, bo to nic nie da. Wysłuchaj mnie tylko.

Z każdym krokiem była bliżej. Haifall instynktownie odsuwała się, choć wiedziała, że to tylko obraz, a nie prawdziwa osoba. Rodzona siostra Gueneviery została po jej śmierci wybrana na królową regentkę do czasu aż Maira osiągnie 15 lat czyli wiek, kiedy według prawa mogła objąć władzę. Regentka Sairia była od dwunastu lat poszukiwana listem gończym we wszystkich znanych światach, bo jak tylko siostrzenica skończyła 15 lat usiłowała ją zabić twierdząc,
że ma większe prawa do tronu niż dziecko, któremu przyjściu na świat towarzyszyło tyle skandali i tyle śmierci, w dodatku ułomne dziecko.

- Dzięki działaniom tej, którą nazywasz siostrą, nasze królestwo chyli się ku upadkowi. Mamy coraz mniej żywności, coraz mniej wody, coraz mniej szczelne bramy. Chce sprzedać naszą technologię i zdobycze medycyny. Chce otworzyć granice dla banitów i przestępców z Trzech Królestw. Dziwię się, że przez prawie 12 lat
jej tak zwanych rządów jeszcze do tego nie doszło.

- Może była zbyt zajęta ochroną przed zamachami na swoje życie? – Haifall nie chciała słuchać przemowy holograficznego wizerunku. Szukała w komputerze informacji o źródle przekazu. Ciągle pojawiało się hasło „brak dostępu”.

- Maira, to ślepe dziewczątko oszukuje cię tak, jak oszukuje wszystkich innych. Nie widzisz? Chce sprawiać wrażenie, że panuje
nad czymkolwiek, podczas gdy nie panuje nad niczym. Nawet nie umie mnie złapać. Zabrała dwóch mężczyzn, których kochałaś,
a ty wierzysz, że tego nie zrobiła. Teraz zaprzecza, że nie ma romansu z monariańskim ochroniarzem i chyba tylko ty w to wierzysz. Zajrzyj
do swojego komputera.

Na ekranie wyświetliły się obrazy Mairy i Cailama w różnych pozycjach mających świadczyć o ich zażyłości. Cailam niosący Mairę, przytuleni, objęci, trzymający się za ręce i oczywiście scena
ich słynnego pocałunku z początku znajomości. To bolało, bardziej
niż by chciała.

- Skąd masz te wszystkie obrazy… - nie mogła się powtrzymać przed zadaniem pytania, bo większość z nich pochodziło ze stref chronionych, nie objętych nadzorem kamer.

- Ja jestem królową, więc nie pytaj skąd coś mam, bo wszystko należy do mnie. Wiem też, że ów Monariańczyk należy do ciebie,
bo go sobie wybrałaś na męża lub na zabawkę. Jeżeli uznasz mnie
za królową, pozostaniesz na stanowisku Pierwszej i dostaniesz
go tylko dla siebie.

Haifall podeszła do hologramu tak blisko aż na twarzy poczuła szczypanie elektrycznego pola.

- Idź do piekła. Zamknij za sobą drzwi i nie wracaj – powiedziała ze złością.

- Jeszcze o mnie usłyszysz Haifall. Nie raz i nie dwa. Pamiętaj jednak, że moja propozycja jest jednorazowa. Niedługo zgłoszę się
po odpowiedź.

Hologram zniknął. Haifall stała na środku pokoju tłumiąc gniew. Na ekranie komputera pojawiało się coraz więcej obrazów.
Z ostatniego patrzył na nią Cailam w sposób, w jaki zawsze chciała, żeby to zrobił, z czułością i miłością. Domyśliła się też, że zdjęcie zostało zrobione w momencie, kiedy patrzył na królową. Poczuła rozdzierającą zazdrość i tęsknotę.

Nie powiedziała nikomu o wizycie Regentki.

Na dziś dość już miała wizyt.

 

*

 

Cailam nazwał ten dzień Dniem Wolności, bowiem Maira ogłosiła, że nie zajmuje się sprawami wagi państwowej. Postanowiła spędzić czas w towarzystwie Lucasa, który szykował się do wyjazdu. Lucas twierdził, że podobno kilka tysięcy kilometrów na wschód leżą jeszcze dwa królestwa, które ukrywają swoją obecność przed innymi. Chciał to sprawdzić.

Zaprosił Cailama by towarzyszył im w przechadzce. Starał się, by ich kontakty były jak najczęstsze i możliwie jak najlepsze. Panowało między nimi pełne zawieszenie broni.

- Wygląda na to, że zostaniesz w Thetis na dłużej – zagadnął młodszego mężczyznę.

- Jeżeli na skutek niełaski Jej Wysokości nie znajdę się nagle poza Bramą, raczej nie planuję przeprowadzki.

- Zatem musisz dbać, by ciągle pozostawać w mojej łasce – wtrąciła królowa.

- Bez przerwy nad tym pracuję – odpowiedział z uśmiechem kłaniając się.

Doszli do miejsca, w którym zwykle ćwiczono walkę
i kondycję fizyczną. Dziś było tu pusto i cicho.

- Zbrojownia? – zdziwiła się Maira – nie byłam tu wiele lat – powiedziała niemal z czułością przesuwając palce po manekinach
do ćwiczeń, drewnianych pałkach i tępych mieczach.

- Po co Wasza Wysokość przychodziła w takie miejsce? Ćwiczyć kondycję? - Cailam nie mógł sobie wyobrazić królowej
w zbrojowni.

- Na pewno nie po to, by poczuć zapach testosteronu – powiedziała wzbudzając uśmiech swojego ojca – mój ukochany tato uczył mnie samoobrony i walki pałką – powiedziała dźgając ojca pałką w brzuch.

- Samoobrony? Przecież królowa powinna mieć ludzi, którzy jej bronią.

- Masz konserwatywne podejście, a Maira jest wizjonerką – Lucas śmiał się przywołując wspomnienia -  wycisnęła ze mnie wiele litrów potu. Te walki były… niekonwencjonalne.

- Lucasie masz zdecydowanie za dobry nastrój, może zmierzysz się z Cailamem. Na przykład na takie oto pałki – wręczyła mu dwa tępo zakończone kije. Nie wyglądał na zadowolonego.

- Uważasz, że mam z nim jakąkolwiek szansę?

- Nie masz, ale chciałbym, żeby cię obił za rozmowę
z Haifall.

Wyczuła moment zawahania. Zamiast odpowiedzi Lucas błyskawicznie sięgnął po drewnianą pałkę i zaatakował młodszego mężczyznę bez ostrzeżenia. Cailam nie dał się zaskoczyć, lata treningu sprawiły, że reagował instynktownie. Wyciągnął broń z dłoni Mairy, zasłonił ją i kilkoma ciosami powalił Lucasa na ziemię.

- Sądząc po odgłosie stara gwardia leży – Maira wyglądała
na bardzo zadowoloną.

- W istocie. Czy mogę się czuć wystarczająco ukarany
za rozmowę z Haifall?

- To na początek. Cailam, czy jesteś w stanie nauczyć mnie
jak spuścić łomot ojcu kiedy pcha nos w nie swoje sprawy?

- Na pewno jest to możliwe, ale czy konieczne?

- Myślę, że jeszcze nie raz się przyda. Mój tatko ciągle traktuje mnie jak małą dziewczynkę.

Cailam popatrzył na Lucasa szukając sprzeciwu, ale ten skinął głową z przyzwoleniem. Nie wiedział czego dotyczyła „rozmowa
z Haifall”, która była odczytana jako „wtykanie nosa w nie swoje sprawy” i nie pytał, bo nie chciał wiedzieć.

Lucas usiadł po turecku na ziemi szykując się na dobre przedstawienie.

- Uczyłaś się już walczyć? Wręcz? Używałaś miecza? – Cailam pytał królową.

- Można tak powiedzieć. Wiem, gdzie kopnąć, żeby bolało – odpowiedziała starając się kopnąć swojego nauczyciela w nogę świetnie się przy tym bawiąc. Mie udało jej się trafić, ani wciągnąć
go do zabawy.

- Zapomnij o tym Wasza Wysokość i proszę… o powagę – Cailam jak zwykle do każdego zadania podchodził poważnie. Rozpoczął lekcję.

- Nie widzisz, więc musisz polegać na innych zmysłach.
Na szczęście nie musisz się tego uczyć, bo jest to dla ciebie zupełnie naturalne. Słyszysz mnie jak mówię, słyszysz jak się poruszam…

- Słyszę jak oddychasz, jak twoje ubranie szeleści, czasami słyszę jak bije ci serce.

- Jeżeli ktoś będzie chciał cię zaatakować, najprawdopodobniej najpierw weźmie głęboki oddech, dzięki temu zyskasz trochę czasu.

Wziął jej dłoń i położył sobie na barku.

- Inaczej zabrzmi cios wyprowadzany do przodu, inaczej zamach z boku lub z dołu.

Czuła jak jego mięśnie poruszają się pod jej dłonią
i faktycznie wychwyciła różnicę między brzmieniem i energią różnych ciosów.

- Tym samym łatwiej zrobisz unik lub zablokujesz. Jeżeli ktoś będzie trzymał nóż, miecz lub pałkę będzie jeszcze łatwiej, bo bardziej hałasują.

- Skąd to wiesz, byłeś kiedyś ślepy? – zainteresowała się – skąd wiesz jak brzmi nóż?

- Nigdy nie byłem ślepy, ale uczono mnie walczyć
w całkowitych ciemnościach. Tobie będzie łatwiej, masz o wiele lepszy słuch ode mnie. A teraz skoncentruj się, spróbuję cię zaatakować,
zrób unik.

Zareagowała bezbłędnie.

- To działa – ucieszyła się, kiedy zablokowała markowane uderzenie.

- W tej chwili słuchasz jednej ręki, aby lepiej sobie radzić musisz słuchać ruchu całego ciała, ale to nie jest zadanie na jedną godzinę. Skup się na tym, by zaatakować miejsce, w którym na pewno nie ma obrony. Ja cię uderzę, ty sparuj cios i zaatakuj mnie. Najpierw powoli.

Wyprowadził uderzenie z przodu, odsunęła jego ramię na bok i wbiła mu dwa palce pod obojczyk. Tego zapewne nauczył ją Lucas. Lekcja wciągnęła ich oboje. Królowa okazała się bardzo pojętną uczennicą.

- A jeżeli ktoś we mnie celuje z broni palnej lub kuszy?

- To masz przerąbane, im szybciej znikniesz z linii strzału tym lepiej.

- A gdybym chciała po prostu zdzielić kogoś kijem, bez żadnej techniki?

- Celuj w zewnętrzną stronę uda, nad kolanem. Atak
na nogi jest zawsze najmniej spodziewany. Albo w splot słoneczny.
W głowę ciężko trafić.

Zamachnęła się chcąc uderzyć swojego nauczyciela w nogę, ale bez problemu odskoczył. Królowa machała kijem robiąc sobie niezłą zabawę. Po chwili bawili się jak dzieciaki okładając się kijami treningowymi. W pełnym momencie zamachnęła się zbyt mocno
i straciła równowagę. Cailam wiedząc, że nie zdąży jej złapać przeturlał się po ziemi, by spadła prosto na niego jak na materac.
Ich twarze znalazły się bardzo blisko siebie. Musnęła ustami jego policzek. Nie zareagował na tą niespodziewaną pieszczotę.

- Oprzyj się na rękach o ziemię, później kolana, inaczej stracisz równowagę.

Jak na osobę widzącą doskonale wiedział jak czuje się osoba niewidoma.

- Jestem pod wrażeniem – Lucas podszedł do nich klaskając – nie uważasz Cailamie, że marnujesz swoje umiejętności pilnując
by ta uparta dama nie podrapała sobie noska?

W odpowiedzi Maira uderzyła ojca pałką nad kolanem dokładnie tak, aby najbardziej bolało.

 

 

   *                                          

 

- Chyba ci ulżyło, że Lucas wyjechał.

- I tak i nie. Tak, bo nie darzę go zbytnią sympatią, i nie,
bo wiem, że tobie będzie go brakowało.

Siedzieli na Wieży Straceń, na najwyższym poziomie pozwalając by wiatr rozwiewał im włosy. Choć było to ulubione miejsce Mairy, z czasem Cailam polubił je również. Przychodził
tu często, czasami udawało im się spędzić na Wieży kilka chwil razem.

- Idealna, dyplomatyczna odpowiedź.

- Nie dyplomatyczna tylko szczera. Nie lubię go, ale cenię. Rozumiem jaką pracę wykonuje dla ciebie.

W komunikatorze królowej zabrzmiał głos Lary.

- Wiadomość od Jej Wysokości Haifall Rommani. Status: pilne. Treść: bez treści, wezwanie pomocy.

Maira zerwała się, ale Cailam powstrzymał ją. Wydał kilka dyspozycji cały czas trzymając Mairę pod rękę, by nie mogła się ruszyć.

- Muszę do niej iść – wyrywała się, ale przytrzymał ją
i uspokoił.

- Mam tam ludzi, daj im chwilę na opanowanie sytuacji,
my i tak nie zdążymy nic zrobić. Zanim dotrzemy na miejsce zapewne będzie już po wszystkim.

Przyznała mu rację. Minuty jednak wlekły się
w nieskończoność.

- Już po wszystkim – Cailam odebrał meldunek – zaatakował ją Ian Mantegna. Osobista straż nie reagowała, bo miał status gościa.

- Mantegna, ten wrzód na dupie… - poderwała się. Jak zwykle wszystko musiała załatwić osobiście. Cailam wiedział, że serdecznie nie cierpiała Mantegny, zapewne ze wzajemnością, ale nie dawał żadnego powodu, by pozbawić go stanowiska, czy choćby powiedzieć jedno złe słowo. Nie uważał jednak za konieczne, by interweniowała,
a na pewno nie przed wyjaśnieniem sytuacji.

- Może to jednak nienajlepszy pomysł byś udała się tam osobiście. Pójdę i posprzątam, jeżeli będzie potrzebna twoja interwencja dam znać.

- To nie takie proste, poza tym nie oddam ci przyjemności załatwienia problemu, który się nazywa „Mantegna” raz na zawsze. Laro – zwróciła się do programu protokolarnego – czy możesz przesłać nas stąd bezpośrednio do Haifall? I to blisko pokoju sanitarnego?

- Nie mogę, brak zasięgu. Proponuję stanąć pod bramą
do wieży.

- Idziemy. Cailam prowadź. Jak reagujesz na teleportację?

- Lekkie mdłości, nic poza tym.

- Ja rzygam. Postaram się nad tym zapanować, a jak nie dam rady, wepchnij mnie do łazienki.

Zastanowił się jak można zapanować nad wymiotami
i przywołał w pamięci rozkład apartamentów Haifall. Stanęli
pod bramą Wieży Straceń.

- Przesył na komendę „start” – poinformowała Lara.

- Gotowa? – zapytał Mairę. Skinęła potwierdzająco głową – start.

- Komenda przyjęta. Transport za trzy… dwa… jeden… przyjemnej podróży.

Jak zwykle podróż trwała mgnienie oka.

W pokoju audiencyjnym Haifall panowało zamieszanie. Maira zielona na twarzy dzielnie starała się nie zwymiotować. Cailam wziął ją pod ramię i chciał zaprowadzić do pokoju higienicznego, ale machnęła ręką dając znać, że nic jej nie jest. Po kilku głębokich oddechach doszła do siebie.

- Zajmij się Haifall – wydała polecenie i kazała strażnikowi zaprowadzić się do leżącego na brzuchu na środku pokoju
i związanego Mantegny.

- Raport – powiedziała krótko do strażnika.

Cailam podszedł do Haifall. Siedziała skulona na fotelu, zawsze idealnie uczesane włosy teraz były w nieładzie. Ubranie miała rozdarte. Nietrudno było się domyślić co się stało. Złapała
go za rękę. Uścisnął jej dłoń i puścił.

- Już jesteś bezpieczna. Czy… skrzywdził cię?

- Nie, nie zdążył.

Królowa nie traciła czasu. Strażnik opowiedział dokładnie,
co widać na nagraniach, zadała pytania świadkom, wysłuchała odpowiedzi. Nie trwało to dłużej niż 5 minut. Kazała podnieść winnego tak, by ich twarze znalazły się naprzeciwko siebie.
Był zapłakany i jęczał z bólu.

- Ianie Mantegna, relacje świadków i nagrania z kamer
są jednoznaczne. Zaatakowałeś i chciałeś zniewolić Jej Wysokość Ericę Rommani. Za samo dotknięcie Jej Wysokości bez przyzwolenia skazuję cię na śmierć. Za próbę gwałtu skazuję cię na śmierć w miejscu publicznym poprzez wybatożenie. Aż mięso będzie odchodzić od kości – dodała ciszej, po czym znów podniosła głos – kara zostanie wykonana za trzy godziny, na głównym placu zgromadzeń. Przygotować i wykonać.

Mantegna jęczał i biadolił wypierając się winy kiedy wyprowadzano go z pokoju. Królowa kazała się odprowadzić
na balkon, na świeże powietrze.

Wystawiła twarz do wiatru jak zawsze gdy chciała się uspokoić. Tu, w Górnym Mieście powietrze było łagodniejsze niż
w Pałacu, a temperatura znacznie wyższa.

Niespodziewanie Haifall uczepiła się ramienia Cailama.

- Porozmawiaj z Mairą, żeby go nie skazywała, nie na śmierć. Błagam cię! – Cailam uwolnił się od jej uścisku.

- Nie uważasz, że jednak zasłużył? Kara jest jak najbardziej zgodna z Kodeksem. Raz wydanego wyroku nie można cofnąć, przecież nie muszę tego tłumaczyć.

- Cailam… to nie był gwałt. Ja mu pozwoliłam… ale zmieniłam zdanie… nie mogłam…

- Ty i on? Ten stary wieprz? – nie mógł uwierzyć w to,
co słyszał. Haifall i Mantegna byli kochankami? – Wysłałaś do Mairy jednoznaczną wiadomość, podobno zostałaś napadnięta…

Przyprowadził królową.

- Wasza Wysokość, Haifall twierdzi, że ona i Mantegna są kochankami, a próby gwałtu nie było. Po prostu zmieniła zdanie
w trakcie. Prosi o ułaskawienie.

Twarz królowej stężała. Nigdy nie widział jej tak poważnej.

- Dlaczego nie zwracasz się bezpośrednio do mnie tylko prosisz Cailama by się za nim wstawił? – powiedziała do Haifall -
nie mogę zmienić wyroku. Ale też nie chcę zmienić wyroku – powiedziała kiedy Haifall zaczęła szlochać po pierwszym zdaniu – mogę go jedynie złagodzić.

- Wprowadźcie więźnia ponownie tu, do sali audiencyjnej – wydała rozkaz.

 Mantegna już od drzwi zaczął chwalić jej dobroć.

- Ogłaszam złagodzenie wyroku. Winny zostanie ścięty. Kara wykonana natychmiast.

Zapadła cisza, która po chwili została przerwana jękiem skazanego, do którego dotarło, że jednak nie zostanie ułaskawiony.

- Czy mam to zrobić osobiście?  - krzyknęła królowa - Pierwszy Przy Królowej, proszę wyznaczyć człowieka!

Na szczęście Cailam nie musiał tego robić, chętny zgłosił się sam. Włączył energetyczne ostrze swojego miecza i jednym ruchem pozbawił skazanego głowy.

- Wyrok został wykonany Wasza Wysokość – zameldował służbowym głosem.

Ponownie zapadła cisza.

- Proszę wszystkich o opuszczenie sali. Chcę zostać sama
z Jej Wysokością Ericą i swoim Pierwszym. Zarządzam, by ciało Mantegny zostało tu do jutra rana.

Cailam był wstrząśnięty. Rozumiał dlaczego tak postąpiła,
ale nie mógł połączyć bezwzględnego działania z tą królową, którą znał. Pierwszy raz zobaczył w niej bezwzględną władczynię, z którą liczą się i boją inne królestwa. Harpię Północy.

Haifall nie mogła oderwać wzroku od ciała Mantegny.

Kiedy wszyscy wyszli Maira zwróciła się do Haifall.

- Zagrałaś za mną nie fair siostro. Zgłosiłaś zagrożenia życia
na prywatnym kanale. Powiedziałaś strażnikom, że wszystko działo się wbrew twojej woli wiedząc doskonale, jaka jest kara za taki występek.

- Popełniłam niewybaczalny błąd, proszę o adekwatną karę – Haifall opanowała się, jej głos jeszcze drżał.

- Największą karą dla ciebie jest wzięcie udziału w tym całym przedstawieniu. Zostawiam cię do rana z twoim bezgłowym kochankiem. Mam nadzieję, że dziś nauczysz się, że władza to nie tylko przywileje, ale przede wszystkim odpowiedzialność. Będziesz też ostrożniejsza w doborze kochanków. Dziś biorę na siebie odpowiedzialność za to, co tu się stało, odpowiedzialność za mój wyrok również i za wszystkie błędy z nim związane. Następnym razem nie dam ci tego luksusu. Chcę już wracać do Pałacu. Cailam jeżeli chcesz zostań z Haifall.

- Nie, nie chcę – powiedział i bez słowa poszedł za królową. Haifall popatrzyła na niego z rozpaczą. Bardzo chciała, żeby z nią został. Żeby ktokolwiek z nią został.

 

Lara przeniosła ich w okolice apartamentu królowej.

- Nie będziesz mi już dziś potrzebny, pozostałą część dnia spędzę u siebie. Chcę być sama i proszę, by nikt mnie nie niepokoił.

- Jak sobie życzysz Wasza Wysokość, zadbam o twoją prywatność.

Miał wątpliwości, czy chciałby ją dziś niepokoić
i czy w ogóle ktokolwiek powinien. Poszedł do swojego mieszkania,
ale nie umiał znaleźć dla siebie miejsca. Śledził informacje o wyroku, okazały się zaskakująco przyjazne królowej. Wyrok Mairy uznano
za „godny władczyni”, „sprawiedliwy”. Przypominano, że nie bez przyczyny już w bardzo młodym wieku otrzymała przydomek „wielka”. Przeanalizował nagrania tego, co się stało, minuta
po minucie. Widział ból na jej twarzy. Nie, nie była okrutna. Po prostu posprzątała po Haifall i sobie samej.

Ignorując zakaz poszedł do jej pokoju, gestem odprawił strażnika. Drzwi były zamknięte.

- Laro wpuść mnie – powiedział do programu protokolarnego.

- Odmowa.

- Laro…

- Odmowa. Polecenie jest jednoznaczne: nie wpuszczać nikogo. Nawet ciebie. A może zwłaszcza ciebie.

- Jaka dowcipna…powiedz mi tylko, czy królowa czuje się dobrze, czy jest bezpieczna, czy nie potrzebuje pomocy.

- Myślę, że nie czuje się dobrze i potrzebuje pomocy.

- W takim razie otwórz drzwi, proszę.

Drzwi otworzyły się.

- Dziękuję.

W pokoju panowały egipskie ciemności. Cailam dwukrotnie potknął się zanim wydał polecenie zapalenia światła. Pokój był zdemolowany, jakby przeszło przez niego tornado. Maira siedziała pod ścianą, kolana podciągnęła i schowała między nimi głowę.

- Nie pozwoliłam nikomu wchodzić – powiedziała gniewnie.

- Ja nie jestem nikt. Mam dbać o bezpieczeństwo Waszej Wysokości, a w tej chwili stanowisz zagrożenie dla siebie samej.

- Dobrze – skapitulowała – mam się przenieść gdzie indziej? Do innego pokoju?

- Nie trzeba, po prostu przesuń się trochę do przodu – nakazał i usiadł za nią. Oparł jej plecy o swój tors i objął ramionami – przyszedł mankiet do wypłakania się, możesz już zacząć.

- Nie chce mi się płakać i nie chce mi się żartować – powiedziała, ale przytuliła się do jego ramienia.

- Nabałaganiłaś tu trochę.

- Na dziś mam dość sprzątania.

- Sądzę, że dziś stanęłaś na wysokości zadania. Szczerze cię podziwiam. Zdanie to podzielają również twoi poddani. Nazywają twoją decyzję słuszną, a ciebie wielką.

- Jakoś mnie to nie pociesza. Zabiłam dziś niewinnego człowieka, bo moja siostra nie mogła podjąć decyzji czy chce się pieprzyć czy nie.

- Mantegna nie był niewinny, wiele możesz o nim powiedzieć, ale nie to. Można przyjąć, że dostał rykoszetem własnego strzału.

- Nie mogę też zrozumieć, że Haifall i on… jak mogła dopuścić go do siebie. Jak mogła go dopuścić do siebie po tym, jak była z tobą.

Cailam zdziwił się słysząc te słowa.

- Wasza Wysokość ma o mnie zbyt wysokie mniemanie, widać nawet ja jestem do zastąpienia. Wystarczył choćby pulchny Ian.

- Naprawdę zazdroszczę ci dobrego nastroju – choć próbował ją rozbawić, królowa dziś nie miała ochoty na żarty.

- Nie mam dobrego nastroju, ale wygląda na to, że twój
jest znacznie gorszy, więc chciałbym ci go trochę poprawić. Powód
do zadowolenia powinniśmy mieć oboje, przecież wszystko dobrze się skończyło.

- Nic nie skończyło się dobrze! – Maira gniewnie odsunęła ramiona Cailama i usiadła bokiem – jak w ogóle możesz mówić,
że cokolwiek dobrze się skończyło.

- Zachowujesz się jakby to był pierwszy wyrok śmierci, który wydałaś.

- Nie był pierwszy, ale pierwszy w takich okolicznościach.
Tym razem miałam wątpliwości, w dodatku wiem, że inaczej postąpić nie mogłam. Nie mogłam zrezygnować i wycofać się, bo Haifall zmieniła zdanie. Dziś mam dość bycia królową. Wypisuję się
z tej szopki. Chcę być normalna, mieć swoje pragnienia i swoje marzenia.

- Cena władzy jest wysoka, ale nie każdy, w przeciwieństwie do ciebie to rozumie.

- Nie prosiłam o nią, nawet nie chciałam. A ty? Utknąłeś niańcząc ślepą królową. Popatrz na siebie, dosłownie mnie niańczysz. Lucas miał rację, marnujesz się.

- W przeciwieństwie do ciebie jestem tu, bo chcę. Sama mówiłaś, że mam wybór. Bo jesteś wyzwaniem, nie obowiązkiem.
Bo wiem, że jestem ci potrzebny, a ja chcę być potrzebny właśnie tobie – Cailam miał pewność, że powiedział o kilka słów za dużo,
ale nie chciał przerywać - ty wybrałaś władzę, choć ma to swoją cenę, ja wybrałem służbę u ciebie, choć też to ma swoją cenę. Wszyscy płacimy rachunki.

Królowa milczała. Wyglądała jakby zapatrzyła się gdzieś daleko.

- Tak… masz rację, wszyscy płacimy jakieś rachunki.
A marzenia? Marzysz o czymś? O powrocie do domu? Nowej rodzinie?

- Nie. Jestem przecież w Thetis, mam wszystko, czego
mi potrzeba.

- Pierdolenie. Nie wierzę ci - królowa ucięła rozmowę.

Zapadła cisza. Nie wiedział jak zareagować na jej słowa tak,
by jej nie obrazić, a ona wiedziała, że nie powinna tego mówić. Poza tym dobrze wiedziała, że Cailam nie lubi kiedy królowa klnie jak szewc.

- Masz trochę racji. Nie jestem do końca szczery, ale nie kłamię mówiąc, że mam tu wszystko czego mi potrzeba. Zdarza mi się marzyć.

- Mogłabym spełnić choćby jedno z tych marzeń?

- Nie sądzę. Po pierwsze, marzę o tobie. Tego marzenia
nie spełnisz. Po drugie, lubię pływać, a tu nie ma żadnych zbiorników wodnych, więc tego marzenia też nie spełnisz. Innych marzeń
nie mam.

- Czy ty właśnie powiedziałeś…

- Nic nie powiedziałem – przerwał jej – chciałaś odpowiedzi
to ją dostałaś. A ty? Marzenia królowej? Mógłbym spełnić choć jedno? – zmienił temat zanim Maira zaczęła zastanawiać się co oznaczały słowa „marzę o tobie”.

Myślała przez chwilę.

- Chciałabym latać. Chciałabym widzieć. Niedobrze,

nie pomożesz mi. Nie jestem pazerna, wystarczyłaby mi tylko chwila,
by zobaczyć ciebie. Cailam, ja…

- Jesteś mnie ciekawa? Może jednak lepiej, że nie widzisz, oszczędza ci to wiele rozczarowań - wziął jej dłonie i przyłożył sobie do twarzy – oglądaj, ale nie chcę słuchać, że jestem szpetny. Tylko
nie wsadzaj mi palców do nosa, dobrze?

W końcu parsknęła śmiechem.

- Jesteś okropny.

- Przecież ostrzegałem.

- Nie w tym sensie… chcesz mnie rozbawić.

- Jak twój Pierwszy mogę ci dać jedną, jedyną minutę zwolnienia od obowiązków królowej. Zasłużyłaś na nią. Żebyś przez chwilę nie była Mairą Jej Wysokością, tylko zwykłą Mairą Zohar.
Jak wykorzystasz swoją minutę?

Bez słowa objęła jego twarz dłońmi i pocałowała. Zaskoczony odsunął głowę do tyłu.

- Przepraszam cię… - wyszeptała – nie powinnam… dziękuję jednak, że nie zostawiłeś mnie samej.

- Nie zostawię cię samej. Nie mógłbym… czas leci, zmarnowałaś już część swojej złotej minuty, a tak dobrze ją zaczęłaś.

Pocałowała go ponownie. Tym razem nie odsunął głowy.

- Uwielbiam jak mi w ten sposób dziękujesz - oboje zaśmiali się przypominając sobie pierwsze spotkanie.

- Mogę ci jeszcze trochę podziękować?

- Nazwijmy to terapią antystresową dla nas obojga.

 

 

  *                                         

 

Haifall nie mogła wyjść z sali audiencyjnej, w której leżało pozbawione głowy ciało Mantegny. Coś przyciągało jej wzrok i kazało pozostać na miejscu. Cały czas patrzyła na związane na plecach ręce, wykrzywioną w grymasie bólu i strachu twarz. Racjonalna część umysłu mówiła, że ostra reprymenda od Mairy była słuszna,
ale urażone ego krzyczało „jak ona mogła mi to zrobić!”. Raz po raz przypominała sobie scenę ścięcia. Raz po raz przypominała sobie jak Cailam niemal z obrzydzeniem odsuwał się nie chcąc nawet dotknąć
jej ręki. Miała wrażenie, że dziś straciła dwoje ludzi, na których najbardziej jej zależało. Powietrze przesycone było zapachem krwi.

Z zamyślenia wydobył ją damski głos.

- Witaj Haifall.

Regentka Sairia. Tego tu jeszcze brakowało.

- Księżno… - Haifall przyjrzała się dokładnie. Ze zdumieniem dostrzegła, że tym razem to nie był hologram – osobiste odwiedziny… mam być zaszczycona, czy kazać cię pojmać?

- Nie każesz mnie pojmać. Po pierwsze to niemożliwe,
a po drugie wcale tego nie chcesz. Popatrz na siebie, popatrz
na towarzystwo, w którym przebywasz dzięki siostrze. Odbierze ci każdego kochanka, każdego przyjaciela. Skaże na przebywanie wśród trupów.

Haifall wyobraziła sobie życie w strachu przed każdym potknięciem.

- Jestem dziś bardzo zmęczona. Dużo we mnie złych myśli. Wiem, że chcesz je wykorzystać.

- Maira to zaraza, choroba, która toczy nasze królestwo.
Nie widzisz tego? Popatrz na siebie! Nie zrobiłaś nic, co mogłoby usprawiedliwić taki czyn. Mantegna był ci przychylny.

- Mantegna był przychylny każdemu, kto miał wyższy status od niego.

- Był moim przyjacielem i twoim również. Haifall chcesz żyć
w taki sposób? Bać się?

Sairia jako regentka rządziła żelazną ręką. Maira wprowadzała nowy, liberalny porządek. Nie wszyscy byli gotowi na zmiany.

- Sairio, jestem złym narzędziem do twoich planów.
Nie chcę i nie potrzebuję władzy. Jutro rezygnuję, będziesz urabiać nowego namiestnika.

- Nie będzie innego namiestnika. Spośród wszystkich decyzji naszej Mairy, obsadzenie cię na tym stanowisku było jedyną słuszną. Czy chcesz wrócić do Pałacu, by oglądać to?

Sairia wyświetliła obrazy pocałunków Mairy i Cailama.
Nie pocałunki zabolały Haifall tylko czułość, delikatność z jaką się
do siebie odnosili. Nie mogła powstrzymać łez.

- Sairio nie udowodnisz, że to źli ludzie, bo oni nie są źli. Wiem, że starasz się mną manipulować, ale…

- Jeżeli egoizm, oszustwo, kłamstwo, wykorzystywanie ludzi
i morderstwa nie są złem, to co nim według ciebie jest?

- Czego ode mnie oczekujesz, po co przychodzisz? Ja nie mam żadnych możliwości, władzy, tylko wypełniam rozkazy i polecenia.

- Chciałabym, abyś wypełniała moje rozkazy. Pomogła wrócić na tron. Będziesz moją Pierwszą. Namiestniczką? Jeżeli chcesz. Tak jak mówiłam dostaniesz też Cailama tylko dla siebie. Będzie przy tobie
w dzień i w nocy.

- Jesteś w stanie go do tego skłonić? Naprawdę tak uważasz?

- Jestem w stanie. I obiecuję, będzie tylko twój.

Patrząc w zimne oczy Sairii Haifall zaczynała wierzyć, że jest
w stanie to zrobić.

- A jeżeli zgodziłabym się, co miałabym robić?

- Bardzo niewiele. Praktycznie nic – Sairia  wyciągnęła dłoń,
na której leżał mały, srebrny cylinder – zadbasz, by to znalazło się pod jej skórą. Tylko tyle.

- Zastanowię się – powiedziała Haifall biorąc urządzenie
i zaciskając na nim dłoń w pięść.

 

 

 *                                            

 

Do przyjazdu narzeczonego Mairy pozostał niecały miesiąc.
W prezencie od Caspara dostała prawdziwy niebieskozielony jedwab w kolorze swoich oczu, z którego ręcznie szyto dla niej suknię. Dopiero niedawno biolodzy i genetycy z Atlantis przywrócili do życia jedwabniki, dlatego ów materiał na suknię był bezcenny. Niebywały zbytek tego przedsięwzięcia i niekończące się przymiarki irytowały królową.

Nie przykładała żadnej wagi do stroju, na szczęście Haifall miała inne zdanie. Spędzały ze sobą dużo czasu. Nie rozmawiały
na temat egzekucji. Królowa zachowywała się tak, jakby wydarzenie nie miało miejsca, Haifall to odpowiadało. Zajmowała się wyglądem królowej, jej strojami, fryzurą i biżuterią, organizowała plan wizyty księcia, oficjalne i nieoficjalne spotkania. Królowa myślami była daleko, Haifall wiedziała dlaczego, jednak Cailam i Maira nie mieli czasu
na prywatne spotkania. Widywali się jedynie w służbowych okolicznościach. Czasami pozwalał sobie lekko dotknąć jej ramienia, dać znać, że jest blisko. Ona odpowiadała pochyleniem głowy
i uśmiechem. Właśnie te małe gesty rozrywały serce Haifall.

 

Dla Mairy noc była normalnym czasem na pracę. Jakieś komplikacje wymagały porozumienia się z Pierwszym, poprosiła Haifall by go wezwała. Jego komunikator milczał. Haifall mogła kogoś wysłać, ale postanowiła pójść osobiście. Drzwi do mieszkania, jak wszystkie inne w Thetis, były otwarte. Pamiętała jak długo zajęło Cailamowi przyzwyczajenie się do braku zamków.

Zasnął. Nie w łóżku, tylko na fotelu. Zapewne chciał tylko chwilę odpocząć. Spał tak mocno, że nie budził go nawet sygnał wezwania. Jakież to nieprofesjonalne – pomyślała - królowa swoje życie powierza w ręce śpiącego rycerza.

Usiadła na poręczy fotela wiedząc, że Cailam za chwilę obudzi się, bo szósty zmysł podpowie mu czyjąś obecność.

- Co tu robisz? – zapytał.

- Sprawdzam stan mojego mieszkania. Nie przestawiłeś
ani jednego mebla.

- Rzadko tu bywam. W czym ci mogę pomóc?

- W niczym. Nie przyszłam po pomoc. Nie odpowiadasz
na wezwania królowej… przysłała mnie po ciebie.

- Już idę.

- Zawsze gotowy i skłonny do poświęceń Cailam…

Nie słuchał jej, był już w drodze. Haifall dogoniła go, ale resztę drogi przebyli w milczeniu. Królowa czekała.

- Przykro mi, że cię obudziłam, ale…

- Nie ma problemu, co jest do zrobienia?

Nigdy jej nie przerywał w służbowych rozmowach.

- Haifall, czy dałabyś mu jakieś zadanie do wykonania – zapytała swojej Pierwszej.

- Nie. Zdecydowanie nie. Szef twojej ochrony jest dziś rozdrażniony, zmęczony i zdekoncentrowany – padła bezlitosna odpowiedź. Cailam spojrzał na Haifall z wyrzutem. Maira podeszła
do niego i położyła dłoń na ramieniu.

- Kiedy ostatni raz spałeś?

- Nie pamiętam.

Jak zawsze szczery. Zwykle to on zadawał to pytanie
i ona dawała taką samą odpowiedź.

- 82 godziny temu miał miejsce pełny, ośmiogodzinny cykl snu – podpowiedziała Lara.

- Wracaj do łóżka. Wiem, że jesteś żołnierzem i na pewno dasz radę, ale nie jesteś na wojnie. Spotkamy się za osiem godzin. Zmęczony i nieprzytomny do niczego się nie przydasz.

- Co jest tą sprawą, którą muszę się zająć.

- Transport żywności i wody z Atlantis. Będzie musiał przejść przez Bramę i Dolne Miasto.

Nie musiała więcej tłumaczyć.

- Dam radę. Nalegam.

Królowa jednak była nieprzejednana.

- Wracasz do łóżka. Za osiem godzin bierzesz się do roboty. Tyle może poczekać. To rozkaz.

- Tak jest Wasza Wysokość.

Przyjął rozkaz bez dyskusji.

Jak tylko zamknęły się za nim drzwi Haifall wyciągnęła
ze szczelnego pojemnika kawałek materiału, który przyczepiła
do dekoltu królowej. Po chwili Maira zaczęła być senna.

- Falli, oczy mi się kleją, Cailam mnie zaraził. Położę się już.

- Oczywiście Mairo.

Zasnęła zanim zdążyła dokończyć zdanie. Haifall przytrzymała głowę królowej by nie uderzyła twarzą w biurko, odczepiła materiał
z ubrania i schowała w szczelnym pojemniku. Sama nie miała zamiaru zasnąć. Zeskanowała lewe przedramię królowej i namierzyła implant. Robot usunął go i umieścił nowy. Haifall posmarowała ranę maścią
i patrzyła jak zabliźnia się nie pozostawiając śladu.

 

Maira obudziła się z bólem głowy. Była „przespana”
jak określała ten stan, w którym śpi się za długo. Spała 18 godzin. Pomyślała, że musiała być bardzo zmęczona. Haifall zostawiła
na biurku szczegółową listę tego, co zrobiła w jej imieniu.

- Dziękuję siostro – powiedziała przez komunikator.

- Naprawdę nie ma za co – usłyszała w odpowiedzi.

 

*

 

Transport żywności i wody do Thetis okazał się trudnym logistycznym przedsięwzięciem, z którego Atlantis wywiązała się doskonale. Przetransportowanie ich do zabezpieczonych miejsc
w Thetis również nie należało do najłatwiejszych. Oglądając ilość
i jakość żywności Cailam zrozumiał, że królowa doskonale widziała
co robi zaręczając się z atlantydzkim księciem i że była to dla kraju bardzo dobra decyzja. Miał już jednak serdecznie dość przygotowań do wizyty księcia Caspara, o którym słyszał same superlatywy. Książę to… książę tamto.

Późnym wieczorem, po skończonej pracy Cailam dostał wezwanie od królowej. Jak zwykle ma wyczucie – pomyślał. Miał inne plany, a ona najwyraźniej szykowała mu nową robotę.

Maira rzadko pamiętała o świetle, dlatego nie zdziwił się,
że jej pokój spowijały kompletne ciemności.

– Laro, możesz zrobić trochę jaśniej?

Kazał programowi protokolarnemu zapalić światło. Jego głos wyrwał Mairę z zamyślenia.

- Nie zajmę ci dużo czasu. Chcę podziękować za wspaniałą pracę, którą wykonałeś - powiedziała - nie spodziewałam się,
że zrobisz to tak szybko i tak sprawnie. Jestem pełna podziwu.

- Nie byłem sam. W Dolnym Mieście mam przyjaciół, poza tym największe podziękowania należą się Roanowi. Dostałaś raport?

- Tak, dostałam, zapoznałam się z nim. Miejsce ukrycia żywności kazałam utajnić. Znasz je ty, Lara i ja. O Roanie
nie zapomniałam, podziękuję mu osobiście. Jestem też pozytywnie zaskoczona, że mieliśmy tyle miejsca.

- Powiem tak: nie mieliśmy, ale już mamy – powiedział Cailam tajemniczo – przecież chłodnych miejsc, zimna i lodu w Thetis
nie brakuje.

To była prawda. Zimna i lodu było aż za dużo.

- Czy jeszcze czegoś ode mnie potrzebujesz? – zwrócił się
do Mairy - mam plany na dzisiejszy wieczór i jeżeli nie jestem potrzebny…

- Jakaś kobieta?

Milczał. Królowa wiedziała, że jak nie chce czegoś powiedzieć, milczy nie chcąc skłamać.

- W takim razie życzę miłego spotkania… – posmutniała,
ale po chwili rozpogodziła się – chyba poczułam się zazdrosna, niemniej w naszej sytuacji to raczej niestosowne uczucie. Naprawdę życzę ci miłej randki. Szczerze.

- Nie masz powodu do zazdrości. Moja kobieta ma na imię Sala, a na nazwisko Treningowa. O tyle cenna randka, gdyż na tę noc jest przeznaczona wyłącznie dla mnie.

Królowej nie udało się ukryć uśmiechu.

- Uff co za ulga… nie zatrzymuję cię zatem, ale gdybyś zmienił plany, chętnie pokazałabym jedno miejsce, które na pewno bardzo
by ci się spodobało.

- Jesteś tajemnicza, w dodatku każesz mi wybierać między spoceniem się podczas treningu, a spędzeniu czasu w twoim towarzystwie.

- Nie każę, jedynie proponuję. Rozmawialiśmy kiedyś
o spełnianiu marzeń, ja chciałabym spełnić dziś jedno twoje.

Królowej udało się zaintrygować swojego towarzysza.

- Dobrze – zgodził się -  jeżeli spełnianie marzeń nie spodoba mi się? W końcu powiedziałem kiedyś, że marzę o tobie.

Maira roześmiała się.

- Wtedy wrócisz na swoją randkę. Bez problemu – obiecała
i wyciągnęła przed siebie rękę, żeby Cailam ją złapał.

- Czyli nic nie tracę, głupotą byłoby odmówić – powiedział biorąc królową za rękę – zatem słucham i jestem posłuszny.
Jak zawsze.

- Miło słyszeć. Laro otwórz windę – wydała polecenie,
a w ścianie pokoju otworzył się panel – zapraszam na krótką przejażdżkę.

Szyb windy prowadził w dół. Królowa miała minę niecierpliwego dziecka, które czeka aż rodzice odkryją i ucieszą się
z niespodzianki.

- Myślę, że prowadzisz mnie na miejsce kaźni. Już nigdy
nie zobaczę błękitnego nieba.

- Czy to kolejne twoje marzenie, które miałabym spełnić?

Śmiejąc się zjechali głęboko pod ziemię.

- Na wszystkich bogów… - Cailam nie mógł powstrzymać zdumienia i okrzyku zachwytu. Znajdowali się na brzegu jeziora. Mnogość fluorescencyjnych roślin przypomniała mu dom, pływanie
z kolegami w podziemnych rzekach i zbiornikach wodnych.

- To jest nasz jedyny zbiornik słodkiej wody. Codziennie
go opróżniamy i codziennie napełnia się na nowo. Jak wiesz, czasami wody mamy za mało. Jeżeli ktoś chciałby zdobyć Thetis wystarczy,
że się tu dostanie i wrzuci trochę trucizny. Wiemy o nim tylko ja, Lucas i Lara, która w razie potrzeby przekaże mojej następczyni informacje
o tym miejscu. Teraz wiesz o nim również ty.

Cailam doceniał wagę powierzonej mu tajemnicy.

- Nie zawiodę nigdy twojego zaufania – powiedział - masz moje słowo.

- Jestem tego pewna…. ale koniec z pompą,
nie sprowadziłam cię głęboko pod ziemię, by powierzać tajemnice państwowe, to jedynie skutek uboczny spełniania twoich marzeń. Mówiłeś, że w Thetis najbardziej brakuje ci pływania i marzysz o tym, by pływać. Masz do dyspozycji całe jezioro, tak często jak będziesz chciał. Czy może konkurować z twoją randką?

Przez chwilę milczał nie wiedząc co odpowiedzieć na pytanie.

- Nie mam słów, by wyrazić co czuję – powiedział w końcu -  nie wiem jak mógłbym ci się za to odwdzięczyć.

Uniósł jej dłoń do ust.

- Coś wymyślę. Wiesz jak czasami ja ci dziękuję, dziś nic tego – odparła z uśmiechem przypominając ich pierwszy pocałunek – chciałam podziękować w ten szczególny sposób, bo dziś mijają dwa lata jak przy mnie jesteś. Wiem, że bardzo chciałbyś już wskoczyć
do wody. Odprowadź mnie do windy. Winda wróci, jeżeli naciśniesz zielone światełko, albo jak wydasz polecenie głosowe.

Cailam był oszołomiony. Odprowadził królową do windy
i po chwili zanurzył się w bardzo zimnej wodzie.

Pływał długo. Kiedy spojrzał na zegarek nie zdziwił się,
że „na górze” za chwilę zacznie świtać. Winda bezszelestnie zawiozła go do pokoju królowej.

Maira spała. Chciał wrócić do siebie nie budząc jej,
ale po chwili zdecydował, że jego mokra skóra i włosy zwróciłyby uwagę, w końcu nikt tu nie marnował wody na mycie. Korzystanie
z  pokoju sanitarnego samej władczyni uznał za niestosowne. Mokrą bluzę rozwiesił na fotelu.

Położył się koło Mairy usiłując jej nie zbudzić, a zwykle budziła się z pierwszymi promieniami słońca. Mówiła, że jak patrzy prosto
w słońce, to „coś” widzi, jakby pomarańczowe światło.

Przyglądał się królowej. Widział jak słoneczne promienie rozjaśniają jej włosy, tańczą na długich, ciemnych rzęsach
i ślizgają się po policzkach. Spała na wznak, ze swobodnie rozrzuconymi ramionami, naga pod cienkim prześcieradłem
nie uznając ani piżam ani kołder. Wydała mu się najpiękniejsza
na świecie.

Otworzyła oczy i popatrzyła prosto w słońce, które nadało jej oczom świetlisty blask. To była chwila szczęścia, w której spełniała swoje marzenie i „coś” widziała. Zmarszczyła czoło orientując się,
że nie jest sama. Cailam wyrównał oddech chcąc przekonać ją,
że śpi i dać królowej czas na wstanie z łóżka. Nie wstała jednak. Wyciągnęła rękę w stronę jego twarzy. Dotknęła linii szczęki, ust, brody i szyi. Przesuwała dotyk wzdłuż ramienia, aż do palców
i z powrotem do szyi. Złapał ją delikatnie za nadgarstek i podniósł dłoń do ust. Był świadkiem uroczego zażenowania, rzadkiej chwili, w której traciła pewność siebie.

- Myślałam, że śpisz – przepraszała zabierając dłoń z jego uścisku - chciałam cię tylko… zobaczyć.

- Kocham cię – powiedział po prostu.

- To sen, prawda? – zapytała cicho.

- Tak… to sen – odpowiedział równie cicho i przyciągnął delikatnie Mairę do siebie, ona położyła się na nim. Pocałowała niespodziewanie mocno, namiętnie, aż zabrakło mu tchu. Odpowiedział na pocałunek z równą mocą. Przez jasne włosy przeświecało słońce otaczając głowę królowej świetlistą aureolą. Czuł pod palcami gładkość jej nagich pleców, wcięcie talii i wypukłość pośladków. Położył ją na plecach i przycisnął swoim ciałem. Oplotła
go udami.

Oboje wiedzieli, że to nie może dłużej trwać. Trzymali się
w objęciach bez słowa, bez ruchu, słuchając jedynie swoich oddechów.

- Kocham cię – powtórzył.

- Idź już – powiedziała trzymając go mocno.

- Muszę już iść – powiedział w tym samym momencie
nie chcąc wypuścić jej z ramion.

- Idź… - powtórzyła – proszę…

To było dla Cailama najtrudniejsze zadanie w życiu, wypuścić ją z ramion. Zostawić samą. Wyjść z pokoju.

 

 

*                                                

 

Otrzymano wiadomość, że książę Caspar przekłada swoją wizytę o dwa miesiące z „niezwykle ważnych przyczyn osobistych”. Królowa od kilku tygodni nie wychodziła ze swoich komnat, pracowała za zamkniętymi drzwiami, z nikim osobiście się nie spotykała.
„Z nikim” oznaczało, że z Cailamem włącznie, a może przede wszystkim z nim. Funkcję reprezentacyjną przejęła Haifall. Jako powód izolacji podano rozczarowanie przełożeniem wizyty i tęsknotę
za przyszłym mężem. Odnoszono się do tego z pobłażaniem mówiąc „jest taka młoda i zakochana”.

Cailam codziennie próbował się z nią spotkać. Zostawiał wiadomości, pytał, przejął osobistą wartę pod jej drzwiami. Lara
nie chciała go wpuścić, powiedziała, że „królowa zmieni moje oprogramowanie z protokolarnego na gastronomiczne” jeżeli
to zrobi. Po miesiącu czekania na jakikolwiek znak od Mairy, po fazie tęsknoty, zniecierpliwienia i gniewu doszedł do wniosku, że królowa nie tyle nie chce go widzieć, tylko nie ma mu nic do powiedzenia. Doszedł też do wniosku, że powinien się cieszyć, bo ciągle ma głowę na karku.

Haifall go ostentacyjnie ignorowała. Nie odzywała się,
nie odpowiadała na pytania, nie zauważała jego obecności. Traktowała jak powietrze. Bardzo zdziwił się, kiedy na środku pałacowego hallu, w obecności wielu innych osób naskoczyła na niego jak furia, złapała za ubranie na piersiach i grzmotnęła o filar podtrzymujący sklepienie aż zobaczył gwiazdy. Rozłożył szeroko ręce, aby nie zostać posądzonym o jakąkolwiek agresję. Zastanawiał się tylko skąd w jej niedużym ciele taka siła.

- Wiem, że lubisz ostre numery, ale ten rodzaj czułości mnie nie kręci.

W odpowiedzi puściła jego ubranie i ostentacyjnie wygładziła zagniecenia.

- Chciałam przekazać zaproszenie do królowej osobiście. Masz być u niej za trzy minuty.

- Jestem zaszczycony. Powiesz mi, co się stało, że nagle obie zaczęłyście mnie zauważać? Może mam na spotkanie z nią założyć jakieś ochraniacze? Zamówić wcześniej wizytę w ambulatorium? Będzie tak czuła jak ty?

- Jesteś egoistycznym dupkiem. Myślisz tylko o sobie i o nikim innym. Zabijesz ją tak samo jak Lucas Thorren zabił jej matkę. Zapamiętaj: skrzywdzisz ją, ja skrzywdzę ciebie. Wierz mi, mam całą paletę możliwości.

Haifall na pewno nie żartowała, tyle że Cailam nie czuł do niej żadnego respektu.

- Widzę, że Maira znalazła sobie nowego ochroniarza, który ma ją chronić przed kim? Przed ochroniarzem? Może powinienem zadbać o własną ochronę skoro jawnie mi grozisz.

- Dla ciebie Jej Wysokość. Zapamiętaj to sobie. A ja nie grożę, tylko mówię jak będzie. Przysłany do Thetis nie wiadomo po co?
Bez misji? Przecież niemożliwe, żebyś zabił królową prawda?
Ale przelecieć ją możesz, co? Przecież nie ma różnicy czy ją osobiście udusisz, czy ktoś inny ją zatłucze. O tym nie pomyślałeś prawda?
Ale twoi zleceniodawcy pomyśleli za ciebie.

Popchnęła go tak, że omal się nie przewrócił.

 

W pokoju Mairy jak zwykle panowały ciemności. Cailam chciał powiedzieć klasyczne „stawiam się na wezwanie i czekam
na wytyczne”, ale odezwała się pierwsza.

- Kazałeś mi czekać – powiedziała bez wyrzutu - droga, która powinna zająć 3 minuty zajęła ci 33 minuty.

Miała spokojny i rzeczowy głos pozbawiony emocji.

- Dałem sobie trochę czasu na oddzielenie spraw prywatnych od służbowych – mówiąc te słowa zdawał sobie sprawę, że stąpa
po cienkiej linie.

- Zaledwie pół godziny? – głos królowej nie był wolny
od sarkazmu - gratuluję tempa. Ja byłam tym zajęta przez ostatnich kilka tygodni.

Wiedział, że na słowa z nią nie wygra, choć nie miałby
nic przeciwko, żeby spróbować.

- Proszę o wybaczenie. Haifall osobiście przekazała
mi wezwanie. Rozmowa między nami była trochę burzliwa
i przeciągnęła się ponad miarę. Czy mógłbym prosić o trochę światła?

Poprosił bardziej Larę niż Mairę.

- Nie sądzę by było potrzebne – królowa nie zgodziła się -  chciałbym powiedzieć tylko kilka słów i będziesz wolny. Haifall podchodzi do sprawy zbyt emocjonalnie.

Mimo wszystko Lara włączyła światło. W ulubionym pokoju królowej były okna od sufitu do podłogi. Stała przy jednym
z nich opierając dłonie i czoło o chłodną szybę.

- Cailam… to się nie może powtórzyć – powiedziała cicho.

- O czym Wasza Wysokość mówi?

Nie miała ochoty wyjaśniać, a on dobrze wiedział o co chodzi.

- Po prostu nie może się powtórzyć.      

- Obiecuję, że nigdy się nie powtórzy. Cokolwiek Wasza Wysokość ma na myśli.

Milczeli oboje. Długo.

- Jesteś na mnie zły? – podjęła rozmowę.

- Tak. A właściwie już nie. Byłem. Na królową nie można się złościć, to przecież niezgodne z prawem.

- Starasz się mnie sprowokować? - zamknęła oczy
i westchnęła z rezygnacją – od jutra przejmuję obowiązki, czas się zabrać do roboty. Przesłałam do ciebie terminarz. To wszystko,
do zobaczenia jutro. I jeżeli chcesz złożyć rezygnację, nie będę się jej sprzeciwiać.

- Zastanowię się nad tym. Do zobaczenia.

Cailam skierował się do wyjścia, ale drzwi okazały się zamknięte. Kilkukrotna próba ich otwarcia skończyła się fiaskiem.
Lara nie chciała go wypuścić.     

- Czy Wasza Wysokość może wydać polecenie swojemu programowi protokolarnemu, by otworzył drzwi?

- Laro, chcesz od jutra być tosterem? – zapytała, a drzwi otworzyły się. Cailam westchnął zamknął je ponownie, tym razem
z własnej woli.

- Wasza Wysokość… - powiedział cicho.

- Cailam, daj mi już spokój – przerwała mu - proszę,
nie zdawałam sobie sprawy, że to będzie takie trudne, a nie chcesz
nic ułatwić, więc zostaw mnie samą.

- Mówiłem nie raz, nie zostawię cię. Nigdy. Wasza Wysokość… Mairo… czy mogę podejść bliżej? Czy możemy zacząć rozmowę
od początku?    

Wciągnęła głęboko powietrze. Nie czekał na pozwolenie
i złapał ją za ręce.

- Od początku byłaś dla mnie kimś wyjątkowym. Zaintrygowałaś mnie i zajęłaś myśli. Lubiłem zwyczajnie przebywać
w twoim towarzystwie Lubiłem być przy tobie i pracować dla ciebie. Chronić i dbać. Z czasem zdałem sobie sprawę, że cię kocham.
Tak zwyczajnie, bez szaleństw. Za mądrość, dojrzałość, za poczucie humoru, naturalność. Za cudowny uśmiech, o bogowie jak ja kocham twój uśmiech. Jak mówisz z pełnymi ustami i potykasz się o dywany. Czuję się dla ciebie ważny, czuję że mnie potrzebujesz…  - przerwał, bo wyraz jej twarzy mógł oznaczać wszystko, ale raczej nie zachęcał do kolejnych wyznań - powiedz coś, żebym się nie czuł jak idiota.

Maira jednak nic nie mówiła, stała jak skamieniała.

- To ja dokończę i zadecydujesz co ze mną zrobić. Wiem kim jesteś i znam swoje miejsce w szeregu. To, co się między nami wydarzyło nie powinno mieć nigdy miejsca, ale się zdarzyło. Pierwszy raz w życiu tak się czułem, cholera, szczęśliwy… ważny. Ważny
dla ciebie. Później odsunęłaś mnie i byłem wkurzony. Rozczarowany. Upokorzony. Znowu w szeregu. Ale nie żałuję ani sekundy.
Masz obowiązki i narzeczonego, niedługo wyjdziesz za mąż
i nie możesz mieć kochanka, bo jakaś konserwatywna frakcja połamie ci wszystkie kości, a tego bym nie chciał. I przysięgam, że do tego
nie dopuszczę.

Przytuliła się do niego tym gestem, który znał od tak dawna. Naturalnie, jakby robiła to od wielu lat.

- Nigdy nie słyszałam, żebyś wypowiedział tyle słów naraz – uśmiechnęła się. Przytulił ją mocniej.

- Cai… czy mogę cię prosić byś został przy mnie mimo wszystko? Bez względu na mężów, narzeczonych i prawo, które mnie wiąże? Czy to nie będzie… nieludzkie?

- Obiecałem, że będę cię chronił i dbał o twoje bezpieczeństwo. Nie musisz mnie o to prosić. Ochronię cię również przed sobą i tym, co do ciebie czuję. Masz moje zapewnienie…
to, co się wydarzyło nigdy więcej się nie powtórzy. Maira, jesteś przy mnie bezpieczna.

- A czy ty jesteś bezpieczny przy mnie?

- Jeżeli mnie kochasz, nie skrzywdzisz mnie.

Wyznania nie przychodziły królowej łatwo.

- Kocham cię całym sercem. Przecież wiesz – powiedziała
w końcu.

Objął jej twarz dłońmi i pocałował.

- Wiem. Dlatego nie odsuwaj mnie od siebie. Poczuję się bezpieczny, kiedy twoje drzwi będą przede mną otwarte. Zawsze.
Nie chcę być cierpiała lub była smutna. Na pewno nie przeze mnie
i nie przez to, co nas łączy. Niech miłość da ci szczęście i siłę. Inaczej wszystko będzie bez sensu.

Maira poczuła jakby z jej serca spadł wielki ciężar.   

- Chcesz być moim cieniem?

- Jeżeli potrzeba na to oficjalnego stanowiska, tak, chcę.
Ale tego, że pozbawiłaś mnie na miesiąc basenu, wybaczyć nie mogę.

- Dobrze mój cieniu. Zawsze wiesz jak mnie rozśmieszyć. Zostaniesz ze mną na noc?

- Teraz to ty mnie rozśmieszasz. To nie jest dobry pomysł.

- Będę grzeczną dziewczynką, ale chcę tę noc spędzić blisko ciebie. To rozkaz. A później może pójdziesz na basen żołnierzu.

Wygrała. Jak zawsze.

 

*                                    

 

Książę Caspar w końcu przyjechał. Haifall wyglądała przepięknie w ciemnoczerwonej, ściśle opinającej ciało, błyszczącej sukni, która od ud do ziemi dzieliła się na tysiące nitek. Ale Cailam patrzył tylko na Mairę. Jej suknia składała się z drapowanego gorsetu
i prostej, rozszerzającej się ku dołowi, długiej do ziemi spódnicy. Zielononiebieski jedwab, prezent od narzeczonego, uwydatniał zarys bioder i smukłych ud przy każdym ruchu królowej. Włosy miała rozpuszczone, fryzjerki wiedziały, że wymykają się wszystkim spinkom. We włosy wpięto kryształy, które rzucały migotliwe blaski
na twarz i dekolt. W przeciwieństwie do mocnego makijażu Haifall, makijaż królowej był bardzo delikatny. Cailam nie mógł oderwać
od niej oczu.

- Nie założę tych butów! – protestowała. Problem dotyczył butów na wysokim obcasie, w których Maira czuła się jak
na szczudłach. Zrobione z tego samego materiału co suknia stanowiły z nią komplet.

- Masz zamiar iść w kapciach? – Haifall nie miała żadnego problemu w chodzeniu w niebotycznie wysokich szpilkach.

- Wydam dekret zabraniający chodzić na obcasach,
są zagrożeniem dla życia. Wywalę się na środku sali balowej
i będzie wstyd.

- Książę zacznie cię ratować i padniesz mu w ramiona. Poczuje się jak rycerz i z miejsca się zakocha.

- Na pierwszej randce? Pomyśli, że jestem łatwa i mnie rzuci. Dla ciebie, bo ty pięknie chodzisz w szpilkach.

- Caspar ma prawie dwa metry wzrostu, ty 30 mniej. MUSISZ założyć te buty bo inaczej schowasz mu się pod pachą i nie znajdzie cię wcale. Słyszysz siostro?

Cailam musiał przerwać rozmowę pań o fizycznych atrybutach księcia Atlantis.

- Moje panie, mam pewną propozycję. Królowa założy
te buty, jako Pierwsza złapiesz królową pod jedno ramię, a ja jako Pierwszy złapię ją pod drugie. Pójdziemy razem i tym sposobem unikniemy katastrofy dyplomatycznej.

- Tak, bo jak polecę prosto na niego to oskarżą mnie o zamach na życie księcia i nici z sojuszu. Lepiej mnie mocno trzymajcie.

Maira kpiła, a Haifall wydawała ostatnie dyspozycje.

- Mairo, według protokołu to on ma się odezwać pierwszy.

- Pamiętam, pewnie rzuci jakiś tępy komplement,
ja się zarumienię. On pocałuje moje paznokcie u rąk, a jak się wyrąbię w tych butach to ucałuję jego paznokcie u nóg. Później ma mnie odprowadzić na miejsce przy stole. A taniec? Bogowie, jak mam tańczyć?

- Ja zatańczę za ciebie.

- Kocham cię siostro.

Cailam nie mógł powstrzymać śmiechu.

Poszli we trójkę wedle pomysłu Cailama.

Książę Caspar był wysokim, atletycznie zbudowanym młodym człowiekiem o przystojnej i inteligentnej twarzy. Patrzył tylko
na królową, a w jego oczach widać było szczery zachwyt. Cailam był zazdrosny do bólu. Maira lekko uścisnęła jego dłoń, tylko
w ten sposób mogła mu dodać otuchy. Stanęli krok przed księciem. Królowa jak zwykle nie trzymała się protokołu.

- Książę – odezwała się cichutko jako pierwsza, żeby tylko on usłyszał - chciałam dodać sobie urody zakładając wściekłe buty,
ale jak zrobię jeszcze jeden krok to padnę ci do stóp i zostanie
to uznane jako gest poddaństwa Thetis wobec Atlantis.

- Mairo, moja królowo – Caspar uśmiechnął się słysząc jej słowa – twoja uroda olśniewa, elokwencja zawstydza.

- W porządku – wymruczała – sprzedałeś suchara teraz zaprowadź mnie do stołu – głośno powiedziała – jestem zaszczycona. Witam mojego narzeczonego w królestwie Thetis.

Caspar zamiast ująć królową pod ramię wziął ją na ręce,
czym wywołał lawinę oklasków i zaniósł do miejsca przy stole.

- Co to znaczy wściekłe buty? – zapytał.

Wedle protokołu narzeczeni mieli teraz kwadrans tylko
dla siebie, podczas którego królowa mogła objaśnić tę zawiłą kwestię.

 

- Teraz wiesz jak się czułam patrząc na ciebie i Mairę? – zapytała Haifall Cailama. Tego wieczoru miał jej towarzyszyć jako partner.

- Nie masz nawet najmniejszego pojęcia o tym, co teraz czuję – skomentował krótko jej słowa cały czas patrząc na królową
i jej narzeczonego.

- Za co mnie tak nienawidzisz? Za to, że cię kiedyś kochałam?

Popatrzył na Haifall zdziwiony.

- Skąd takie podejrzenie?

- Od czasu incydentu z Mantegną nie odezwałeś się do mnie inaczej jak warcząc, a zachowujesz się jakbyś się mnie brzydził.

- Myślę, że to nie czas i miejsce na szczerość, ale jeżeli sobie życzysz to wrócimy do tej rozmowy jutro. Jak ten cyrk się skończy.

- Cyrk? Caspar jest oczarowany. Ona również nie wygląda
na rozczarowaną narzeczonym. Nie będę cię więcej dręczyć. Zawieszenie broni do jutra?

-  Jesteśmy na siebie skazani, więc nie mamy wyjścia. Powiedz mi, czy oni faktycznie nigdy ze sobą nie rozmawiali?

- Królowa nigdy z nim nie rozmawiała, ale ja często. Wiem
o nim wszystko.

- Czy te słowa w twoich ustach to groźba, czy może obietnica wyjawienia jakichś tajemnic?

- Jeżeli o coś zapytasz, być może odpowiem. Faktem jest,
że Maira nigdy o niego nie pytała, nigdy się nie interesowała jaki jest, czym się interesuje, ani nawet jak wygląda. Dla niej małżeństwo
z Casparem jest tylko interesem, ale mam nadzieję, że dziś się
to zmieni. Muszę iść, czeka mnie taniec z księciem, a ty pilnuj pleców królowej. Powiedz mi jedynie, co ona ma takiego, czego nie mam ja?

Cailam nie zastanawiał się ani chwili.

- Światło – powiedział krótko.

Książę Caspar jednak nie zatańczył z Haifall. Zatańczył z Mairą w sposób, który sprawił, że nie potknęła się, nie przewróciła. Prowadził świetnie i sprawił, że również świetnie się bawiła. Szczerze komplementowała swojego partnera w tańcu.

Cailam nigdy nie czuł się bardziej nie na miejscu.

 

Przez następne dni nie poczuł się lepiej. Irytowała go cała atlantydzka delegacja, od arystokratów po tajniaków. Maira ostrzegała, że nie będzie w stanie poświęcać mu czasu, a jednak czuł się boleśnie pozostawiony na uboczu, zwłaszcza gdy codziennie musiał oglądać jak Caspar i Maira świetnie czują się w swoim towarzystwie. Wielokrotnie powtarzał sobie: „czego się spodziewałeś, jesteś nikim, a to jest królowa”, ale to nie pomagało. Dopiero kiedy okoliczności sprawiły, że na pół minuty znaleźli się sam na sam, Maira wzięła jego rękę i przyłożyła do swojego policzka nie zważając,
czy ktoś się im przygląda. Ten mały gest znacznie poprawił mu humor. Zrozumiał, że królowa też nie czuje się komfortowo, a on warcząc
na wszystkich nie pomaga jej w niczym. Jej uwaga musiała być skupiona na narzeczonym. Wiedziała, że musi rozegrać ich spotkanie perfekcyjnie.

A jednak narzeczony zaskoczył ją. Poprosił o rozmowę
bez świadków, ochrony, jakichkolwiek urządzeń monitorujących,
która nie będzie zaprotokołowana.

- To będzie trudne, ale nie niemożliwe. A twoi ludzie? – zastanawiała się głośno.

- Poradzę sobie z nimi, ale wydaje mi się, że problemem będzie twój wilk, który niechętnie spuszcza nas z oczu.

Maira zaśmiała się. Nie pierwszy raz ktoś nazywał Cailama wilkiem. Skinęła by się zbliżył.

- Książę, choć widzieliście się nie raz, zapewne nie mieliście okazji się poznać. Pozwól, że przedstawię szefa mojej osobistej ochrony Cailama z rodu Canuia.

Książę przyłożył dłoń do piersi i skłonił głowę w geście pozdrowienia.

- Sądząc po nazwisku Monariańczyk, prawda? Piastujesz dość nietypowe stanowisko jak na politykę prowadzoną przez Monaris.

Nie było tajemnicą, że władze ojczyzny Cailama nie były przyjaźnie nastawione ani do Thetis, ani do Atlantis

- Nie jestem politykiem Wasza Książęca Wysokość i nie czuję się winny, że urodziłem się na Południu.

Maira szybko wtrąciła się do rozmowy, przeczuwając,
że panowie niedługo skoczą sobie do oczu.

- Cailamie potrzebujemy czystego miejsca, na rozmowę
poza protokołem. Czy jesteś w stanie nam takie miejsce zapewnić?

„Czyste miejsce” czyli na osobności i bez świadków.

- Czy to niezbędne królowo?

- Książę Caspar uważa, że tak.

Cailam bez zażenowania spojrzał prosto w oczy księcia. Młody mężczyzna nie odwrócił wzroku.

- Będzie przy mnie co najmniej tak bezpieczna jak przy tobie Monariańczyku – zapewnił, a jednak słowo „Monariańczyk”
nie zabrzmiało jak komplement.

- Wasza Wysokość – zwrócił się do Mairy – za godzinę miejsce będzie gotowe.

Usłyszał jeszcze jak Maira mówi do księcia, żeby zapomniał
o międzypaństwowych urazach, bo Cailam jest jej bliskim przyjacielem. Nie poddanym lub pracownikiem, ale przyjacielem, w dodatku bliskim. Uśmiechnął się do siebie.

 

Królowa była bardzo zadowolona z wyboru miejsca,
choć nie kryła zaskoczenia. Bez monitoringu, bez jakiegokolwiek połączenia ze światem, bez świadków. Wieża Straceń.

- Oficjalnie zwiedzacie Lustrzaną Jaskinię. Wydarzenie zostało wpisane do protokołu jako nieformalne, oficjalnie z dwójką strażników, mną i tą osobą, którą Jego Książęca Mość wyznaczy. Proszę zatem by książę poinformował tę osobę.

Książę powiedział do komunikatora kilka słów.

- Załatwione. Hmm… Cailamie, dziękuję – powiedział krótko rozglądając się. Przygotowane były dwa fotele z ciepłymi pledami, pojemniki z ciepłymi napojami i piec. Pomyślał o wszystkim. Cailam ukłonił się tylko.

- Będę na dole, przy bramie. Gdyby winda nie działała musicie zejść pieszo. Macie około dwóch godzin.

Królowa stanęła blisko niego, zbyt blisko, ale przecież było
to nieformalne spotkanie. Objął ją w talii i pocałował w czoło. Pozwoliła mu odejść dopiero kiedy Cailam pocałował ją w usta. Książę odprowadził Mairę na fotel i troskliwie przykrył jej nogi ciepłym kocem.

- Ty i wilk?

- Długa historia. Nie, nie jesteśmy parą jeżeli to cię interesuje, ani kochankami. Niestety – dodała z uśmiechem – ale Cai zajmuje szczególne miejsce w moim sercu i zapewne szybko go nie opuści.

- Dziękuję za szczerość. Doceniam i szanuję. Mogłaś powiedzieć wcześniej, starałbym się być dla niego nieco milszy. Mimo wszystko trochę mu zazdroszczę.

- Nie ma o czym mówić, ale mój wilk zadał sobie trud by nas
tu sprowadzić i postarał się byśmy czuli się komfortowo w miejscu,
w którym zawsze jest zimno i hula wiatr. Możesz mi powiedzieć
po co to wszystko?

Maira szybko przeszła do konkretów. Nie zamierzała marznąć dłużej niż to było konieczne.

- Przyznam, że dzięki twoim uczuciom do innego mężczyzny będzie mi łatwiej mówić. To co powiem, musi bezwzględnie pozostać poza protokołem, ponieważ całkowicie nieoficjalnie chciałbym prosić o zerwanie narzeczeńskiego kontraktu.

Królowa milczała. Przez jej głowę przebiegało milion myśli,
od radosnych aż po katastroficzne.

- Dobrze – powiedziała powoli – zanim podejmę jakąkolwiek decyzję chciałabym znać przyczyny twojej prośby.

- Kocham inną kobietę i nie wyobrażam sobie bez niej życia – padła zwięzła odpowiedź.

- Niewątpliwie jest to ważny powód. Niemniej zdajesz sobie sprawę z tego, że łączy nas jedynie kontrakt i nie będę miała
nic przeciwko byś był związany z inną.

- Wolałbym uniknąć życia z nią jako królewską nałożnicą.

Maira doskonale rozumiała o czym on mówi, ale dawno nauczyła się oddzielać sprawy służbowe od prywatnych.

- Casparze, nie czas i miejsce na dawanie ci lekcji
o obowiązkach, które mają nasze koronowane głowy…

- Chcę tylko wiedzieć, czy zgodzisz się zerwać zaręczyny.

Maira myślała. Szukała rozwiązania, które zadowoli ich oboje
i jeszcze dwa królestwa.

- Chciałabym udzielić odpowiedzi, która cię uszczęśliwi,
ale nie mogę ot tak zerwać kontraktu, bo skutki będą zbyt dotkliwe. Dla was również… znasz przecież warunki. Poza tym Thetis zwyczajnie potrzebuje waszej wody i żywności.

- Zdaję sobie z tego sprawę. Mój ojciec też, ale on nigdy się
na to nie zgodzi. Za mitrinium i prestiż sprzedałby moje organy.

Gorycz, która zabrzmiała w głosie Caspara zaskoczyła Mairę, jednocześnie skomplikowane relacje między władcami Atlantis nasunęły jej na myśl pewien pomysł.

- Nie chciałabym wnikać w wasze rodzinne animozje,
ale chyba znalazłam rozwiązanie.

- Naprawdę? Mów, chętnie posłucham.

- Ja nie mogę i nie zerwę kontraktu, ale dlaczego
ty nie możesz tego zrobić?

- Ojciec nigdy się na to nie zgodzi.

Maira spodziewała się takiej odpowiedzi.

- Ale co on ma do gadania? – zapytała.

- Jak to co, jest królem i podejmuje decyzje. Ja jestem jedynie następcą tronu i niewiele mam do gadania.

- Gdybyś był jedynie następcą tronu miałbyś rację, ale jeżeli dobrze zaznajomiłam się z waszym prawem, twój ojciec nie jest już królem.

- Jak to… zaznajomiłaś się z naszym prawem?

Caspar był wyraźnie zaskoczony.

- Zwyczajnie. Tobie zalecam to samo. Zacznij od swojego kraju. W dniu, w którym kończysz 21 lat przejmujesz tron. Twój ojciec staje się Najstarszym Doradcą. Czy to prawda?

- Teoretycznie tak… - Caspar zastanawiał się intensywnie
nad słowami Mairy - ale praktycznie od wieków tego przepisu się
nie stosuje.

- Radzę go zastosować, bo nie ma innego wyjścia – skwitowała krótko jego rozterki - jeżeli oczywiście nie chcesz zostać moim mężem. Twój wybór, od ciebie zależy czy przeciwstawisz się ojcu. Nie miałabym też nic przeciwko, żeby wszystkie decyzje dotyczące wymiany handlowej i naukowej pozostały w mocy.

- Jesteś tak samo błyskotliwa jak piękna, zaczynam się zastanawiać, czy moja decyzja jest słuszna i czy pojęcie cię
za żonę nie byłoby lepszym rozwiązaniem.

Królowa zaśmiała się.

- Co do mojej urody opinie są sprzeczne, ale dziękuję
za komplement. Nie prowokuj, bo napuszczę na ciebie mojego wilka. Jeżeli dziś zerwiesz zaręczyny, a w ciągu 180 dni nikt się temu
nie sprzeciwi… oboje będziemy wolni. Ja się nie sprzeciwię
pod warunkiem dotrzymania przez ciebie innych punktów kontraktu. Ty zaś zastanów się, czy dla miłości jesteś w stanie podpaść tacie.

- Podobnie jak w przypadku zorganizowania tej rozmowy, będzie to trudne, ale nie niemożliwe.

Tym razem zaśmiali się oboje.

- Możesz mi opowiedzieć o swojej wybrance? – Maira zmieniła temat - jestem ciekawa przez kogo nie mogłam zdobyć twojego serca od pierwszego tańca.

Caspar milczał przez chwilę.

- Znasz ją bardzo dobrze – powiedział w końcu -  nazywa się… Erica Rommani.

Królowa zamilkła, kompletnie nie wiedziała co powiedzieć,
a to zdarzało się niezmiernie rzadko. Potrzebowała dłuższej chwili,
aby zebrać myśli.

- Czy wiesz, że Erica jest moją poddaną i do tego najbliższą osobą, współpracownicą… moją Pierwszą, jeżeli wiesz co to znaczy. Musisz mnie oficjalnie poprosić o jej rękę, a ja muszę wydać oficjalną zgodę. Nie da się tego załatwić przez uściśnięcie dłoni na szczycie Wieży Straceń.

Caspar opuścił głowę. Przyglądał się przez chwilę królowej, wyglądała na zaskoczoną i rozczarowaną tym, co powiedział.

- Od niej usłyszałem to samo – powiedział – ale liczę na twoją dobrą wolę Mairo.

- Dobrą wolę? Haifall jest namiestniczką Górnego Miasta
i pierwszą osobą w Thetis po mnie. Widzę jednak, że  uzgodniliście już wszystko ze sobą? Przykro mi… nic o tym nie wiedziałam, a tyle działo się za moimi plecami…

W jej głosie zabrzmiał sarkazm.

- To nie tak Mairo. I nie wiń jej, bo to nie jej wina. Kocham ją
od dawna, ale ona powiedziała mi, że nasza przyszłość jest uzależniona od ciebie. Ta rozmowa miała miejsce zaledwie wczoraj. Powiedziała też, że jakiekolwiek ustalenia odnośnie naszej wspólnej przyszłości będą miały miejsce po twojej decyzji.

Maira westchnęła głęboko.

- Wiesz co, czuję się teraz strasznie stara i doświadczona,
a wy wydajecie mi się dwójką zakochanych młokosów. Powiedz mi tylko, co ja będę miała z tego, że ci oddam Haifall, która jest Pierwszą Po Królowej? Bez niej będzie mi bardzo trudno.

- Będziesz mogła oficjalnie poślubić swojego wilka…

Maira wybuchła śmiechem.

- O tak, to dobra wymiana. Jesteś tak samo błyskotliwy
jak przystojny. Podobno. Posłuchaj Casparze: jeżeli sprzeciwisz się ojcu i zerwiesz zaręczyny nie zmieniając naszego kontraktu i po 180 dniach oficjalnie poprosisz mnie o rękę Haifall, pozwolę na ten ślub. Ale… wcześniej będziemy jeszcze musieli trochę ponegocjować.

- Myślę, że nasze królestwa czeka bardzo długa i owocna współpraca, na pewno dojdziemy do porozumienia.

- Zatem uściśnijmy sobie dłonie książę, przepraszam królu Casparze Szósty.

- Z przyjemnością królowo Mairo Pierwsza.

 

Cailam czekał na dole wieży pod bramą. Przepuścił Caspara, zatrzymał na chwilę królową. Zdziwił się, bo promieniała szczęściem.

- Wszystko w porządku? – zapytał dotykając jej ramienia.

- Tak, największym – odpowiedziała.

- Możesz mi choć w skrócie powiedzieć o co chodziło, martwiłem się.

- O szczegółach powiem ci za 180 dni, bo wtedy nasze ustalenia uprawomocnią się.

- Czego dotyczyły, że wymagały aż takich środków ostrożności?

- Szczęścia Cai. Caspara, mojego, twojego i Haifall.

- Nic nie rozumiem…

- Wrócimy do rozmowy za pół roku. Zaufaj mi.

Tyle musiało mu wystarczyć.

 

  *                                           

 

Haifall płakała. Gorzko. Nie mogła powstrzymać łez.
To, co wydarzyło się miedzy nią a Casparem było zaskoczeniem dla niej samej. Do czasu aż spotkali się osobiście nie brała go pod uwagę jako kandydata za męża, był przecież narzeczonym Mairy. Miała księcia
jak najlepiej poznać i ocenić. Oceniła bardzo wysoko. Kiedy jednak niespodziewanie usłyszała wyznanie miłości poczuła się jakby ktoś otworzył przed nią zamknięte drzwi. Podobał jej się choć był zupełnie inny niż Cailam, czuły, wrażliwy i delikatny. Prawdziwy książę
na białym koniu. Kiedy poprosił by została jego żoną, po raz kolejny
w życiu odczuła beznadziejność swojego położenia. Caspar to trzeci mężczyzna, którego zabierze jej królowa, co najwyżej zostanie jego kochanką. Poprosił, by poczekała na niego pół roku, 180 dni. Pół roku mogła obiecać, co jednak będzie później? Po pół roku dowie się,
że jednak Caspar musi ożenić się z Mairą?

- Zamieszanie z okazji wizyty księcia niedługo się skończy. Będziemy mogły wrócić do naszego planu.

Głos Sairii wyrwał ją z zamyślenia. Szybko otarła łzy.
Ta kobieta zawsze ją przerażała. Kiedy Maira powiedziała, że księżna Sairia ukrywała się w Monaris jako Zaira i została zastrzelona przez Cailama, Haifall nie zaprzeczyła tym rewelacjom. Pozwoliła myśleć królowej, że to jest prawda, by czuła się bezpieczniej. Haifall wielokrotnie chciała powiedzieć siostrze o tym, że znienawidzona księżna żyje i ma się dobrze. Wystarczyło kilka informacji, a zostałaby szybko ujęta. Jednocześnie jednak musiałaby wyznać, dlaczego
nie powiedziała o tym wcześniej i opowiedzieć o swoim udziale
w spisku. Karą za zdradę była śmierć.

Sairia obiecała jej Cailama, ale teraz on już się nie liczył.
A jednak tkwiła w spisku po same uszy i nie widziała szansy,
by mogła się z niego bezboleśnie wyplątać.

Szansą była pomoc w usunięciu Mairy z tronu. Jedyne
co aktualna królowa miałaby zrobić to udać się do Doliny Ognia
po kamienie, z których każdy zaopatrywał całe Thetis w energię przez około 50 lat. Plan obejmował wysłanie Mairy w podróż
i odebranie jej tronu po powrocie. Miała zostać w areszcie domowym do końca życia, Haifall miała być namiestniczką Górnego Miasta
i Pierwszą Po Królowej Sairii z mężem, którego sobie wybierze.
To wyglądało na dobry układ.

- W ciągu kilku dni nakłonię Mairę do wyjazdu. Myślę jednak, że może być problem z osobą towarzyszącą. Według planu ja jej miałam towarzyszyć, jednak zmieniłam stanowisko i na pewno
nie pojadę.

- Zadbaj o to, by Cailam z nią pojechał. Może kiedy będą sami, pójdą ze sobą do łóżka i w końcu pozbawimy ją władzy.
Bez kombinowania.

- Wasza Wysokość. Powiem szczerze, nie wydaje mi się,
by zostali kiedykolwiek kochankami. Oboje mają silne poczucie obowiązku i panują nad emocjami.

- Pożądanie… nie znasz jego mocy. Kiedy będą musieli spędzać ze sobą całą dobę bez przerwy, nie wytrzymają, już teraz ledwo nad sobą panują. Wierz mi moja droga Haifall.

- Do tego też spróbuję ją nakłonić.

- Będę niezmiernie wdzięczna, droga namiestniczko.

 

  *                                           

 

Haifall próbowała delikatnie skierować rozmowę
na romantyczny lub erotyczny aspekt związku Mairy z Cailamem,
ale zamiast rozmarzonych oczu wywołała jedynie irytację.

- Tak Haifall, kocham go. I co z tego? Nasze drogi się stykają, ale nie przecinają. Mam z tego robić wielką sprawę, histeryzować
i rwać włosy z głowy? Chcesz usłyszeć, że miałaś rację? Miałaś. Będę
o niego walczyć, ale nie jako kobieta tylko jako królowa. Będę jego, albo niczyja, z nim, albo z nikim. Dla mnie to proste.

Widziała dumnie wyprostowaną postawę Mairy, siłę głosu. Zazdrościła pewności siebie. Zazdrościła siły, którą daje miłość.

- Masz rację, to co mówię jest głupie. Przepraszam.

- A Caspar? – królowa zmieniła temat - nigdy o nim nie mówiłaś.

- Czy słyszę przyganę?

- Niewielką.

- Szczerze? Nie wiem, czy było o czym opowiadać. Raczej nie. Spodobał mi się, ale to przecież twój narzeczony. Kiedy wyznał mi swoje uczucia było to dla mnie… miłe. Jest bardzo przystojnym
i mądrym mężczyzną. Wszystko działo się tak szybko… Czy mogę
o nim powiedzieć „będę z nim, albo z nikim”? Nie. Nie powiem tak. Jeszcze nie. Ale chciałabym z nim być. Swoją decyzję uzależniam jednak od twojego pozwolenia.

- Jeżeli Caspar będzie decydował za siebie, odetnie się
od wpływu ojca, zerwie zaręczyny ze mną i oficjalnie poprosi
o twoją rękę - zgodzę się. W innym przypadku będę zmuszona wyjść
za niego za mąż. Chciałbym, żebyś to zrozumiała i nie miała żalu.

- Rozumiem.

- Na pewno? Masz żal, bo zabrałam ci Cailama, nie chciałabym żebyś to samo myślała o Casparze…

Maira jak zwykle była bezpośrednia. Zbyt bezpośrednia.

- Tak, ale nie przyszłam rozmawiać o mężczyznach tylko
o Dolinie Ognia – Haifall zmieniła niewygodny temat - wszystko jest przygotowane, pozostaje jedynie wyznaczyć termin. No i oczywiście twojego towarzysza lub towarzyszkę.

- Szkoda, że nie możemy iść razem. Naprawdę cieszyłam się, kiedy wspólnie planowałyśmy tę wyprawę, ale wszystko wzięło w łeb. Poproszę Cailama, by wyznaczył kilku kandydatów, mam nadzieję,
że pomożesz mi wybrać kogoś odpowiedniego.

- Mairo, a może byłoby najlepiej, gdybyś poszła z nim?

- To niemożliwe. Musi pilnować porządku w obu miastach
i Pałacu kiedy mnie nie będzie. Ty też będziesz go potrzebować.

- Pierwszy Przy Królowej powinien jej towarzyszyć – drążyła Haifall usiłując wpłynąć na zmianę decyzji tak, jak obiecała Sairii.

- Nie mam kogo zostawić na miejscu. Nikomu na tyle nie ufam -  Maira nie dała się przekonać.

- A gdybym została w Pałacu, a sama wyznaczyła swoją namiestniczkę w Górnym Mieście? Dałabym radę, nie raz to robiłam.

- Ale nigdy tak długo. Wyprawa potrwa najkrócej trzy miesiące.

- Dam radę.

Ku rozpaczy Haifall królowa nie dała się przekonać do jej pomysłu. Miała swoją wizję i konsekwentnie ją realizowała. Odprawiła namiestniczkę i wezwała swojego Pierwszego.

- Cai, proszę o wyznaczenie pięciu osób, które uważałbyś
za odpowiednie jako towarzyszy lub towarzyszki. Dla mnie.

Zaczęła rozmowę bez żadnych wstępów.

- Towarzyszy do czego. Proszę o szczegóły.

W poleceniu królowej za mało było szczegółów, za dużo ogółów.

- Muszę przebyć pieszo spory dystans. I wrócić. Będę miała sanie repulsorowe. Wedle tradycji powinnam iść sama, ale potrzebuję oczu i w zasadzie tylko oczu. Z resztą sobie poradzę.

- Rozumiem. Zajmę się tym. Jedno pytanie odbiegające
od tematu. Dlaczego właściwie nie widzisz? Medycyna, technologia Thetis powala na kolana. Leczycie każdą chorobę. Dlaczego zatem
nie widzisz?

- Dobre pytanie. Nie tylko ty się nad tym zastanawiasz. Wedle wszystkich badań moje oczy działają w pełni prawidłowo.
Są prawidłowo zbudowane i powinnam widzieć. A jednak tak nie jest. Najwyraźniej nie wszystko potrafimy wyleczyć. Pewną poprawę zauważyłam po którejś operacji, miałam ich wiele, zaczęłam widzieć światło i ciemność, zarys postaci, ale koszmarnie bolała mnie głowa, zrezygnowałam z tego. Jako, że nie widzę od urodzenia nie wiem,
co tracę. Wybrałam życie w ciemności. Czy to jasne?

- Jak najbardziej.

- Zatem za trzy dni pięć osób, dobrze?

- Zgodnie z rozkazem.

 

O wyznaczonej porze Maira czekała na grupę osób. Chciała porozmawiać z każdym kandydatem. Później, niezależnie od jej oceny, kandydatów miała ocenić Haifall. Przecież królowa miałaby z nim lub nią spędzić kilka miesięcy. Jednak wbrew oczekiwaniom Cailam przyszedł sam.

- Czy zrobiłeś to, o co cię prosiłam? – zapytała.

- Oczywiście. Wasza Wysokość przedstawiam najlepszego kandydata Pięć W Jednym. Czyli mnie.

Nie powinna się śmiać, w końcu nie spełnił polecenia. Przytuliła się do niego i cieszyła z tak rzadkiej ostatnio chwili bliskości. Pozwoliła się lekko kołysać.

- Nie puszczę cię nigdzie samej. Nie proś, nie rozkazuj,
beze mnie nigdzie nie pójdziesz.

- Cai… to prosta droga po płaskowyżu, jedno zejście w dolinę
i powrót. Potrzebuję ciebie tutaj, w Pałacu. Haifall też ciebie będzie potrzebować, bo jak tylko wyjadę, z zakamarków wyjdą różne męty.

- Twoja część Pałacu, czyli wszystkie górne piętra zostaną zamknięte i oddane pod kontrolę mojej straży. Władza przekazana Haifall, dwór przeniesiony do Górnego Miasta na czas nieobecności królowej. Z Haifall zostanie mój człowiek, za którego ręczę głową.
Nie pójdziesz nigdzie beze mnie.

Maira pozwoliła się całować, będąc trochę zła, trochę szczęśliwa.

- Czy całujesz mnie, aby osłodzić skutki sprzeciwu
lub wpłynąć na zmianę mojej decyzji?

W odpowiedzi przytulił ją mocniej.

- Nigdzie…

- … nie pójdę bez ciebie. Wiem.

 

           *                                                   

 

Haifall czuła do siebie obrzydzenie. Wiedziała, że Maira
z zaufaniem przekazała jej pełnię władzy, z której ona pozwoliła korzystać Sairii. Przepraszała siostrę w myślach i obiecywała,
że jak tylko wróci wszystko jej opowie nie licząc się z konsekwencjami. Przeprosi i przyjmie każdą karę.

  

*                                            

 

- Przemówienie pożegnalne wygłoszone, pożegnałam się
z Haifall, wszystko załatwione. Cai o niczym nie zapomniałam?
Nie będziemy mogli zawrócić.

- O niczym nie zapomniałaś.

- Laro, prześlij nas.

- Cel podróży: baza początkowa. Podróżnik gotowy. Odliczanie po komendzie głosowej START.

- Start.

- Komenda przyjęta. Transport za trzy… dwa… jeden… przyjemnej podrózy.

 

Copyright © Beata Matuszewska

Wersja do druku Wersja do druku | Mapa witryny Poleć tę stronę Poleć tę stronę
COPYRIGHT © ASTAROT Beata Matuszewska